Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Zapowiada się niezły wyjazd! | W drodze do Londynu | | | |
Dziwne. Kiedyś się zarzekałem, że nigdy nie pojadę do Wielkiej Brytanii. W zeszłym roku dość przypadkowo i tylko przejazdem odwiedziłem Londyn i Oksford. I oto rok później znów lecę do Londynu. Ba! W planach jest również poznanie północnej części Zjednoczonego Królestwa – wybieramy się przecież do Szkocji. Nie jest to jednak tak, że nagle zapałałem wielką miłością do Brytyjczyków. Nasz wyjazd – a wybieram się z synem – będzie obejmować dużo większy kawałek Europy! Chcemy pojechać do Irlandii, a później – Eurotunelem – wrócić do Europy. Ja mam swój osobisty cel: chcę uzupełnić kolekcję swoich państw europejskich o Irlandię, Luksemburg i Liechtenstein. Aby wyjazd do tych trzech krajów połączyć w jedną całość, konieczne było opracowanie trasy pomiędzy nimi. Przy czym musiałem pogodzić swoje potrzeby i oczekiwania Sergiusza. Czyli: z jednej strony odwiedzić duże, interesujące miasta, nawet jeśli w nich byłem – to ukłon w stronę syna; a z drugiej strony zwiedzić te miasta po drodze, których nie znałem. Długo analizowałem połączenia lotnicze i autobusowe. Brałem pod uwagę tylko tanie linie lotnicze oraz sieci autobusowe Megabus i FlixBus i PolskiBus. Założyłem, że będziemy również korzystać z autostopu i jak zajdzie konieczność – z połączeń kolejowych. W ten sposób powstał zarys trampingu obejmującego Wielką Brytanię, Irlandię, Niemcy, Luksemburg, Włochy, Szwajcarię, Liechtenstein, Austrię i Czechy. Postanowiłem pokazać Sergiuszowi Londyn, Kolonię, Mediolan i Pragę. A sam „celowałem” w Akwizgran, wschodnie kantony Szwajcarii i zachodnią Austrię. Nie o wszystkich miejscach do odwiedzenia powiedziałem Sergiuszowi, chciałem, by miał niespodziankę. Sam również, jak się miało okazać w ciągu najbliższych dni, zostałem zaskoczony faktycznym przebiegiem naszej trasy. „W końcu to jest tramping” – powtarzam sobie zawsze – „nigdy nie wiadomo, co się zdarzy”.
Bierzemy ze sobą namiot. W dużych miastach będziemy spać w hostelach, ale w Irlandii i Szkocji planujemy noclegi na dziko. Tym razem – pomny naszych doświadczeń z trampingów po Bałkanach, kiedy to gnietliśmy się w mikroskopijnej dwójce – wyposażeni jesteśmy w przestronną dwójkę, w której bez problemu zmieszczą się trzy osoby. Namiot – rodem z Chin – był tani i mimo zapewnień importera o 2000 mm odporności na deszcz, nie przetrzymał próby wody. Zaimpregnowałem go dwukrotnie, jednak na cuda nie liczę. Może nie będzie padać.
Samolot z Balic mamy 6:45. Do Londynu jedziemy autobusem easyBus. Bilety po 4,99 funta kupiłem już dawno. 9:55 Wsiadamy na Old Street
Na miejscu jesteśmy po północy i od razu kierujemy się do budynku portu. Co prawda, w samym Pembroke, miasteczku leżącym kilka kilometrów dalej, znajduje się XII-wieczny, malowniczy zamek, ale nie zdążymy go zwiedzić. Nasz prom „Isle of Inishmore” należący do linii Irish Ferries odpływa do Irlandii za nieco ponad godzinę.