Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]
Dostajemy książeczki Japan Railway Pass | Pierwsze wrażenia z Japonii
Podchodzimy do lądowania na lotnisko Tokio-Narita. Specjalnych widoków nie ma, jest zresztą wieczór, a my siedzimy z dala od okien. Na miejscu jesteśmy o godzinie 19:10, po ponad siedmiu godzinach lotu. W naszych paszportach pojawiają się naklejki z QR kodem, z nimi możemy zostać w Japonii przez 90 dni. Terminal jest zintegrowany z dworcem kolejowym, informacje i napisy są wszędzie po angielsku (oprócz japońskiego). Na razie nie mamy problemów z orientacją.
– Musimy znaleźć bankomat. Albo kantor – mówię.
Nie za bardzo chce mi się odwiedzać wszystkie tutejsze kantory w poszukiwaniu najlepszego kursu. Wypłacam z bankomatu 30.000 jenów.
– Na początek wystarczy – stwierdzam.
Kierujemy się do biura kolei japońskich, tu musimy wymienić przesłany pocztą voucher na Japan Railway Pass. To konieczność, bez tego nasza dalsza podróż byłaby bardzo utrudniona. W podobnej sytuacji jest wiele osób, musimy odstać w kolejce. Deklarujemy, że chcemy używać wielodniowego biletu od niedzieli. Miła Japonka (wszyscy Japończycy wyglądają miło) daje nam książeczkę Japan Railway Pass z wpisanymi ręcznie datami. Przez pierwsze dwa-trzy dni będziemy bazować na karcie miejskiej Suica. Nabywamy je za 3 000 jenów. Pozostaje jeszcze kupić bilety na przyjazd pociągiem do Tokio (103 jeny). Wsiadamy do pociągu kursującego na linii Keisei Line. To oczywiście nie jest shinkansen, lecz zwykły pociąg osobowy (Limited Express), który odległość 60 kilometrów dzielącą nas od Tokio pokona w 75 minut.
Wysiadamy na stacji Minami. Jest już wieczór, nasz hotel Meigetsu położony jest w odległości półtora kilometra. Chwytam za plecak i ruszam. Nie za bardzo mogę poganiać Ankę. Spokojnie więc idziemy do naszego hotelu. Znajdujemy się w dzielnicy Ueno, a dokładnie Arakawa-ku. Ten wieczorny spacer przynosi dwa małe "odkrycia". Pierwszy to kwitnący na czerwono krzew kuflika (Melaleuca citrina), który nazywam drzewem szczotkowym, gdyż jego wydłużone kwiatostany przypominają szczotkę do czyszczenia butelek. Co prawda, widziałem już te drzewa podczas innych trampingów, ale zawsze się nimi zachwycam. Druga rzecz to automat sprzedający żywność i napoje. Takie automaty są spotykane i w Polsce w różnych budynkach użyteczności publicznej, ale ten znajduje się na spokojnej, mało uczęszczanej ulicy osiedlowej. Odnoszę wrażenie, że tu po prostu nie opłaca się, ze względu na koszt pracy, prowadzić sklepu. Łatwiej postawić automat niż zatrudnić sprzedawcę.
Nasz hotel jest z gatunku dwugwiazdkowych, co w Japonii wskazywałoby raczej na najgorszy standard. A jednak pokój, który dostajemy do dyspozycji, chociaż bez łazienki i skromnie wyposażony, jest średniej wielkości i całkowicie nas satysfakcjonuje. Prysznice są na korytarzu, a umywalka umieszczona oddzielnie znajduje się w dość publicznym miejscu. Kibelek z gatunku tych bardziej cywilizowanych, ma japońską elektronikę. Będę musiał wypróbować wszystkie opcje ;-).