Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25]
Ostatni spacer po Londynie | Ten tramping był niesamowity
To już ostatni dzień trampingu. Pozostaje przejechać do Londynu i dalej do Stansted i wsiąść do samolotu. Ja wracam do Krakowa, Kamila leci do Warszawy. Odloty są mniej więcej w tej samej porze, więc i ten dzień spędzimy razem. Dziękujemy naszym gospodarzom za gościnę. Przyjaciele Kamili okazali się bardzo otwarci i mili. Dziewczyna po kolei uwiesza się na szyi Oli i Niny, żegnamy się. Nina odprowadza nas na dworzec autobusowy. Kamila kupuje bilet, ja okazuję wczoraj kupiony bilet powrotny.
W Londynie proponuję dziewczynie spacer. Idziemy pod Backingham Palace, potem przez park z kaczkami i wiewiórkami pod Westminster Abbey. Tu pamiątkowe zdjęcia z Big Benem i Tamizą w tle. Trafiamy znów na zmianę warty Królewskiego Pułku Gwardii Konnej (Royal Horse Guards) przy The Household Cavalry Museum. Jeszcze Piccadilly Circus i ustawiamy się na Baker St. gdzie przystanek ma autobus jadący na lotnisko. W Stansted mamy dość czasu, by wyczerpująco się pożegnać 😉
Jaki był ten tramping? Jeśli określić jednym słowem – niesamowity. Zobaczyłem się tak wiele wspaniałych miejsc, wydarzyło się tak wiele niesamowitych sytuacji, że wystarczyłoby ich na kilka trampingów.
Po raz pierwszy byłem tak daleko: za oceanem i w dodatku za równikiem. Po raz pierwszy zetknąłem się z rdzenną kulturą Ameryki Łacińskiej. Po raz pierwszy leciałem awionetką. Zobaczyłem topowe miejsca ze światowych rankingów atrakcyjności: Salar de Uyuni, Machu Picchu, Linie Nazca, Jezioro Titicaca. Wyjątkowe były spotkania z miejscową fauną: lamami, alpakami, wikuniami, słoniami morskimi, fokami i niezliczonym ptactwem. Wśród tych ostatnich – jestem szczęśliwy, że na własne oczy zobaczyłem dzikie nandu.
Trafiłem również na wyjątkową towarzyszkę podróży: niestrudzoną, ciekawą świata, zawsze optymistycznie podchodzącą do sytuacji. Uśmiechniętą i przyjazną. Polubiliśmy się bardzo w ciągu tych trzech tygodni.
Podróżowanie po Peru i Boliwii okazało się całkiem bezproblemowe. A cały 25-dniowy tramping – względnie tani. Wydałem 2700 PLN na miejscu, a z razem biletami samolotowymi – 4600 PLN.
Spodobała mi się Ameryka Południowa. Zobaczyłem jedynie mały skrawek, ale wiem, ze muszę wrócić tam. Tyle miejsc jest tam jeszcze do poznania: niebosiężne Andy z lodowcami, amazońska dżungla, wielkie miasta Brazylii, pustki Patagonii… Ale to pewnie dopiero w przyszłym roku. Na razie muszę ogarnąć letni wyjazd z Sergiuszem po Europie Centralnej.