Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14]


Hurghada – Kair

czwartek, 21 VII 2011


Błyskawiczny kurs nurkowania | Pierwsze nurkowanie z butlą | Druga rafa | W drodze do Kairu


Rano, po prysznicu i śniadaniu, pakujemy plecaki i żegnamy się z hotelarzem. Ten, obrażony na nas za nieskorzystanie z pośrednictwa w nurkowaniu, nawet nie odwraca głowy na nasze głośne "Goodbye". O 8:00 zabieramy się samochodem z właścicielem biura i jedziemy do portu w pobliżu wczorajszej plaży. Wbrew temu, co obiecywał facet, na pokładzie stateczku o imieniu Jasmine-2, zjawia się komplet chętnych do nurkowania: około 20 osób plus około 10 instruktorów. Są wśród nich Rosjanie, Czesi, Francuzi, Niemcy, zdaje się Anglicy i oczywiście kilku Polaków, między innymi Polka w parze z Arabem oraz polskie małżeństwo. Wszyscy wielokrotnie nurkowali. Wykorzystując okazję siadam sobie za kołem sterowym, później zajmujemy pozycję na górnym pokładzie. Wypełniamy deklaracje zdrowotne, polskojęzyczny instruktor przeprowadza krótki kurs nurkowania pokazując, jak zakładać sprzęt, jak oddychać, jak komunikować się z instruktorem. Tia... po kwadransie jesteśmy już przeszkoleni 😉, możemy płynąć na rafę!

Pierwszy postój będzie jednak nad wrakiem statku, tu nurkować będą bardziej zaawansowane osoby. Z ciekawością przyglądam się przygotowaniom do nurkowania. Przyznaję, że wszystko odbywa się bardzo sprawnie, instruktorzy podają kombinezony piankowe, zakładają pas z odważnikami i butlę, podają maskę. Potem wrzucają klienta do wody i gotowe 😊. Wczoraj przestrzegano mnie, bym wybierał firmę oferującą nowoczesny i sprawny sprzęt. Oczywiście, jestem w końcu wybitnym specem od sprzętu nurkowego 😊

Prawdę mówiąc, chciałbym mieć to nurkowanie za sobą. Zawsze powtarzałem, że do wody mnie nie ciągnie, że wolę góry. Tak, jak niektórym wystarcza oglądanie gór podczas spaceru doliną, tak mnie wystarczyłoby oglądanie podwodnego świata z powierzchni morza podczas snurkowania. Faktycznie zdarzyło mi się raz popływać z maską i fajką w Akabie i miałem wówczas dużo przyjemności. Aga przed wyjazdem zapałała chęcią ponurkowania, mnie odstraszały ceny spotykane w internecie, ale w końcu raz mogę zanurkować. No, może dwa razy!

– Patrz, delfiny! – woła Aga wskazując stado zwierząt wyskakujących nad wodę.

Czasem znikają na kilkadziesiąt sekund pod powierzchnię, ale wciąż nam towarzyszą. Płyną w sporej odległości od nas, nie szkodzi: na coś zoom mojego nowego aparatu się przydaje! To moje pierwsze delfiny, cieszę się bardzo.

Cumujemy już przy rafie, kilka statków ustawionych burta w burtę przywiozło tu nową porcję amatorów topienia się. Pod wodę schodzą kolejne osoby, dziwnym trafem zostajemy na koniec. Pewnie liczą, że się wycofamy 😉. No dobrze, w końcu i my przebieramy się, zakładamy sprzęt. Ja idę na pierwszy ogień, po kilku pierwszych gwałtownych wdechach wyrównuje oddech. Instruktor reguluje ciśnienie w moim aparacie i schodzę głębiej pod wodę. Płyniemy w kierunku rafy. Biorąc pod uwagę, że pierwszy raz mam płetwy na nogach, całkiem dobrze sobie radzę. Przystaję na moment, bo do maski zaczęła się wlewać woda, wypycham ją powietrzem. Gorzej, że zwiększone ciśnienie powoduje narastający ból w uszach. Muszę wytrzymać, myślę sobie. Minę muszę mieć nietęgą (oczywiście żart, bo pod maską niewiele widać), gdyż instruktor gestem pyta, czy wszystko okej. Jasne! Płyniemy wzdłuż rafy spotykając coraz więcej ryb.

[opis]

Instruktor daje mi znak, że czas wracać. Hm, coraz lepiej szło mi to podwodne pływanie, ale ok, wracajmy. Agi na pokładzie nie ma, popłynęła na rafę z innym instruktorem. Wytrząsam wodę z uszu i wypatruję, czy nie wracają. Koło burty statku uwijają się ławice czarnych ryb. Może liczą na to, że... ;-)

– Jak było? – pytam Agę, gdy pojawia się na pokładzie.

– Bosko!

Widzę, że dziewczyna jest naprawdę zadowolona, cieszę się z nią. Kapitan daje znak, silnik zaczynają dudnić i powoli odpływamy na głębszą wodę.

Kotwiczymy przy następnej rafie. W oczekiwaniu na naszą kolej Aga bierze maskę i idzie popływać sama na rafie; ja tymczasem obserwuję rybki pływające pod powierzchnią.

– Było super – mówi po powrocie – lepiej niż przy nurkowaniu widać.

Faktycznie rafa jest tuż pod powierzchnią, może dwa metry. Do drugiego zejścia szykujemy się razem. Płyniemy z instruktorem niczym dzieci na spacerze z rodzicem. Potem puszcza nas przodem a sam ubezpiecza płynąc za nami. Przy rafie pokazuje, że schodzimy niżej. Robi się ciemnniej, bardziej zielono-szaro. Woda niestety nie jest idealnie przezroczysta więc moje zachwyty tym, co widzę są jakby mniejsze. Tym nie mniej rafa jest tu równie bogata jak poprzednia. Tylko mniej widać ;-) Prawda jest jednak taka, że na tych 10-12 metrach, na których się znajdujemy, nadmiernie się stresuję. Zdaję sobie sprawę, że, jeżli ustnik mi wypadnie to woda może wypełnić mi błyskawicznie płuca. A przecież muszę odwieźć Agę do Krakowa.

No, dobrze. Jesteśmy już prawie na dnie, przed nami i nad nami piętrzą się ciemne skały tu i ówdzie ozdobione falującymi ukwiałami i gąbkami. W zakamarkach skał czają się małe rybki, niektóre bardziej kolorowe, ale bez szału. Czasem przepłynie obok mnie jakiś większy, kilkunastocentymetrowy osobnik. Rekinów jak na lekarstwo :-p

Czas wracać. Tak jak poprzednio straciłem poczucie czasu a w końcu kierunku i odległości. Przed nosem pojawia się jakaś dziwna płaszczyzna, po chwili sobie uświadamiam, że to burta statku. No cóż, zielony ze mnie płetwonurek. Wypływam na powierzchnię, kilkoma ruchami ramion dopływam do drabinki, ściągam siebie płetwy i zataczając się z ciężką butlą wdrapuje na pokład. Koniec podwodnej przygody! Rozbieram się i suszę. Posmakowałem nurkowania – tyle co trzeba było, wystarczy mi na jakiś czas.

Dostajemy teraz obiad, jest urozmaicony i całkiem smaczny.

[przejazd do Kairu, sympatyczne rozmowy z Islamem ]

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej