Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25]


La Paz – Uyuni

piątek, 26 IV 2013


Katedra ociekająca złotem | Szlakiem muzeów | | W drodze na salar


Dziś dzień stacjonarny. Będziemy zwiedzać miasto, a najważniejszą rzeczą do załatwienia będzie kupno biletu do Uyuni. Wstajemy nieco zmęczeni – spaliśmy na wysokości 4000 metrów. Na śniadanie idziemy do centrum położonego kilometr niżej w dolinie rzeki Irpavi. Rzadko kiedy zdarzają się takie miasta, w których pochyloną w dół ulicą można iść półtorej godziny. Pomimo rozrzedzonego powietrza idziemy szybkim krokiem, wymijając pchające się do góry prychające i rzężące minibusy. W końcu dochodzimy do ulicy... I placu... Sławna katedra... Barokowy portal robi wrażenie. Poskręcane, wijące się kolumny i postacie po obu stronach bramy oraz ponad brama, cały portal cały fronton pokryty płaskorzeźbami. Kościół jest otwarty, wchodzimy.

Wewnątrz zapierający dech ołtarz. tylko piętrowa ściana ze złota złoto na złotym kolorze kilku grzęda umieszczone rzeźby i obrazy postacie świętych rzeźby przedstawiające się rzeźby i obrazy przedstawiające świętych oraz matkę boską i Chrystusa całość kapią od złota. Po obu stronach również stronach prezbiterium również obrazy w złotych ramach W nawie głównej po każdej stronie elegancko podświetlone mniejsze ołtarze z rzeźbami i portretami. Podobne są do tych, które oglądaliśmy w kościółkach dolinie Colca. Niemal każdy skrawek ściany jest pokryty ornamentami w złotym kolorze. Jesteśmy naprawdę pod wrażeniem.

Wychodzimy na zewnątrz, odpoczywamy trochę w cieniu, delektując się panoramą miasta. Wokół, jak okiem sięgnąć, zbocza gór pokryte są setkami, tysiącami domów. Przedmieścia ciągną się w górę aż po horyzont.

Idziemy do galerii współczesnego malarstwa. Obrazy są całkiem ciekawe, aczkolwiek nazwiska autorów nic mi nie mówią. Na ogół z chęcią zwiedzam takie lokalne muzea, patrząc na związki lokalnego malarstwa ze światowymi trendami to widzę jakby wpływy Miro Joan Miro i może Kandinsky’ego kandyński jego uzupełnienie galerii współczesnego malarstwa zlokalizowany po drugiej stronie doliny wąską uliczką wspinamy się od czasu do czasu oglądając się łapiąc oddech i oglądając się wstecz na panoramy miasta teraz spacer po dziewiętnastowiecznych ulicach zabudowanych w stylu klasycystycznym, a czasem zwyczajnymi domami i ruderami celem naszym jest teraz kościół czy też pałac raczej podziwiamy stare meble inkrustowane obrazy rzeźby, a nawet fragmenty ołtarzy. Zdjęć tu nie wolno robić, więc aby udokumentować naszą wizytę w muzeum muszę się nieco namęczyć 😉.

Wędrujemy dalej wąskimi uliczkami, przechodzimy pasażami, pod balkonikami i werandami ozdobionymi kutymi kratami, zaglądamy na podwórka z attykami. Domy często pokryte czerwoną dachówką.

Tuż obok jest muzeum muzyki.

– Wchodzimy?

– Oczywiście, wchodzimy – Kamila przytakuje.

Dużo, dużo instrumentów: piszczałek, fletów, gitar, mandolin. Wiele z instrumentów ma pochodzenie europejskie, ale są też i oryginalne inkaskie instrumenty wykonane z ceramiki i gliny. między innymi fletnia Pana. która uwagę zwraca pudło rezonansowe gitary wykonane ze skorupy pancernika trochę etnografii figurki z wielkimi walutami, które wzbudzają szczególne zainteresowanie Kamili. Przechodzimy do kolejnego muzeum sławnym muzeum koki, aczkolwiek wiadomo, że nie będzie to tego stacji degustacji. Mamy więc historię uprawy krzewów koka, opisane sposoby przetwórstwa liści i zastosowanie. Także przepis wytwarzania kokainy według tradycyjnych, a nie nowoczesnych metod. Generalnie w muzeum dużo do czytania, mało do oglądania. Wracamy do centrum.

[nocny przejazd do Uyuni]


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej