Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
A jednak w nocy padało. Nie przesadnie, tym niemniej namiot jest wilgotny. Zjadamy śniadanie i pakujemy się.
– Trudno, wysuszymy namiot gdzieś po drodze – zapowiadam – teraz najważniejsze jest złapać szybko okazję.
Rzeczywiście, okazja trafia się w miarę łatwo. Jedziemy z młodym chłopakiem w stronę jeziora Loch Ness. To zaledwie tyle i tyle do kilometrów, ale przecież nie będziemy kombinować z autobusem lokalnym. Po drodze widać już ruiny zamku. Idziemy z bizneswoman do zamku.
– Zamek jest zniszczony, ale to atrakcyjna okolica – mówi.
Pogoda jest pochmurna, ciężkie chmury zalegają nad Szkocją, na szczęście nie pada.
– Szkoda, że nie ma słońca – mówię.
– Zdjęcia by wyszły lepsze – dopowiada Sergiusz.
Aura sprawia, że wszystko wydaje się szare i zimne. Jezioro Loch Ness długie, na kilkadziesiąt kilometrów, ma stalowoszary kolor wody. Tuż przy nim znajdują się ruiny zamku. Niewiele zostało ze średniowiecznych fortyfikacji: wyszczerbiony wapienny mur, rozwalony donżon i zrujnowana wieża z z tarasem dla turystów. Do zamku prowadzi mostek przerzucony nad suchą fosą. Ruiny nie są spektakularne, ale cieszę się, że tu przyjechaliśmy.
– Nie jesteś głodny? – pytam Sergiusza.
– Zjadłbym coś.
Idziemy do miasteczka. W barze czy w pubie z domową aranżacją jest pusto – jakieś małżeństwo w średnim wieku też chyba zziębnięte siedzi przy stoliku.
– Ja wezmę frytki – mówi syn.
– A ja kawę – decyduję się oo dłuższym namyśle.
Nie śpieszymy się. Przecież porcja frytek i filiżanka kawy mogą starczyć na długo! Przyglądamy się turystycznej mapie powieszonej. W pobliżu faktycznie są jakieś szlaki spacerowe, ale ostatecznie decydujemy się na własną drogę, wybierając wzgórze górujące nad jeziorem.
Pogoda nieco się poprawia, słońce prześwituje przez mleczny kożuch chmur. Na polance rozkładamy namiot, by wysechł, a sami wyciągamy się na karimatach. Okolica faktycznie jest atrakcyjna, las w którym się znajdujemy, pełen jest olbrzymich sosen. Pnie niektórych z nich mają obwód osiem metrów. Koło 14:00 uznajemy, że wystarczy tego leniuchowania, zwijamy się i ustawiamy na szosie. Do Inverness zabiera nas sympatyczny Murzyn, porzuca nas do centrum.