Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]
Hałaśliwy Teheran | Wreszcie w hotelu! | Muzeum Narodowe | Te zbiory robią wrażenie | Podglądam irańskie parki | Z wizytą w domu szacha
Mam chwilę czasu na uzupełnienie notatek. Wróciłem właśnie z 7-godzinnego spaceru po Teheranie. Biorąc pod uwagę temperaturę zbliżającą się do 40 °C, hałas i smród ulicy, należałoby przypuszczać, że spacer był męczarnią. Ale nie. Widziałem już wiele hałaśliwych metropolii oszałamiających pędzącymi wprost na ciebie samochodami, gdzie przechodzenie przez ulicę wywołuje skurcz żołądka u nowicjuszy. Lubię ten zgiełk, ryk klaksonów, to przeciskanie się między samochodami, ten żar buchający z rozgrzanych silników potęgujący niemały już upał. Lubię te tłumy spieszących się ludzi, ubranych inaczej niż u nas, te czarne czadory i zaturbanionych brodaczy w popielatych chałatach. W każdej chwili można się wyrwać z tego harmidru, wejść do zacisznego, chłodnego muzeum, skryć się na zacienionym podwórku lub odsapnąć w parku. Rano autobus dowiózł nas na dworzec Behghie w zachodnim Teheranie; Irańczyk, który jechał z nami od granicy wskazał mi swoją żonę, abym udał się z nią na plac Imama Chomeiniego.
Szybko odszukałem hotel "Mashhad" przy ulicy Amir Kabir. Śpię w dormie, 30.000 IRR za łóżko. Dobrze, nie wybrałem jedynki 40.000 IRR, to klitki wielkości WC z miniokienkiem wychodzącym na hol. Towarzystwo tu międzynarodowe, z Belgii, Japonii, w jedynce jest dziewczę z Południowej Korei, w dwójce para chłopaków z Polski. Zamieniam z Michałem parę zdań, byli na Demavendzie, góra dała im w kość. Moje gratulacje! Ech, gdybym tylko miał dobre buty...
W poszukiwaniu internetu idę na ul. Ferdosiego dochodzącą do pl. Imama Chomeiniego. Internet jest po 9.000 IRR/h, można też dzwonić do Polski, 10.000 IRR/3 min. Okazuje się, że Jarek ma bilety dopiero na 15 VIII. No trudno, będę miał jeszcze kilka dni tylko dla siebie.
Czas na program kulturalny – Muzeum Narodowe kosztuje tylko 5.000 IRR (w tym roku sąsiednie Muzeum Okresu Islamskiego, które można zwiedzać na ten sam bilet jest nieczynne). W środku – jest co oglądać: zgromadzono tu przedmioty z Persepolis i innych archeologicznych site'ów Iranu.
Zaczynamy od liczącego ponad cztery tysiące lat drewnianego koła wzmocnionego metalowymi okuciami, dalej jest posklejany gliniany byczek z Persepolis, obok posąg perskiego króla z IV wieku naszej ery. I kolejno: piękne tace z Persepolis, ceramika z Yale Giyan z czwartego tysiąclecia p.n.e., skorupy z Tape Sialk koło Kashanu, gliniane naczynia w kształcie zwierząt (głównie jelenie) z Tape Marli w Gila, kamienne tablice z inskrypcją achemenidzkiego króla z V wieku p.n.e.
A oto coś specjalnego: "Solny człowiek" znaleziony w 1993 roku koło Khorramabadu. Leżał w 45-metrowym tunelu w kopalni soli. Przyczyna śmierci, jak głosi opis – nieznana. Cóż, minęło 1700 lat... Szklane naczynia... Dla mnie – rewelacja! Szkło eksponatów z okresu partyjskiego najczęściej jest nieprzeźroczyste, zielonkawe lub niebieskie, o lśniącej powłoce. Ale zdarzają się flakony już całkiem przezroczyste...
Przy tablicach pokrytych pismem klinowym zebrała się grupa Japończyków. Nachylają się nad eksponatem... wodzą palcem po wyrytych w kamieniu znaczkach i... czytają! Niesamowite! Po raz widzę kogoś czytającego pismo klinowe tak sprawnie jak ja cyrylicę :-)
Na piętrze wspaniała kolekcja obejmująca stiuki z okresu partyjskiego i sasanidzkiego. Oglądam popiersia, ozdoby z motywami roślinnymi, a także dwie nagie kobiety z Hajiabad Fars z IV wieku naszej ery – tylko w tej formie można zobaczyć nagość w Iranie. Jest tu także starożytny relief przedstawiający swastykę.
Wracam na parter: czas na miniaturowe figurki – zabawki przedstawiające parę wołów, postaci ludzkie. A także ponadnaturalnej wielkości posąg z brązu księcia Shami wykopany w Iseh w Chozestanie (okres partyjski).
Duża część kolekcji w muzeum to znaleziska z Persepolis: sławne głowice z czarnego kamienia zakończone dwugłową rzeźbą byków – to przecież symbol starożytnej stolicy. Dalej mamy przetransportowane z Persepolis kamienne schody, które kiedyś prowadziły do głównej świątyni Apadana. Ponad schodami wisi tablica z pismem klinowym. Inskrypcja wielkiego króla Kserksesa mówi: "Mój ojciec król Dariusz zbudował wiele znaczących budowli na rozkaz Ahura Mazdy. I chciał abym zbudował więcej. Ahura Mazda i inni bogowie wspomogą moją potęgę". Piękny kawał historii z okresu Achemenidów (V wiek p.n.e.), prawda? Obok – kapitel w formie głowy ludzkiej ozdobionej długą "asyryjską" brodą (V wieku p.n.e.).
I w końcu coś specjalnego: przywieziona z Sali Przyjęć Skarbca w Persepolis olbrzymia płaskorzeźba przedstawiająca króla Kserksesa lub Dariusza I (tu archeolodzy nie mogą dojść do porozumienia). Relief przedstawia scenę składania hołdu. Za władcą stoi zoroastriański kapłan, przed królem – szereg szlachetnie urodzonych ministrów.
Z muzeum wyszedłem usatysfakcjonowany.
Teraz musiałem dostać się na dworzec kolejowy. Z placu Chomeiniego podjechałem metrem 4 przystanki na stację Shush, później przypiekany słońcem południa przespacerowałem się ze 2 kilometry na dworzec. No cóż: zasada jest prosta: tu się kupuje bilety tylko na bieżący dzień; chcesz jechać jutro – zasuwaj do agencji turystycznej. Poszedłem. Oczywiście, biletów do Ahvazu na jutro i na wiele dni naprzód nie ma. Mogę samolotem za 30 dolców lub przyjść jutro na dworzec – może ktoś anuluje rezerwację. Czuję, że skończy się na podróży autobusem. Wsiadam do pustego autobusu ruszającego spod dworca. I znów plac Chomeiniego; stąd dwa kroki do Pałacu Golestan.
Żołądek mój nagle zaczął się dopominać jedzenia, kupiłem mu więc płaski chlebek z charakterystycznymi rowkami ułatwiającymi oddzieranie kawałków, biały serek oraz mały zam-zam. Zapłaciłem 2.500 IRR, czyli 90 groszy. Hm, może się sprzedawca pomylił... Uznałem, że pobliski Park-e Sahr będzie odpowiednim miejscem na spożycie tych wspaniałości ;-) i sjestę. Podobnego zdania byli inni teherańczycy, którzy samotnie lub w parach (często mieszanych) zrobili sobie piknik w cieniu drzew. Jakże przyjemnie było popatrzeć na idylliczną scenkę konwersacji pięknej dziewczyny i pięknego młodzieńca siedzących w przepisowej odległości wśród kwiatów i parkowej zieleni... Ale oto lubieżny młodzieniec wziął za rękę swoją wybrankę a potem... nie uwierzycie! objął ją. No, prawdziwe porno! Trochę sobie żartuję, ale prawda jest taka, że tu nie spotyka się chłopców i dziewcząt trzymających się za rękę na ulicy. Nie mówiąc o obejmowaniu się i całowaniu, Nie ma też mowy swobodniejszym ubieraniu się. Szczytem odwagi jest odsłonięcie włosów do czubka głowy. Heh, czy któraś Iranka dałaby się namówić na odsłonięcie pępka?
Starsza kobieta odszukała właściwy autobus, kupiła bilet dla mnie (nie chciała pieniędzy) i cierpliwie poczekała aż wsiądą wszyscy mężczyźni do środka. Podała swój bilet kierowcy i potulnie udała się do swojego wejścia z tyłu pojazdu. Takie scenki widziałem później niejednokrotnie. Początkowo byłem zszokowany, później przyzwyczaiłem się do tego, że tu kobiety zajmują miejsce w "żeńskiej" części autobusu oddzielonej od reszty barierką. Jak się później okazało, ta segregacja nie jest absolutna: czasem starsza kobieta siądzie z przodu, czasem mężczyzna towarzyszący kobiecie siądzie obok niej w tyle pojazdu.
A dalej: mozaiki z Pałacu Sheper z 3 stulecia naszej ery, stiuki z okresu sasanidzkiego (V wiek p.n.e.). Są tu kołatki, brązowe ręce, właściwie rączki oderwane przez niedobrych ludzi jakiegoś pomnika w Skami (okres seleucydzki).
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |