Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14]


Kraków – Warszawa

środa, 13 VII 2011


"Co? Ty do Egiptu?" | Stresujące początki


Nie minęły jeszcze trzy miesiące od powrotu z Gruzji a już ruszam na kolejny tramping. Mówiłem, że ten rok będzie obfitować w wyjazdy! Tym razem jadę do Egiptu. "Jak to?" – zapytaliby mnie znajomi – "Do Egiptu? Ty?!". To prawda, wielokrotnie się zastrzegałem, że moje noga nigdy nie postanie w tym kraju. A także w Tunezji i w Chorwacji, czyli w miejscach, w których Polacy uprawiają masową turystyką hotelową. Ale przecież ja nie jadę na wczasy! Czytając kilka relacji z trampingów po kraju faraonów pomyślałem sobie: dlaczego nie? A gdy PLL LOT uruchomił stałe połączenie z Kairem i trafiły się promocyjne bilety – podjąłem decyzję.

Lecę z Agą, to już nasz drugi wspólny wyjazd. Zamierzamy w maksymalnym stopniu wykorzystać kilkanaście dni na miejscu i przejechać z Kairu do Abu Simbel, na Pustynię Zachodnią i nad Morze Czerwone. A także do Aleksandrii a może i na Synaj. Dużo moich wątpliwości wzbudzała realna możliwość dotarcia do Abu Simbel na własną rękę – bez podróżowania w konwoju. Z dyskusji w sieci niewiele wynikało. Zobaczymy, jak będzie. Nasz plan jest ambitny i trudno ocenić, czy zdążymy wszystko zobaczyć. Jedziemy w lipcu, to pora dość gorąca, zwłaszcza na południu, ale spoko! Przeżyjemy.

Do Warszawy dojeżdżamy popołudniowym pociągiem TLK. Korzystając z kilku godzin wolnych do odlotu samolotu (22:30) idziemy na Starówkę zostawiając plecaki w skrytkach. Sprawdzamy, czy król Waza wciąż stoi na kolumnie i czy Syrenka wciąż dumnie wypina pierś. W drodze powrotnej Aga gubi klucz od skrytki. Perspektywa podróży do Egiptu bez bagażu (odebranego przez znalazcę klucza) jest doprawdy interesująca. Darek był w Indiach tylko z paszportem i prześcieradłem, czy my będziemy podobni jemu? Złośliwy klucz się jednak odnajduje w zakamarkach saszetki Agi i już spokojnie wracamy na dworzec. Ładujemy się do autobusu 185 i po chwili... wysiadamy. Kasjerka na Dworcu Centralnym pomyliła się lub oszukała nas sprzedając bilety ulgowe zamiast normalnych, w autobusie automat jest zepsuty zaś kierowca ich nie sprzedaje.

– Nie ma co, ładnie nasz tramping się zaczyna – mruczę z przekąsem.

– Wszystko będzie dobrze – zapewnia Aga.

W końcu Okęcie. Spędzamy pół godziny przy kawie w tej samej kawiarni co poprzednio. Startujemy bez opóźnienia.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej