Dzień: [1-2] [3-4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26-27-28]


    Insan yedisinde ne ise yetmisinde de odur                                                 Kim jest człowiek w wieku 7 lat tym jest w wieku lat 70.

Yayladagi – Antakia – G.Antep – Kahta

wtorek, 25 VII 2000


Czy leci z nami pilot? | Nasza grupka | Rozliczenie | Naga prawda | Droga do Kurdystanu


Mały sprzedawca w tureckiej wiosce

Siedzę przed sklepikiem w tureckiej wiosce. Jestem po śniadaniu, inni teraz jedli bułki z serem i popijali herbatą serwowaną przez 7-latka. Czekamy, aż Darek wypali kolejnego papierosa. Ludzie się niecierpliwią – choć jak znam życie oburzyliby się, gdybym to powiedział. Mamy czas. Tak... Darek zapomina, że to on winien dostosować się do uczestników trampingu. Gdybym to ja brał pieniądze za prowadzenie grupy, nie siedziałbym przy papierosie, lecz dowiedziałbym się o miejsce i czas odjazdu dolmusza do Antakii. Dobrze, że to tylko tydzień do powrotu. Jestem zmęczony tą grupą.

Właściwie wzorem poprzednich relacji powinienem już dawno podać charakterystykę uczestników trampingu. Wstrzymywałem się z tym – szukając w tych ludziach pozytywnych cech. Teraz, gdy tramping dobiega końca – bo Turcja przecież się dla mnie nie liczy – wątpię, bym się dowiedział o nich czegoś nowego. A więc 6 osób łącznie z pilotem. Najkrócej:

Zbliżamy się do Antakii
Szczerze mówiąc średnia wieku uczestników grubo ponad 40 lat była dla mnie niemiłym zaskoczeniem. Kondycyjnie w tej grupie jestem najsprawniejszy. Większość pada około 22:00, ledwo się budzi. Nie mają siły na długie spacery, ciężko im podnieść plecaki, co chwilę odpoczywają. Co najśmieszniejsze, wszyscy z wyjątkiem mnie są przypadkiem na trampingu – nie był on dla nich jakimś marzeniem do zrealizowania. Dorota i Jarek – zarezerwowali wczasy do Tunezji i tuż przed wyjazdem zrezygnowali na korzyść "tańszego" trampingu. Andrzej zdecydował się w ostatniej chwili. Beata miała trochę czasu i pieniędzy do wydania... Nawet Darek pojechał w zastępstwie kogoś innego.
Dla Jarka i Doroty najważniejsze jest coś kupić (bazary) i, co ciekawe, niekoniecznie lokalne wyroby; dobrym zakupem jest 6 koszulek Nike/Adidas. Odpuszczają sobie Meczet Omajjadów, Palmirę, muzea, a później Ugarit, Jerash i Nemrut Dagi. Gdyby mogli, spaliby w hotelu a nie na pustyni czy dachu. Beata porównuje atrakcje turystyczne z tym, co widziała w Stanach i na innych wycieczkach. Nie muszę dodawać, że rzadko kiedy te porównania są korzystne dla tego trampingu... Darek wciąż wspomina swe inne wyprawy i sprawia wrażenie, że ten wyjazd jest złem koniecznym. Jak już wspomniałem, moim zdaniem, minimalizacja kosztów w wykonaniu Darka jest niewystarczająca. Często, przy każdej niemal okazji, korzystamy z taksówek, a co najdziwniejsze zamiast umawiać się na kurs wg taksometru – umawia się w naszym imieniu na określoną kwotę. Np. ze 100 SP schodzi na 50 SP, podczas gdy kurs w obrębie miasta kształtuje się na poziomie 25 SP (np. z hotelu na dworzec południowy w Damaszku). Czuje się znawcą lokalnych kuchni, namawia nas przy każdej okazji na jedzenie. Je głównie on i Andrzej. Dla mnie jest jasne, że wydają na jedzenie znacznie więcej niż wymienione w ofercie trampingu 3 $/dzień.

Myślę, że bardziej realna kwota "do wzięcia ze sobą" była rzędu 600 $. Ale kto wówczas by się zdecydował? A zatem są dwie możliwości. Albo MK Tramping świadomie lub z braku zorientowania zaniżył koszty trampingu (obie przyczyny są karygodne) albo pilot – Darek jest niekompetentny. Spójrzmy bowiem na rozliczenie. Wziąłem ze sobą 392 $ i 30 DEM, co obejmuje mały zapas w stosunku do wskazanej przez biuro kwoty 290 $ + 70 $ na żywność.

SUMA =390 $ A zostało mi 30 $ (w tym 10 w markach) i 8 dni do przeżycia. Jak ja to zrobię?

A teraz przyjrzyjmy się dokładniej uczestnikom wycieczki:
Hasło:



I tak bym na razie zakończył rozważania na temat trampingu i ludzi.

Okolice Antakii Jedziemy teraz od trzech godzin autobusem do Gaziantep. Jedziemy tak od rana a zapowiada się jeszcze sporo godzin w drodze. Dostałem od Turka (Kurda?) kiść winogron – może to jest sposób na przetrwanie bez forsy? Dają się odczuć skutki braku pieniędzy. Wszyscy się rozliczają, próbują uregulować mini-długi, umawiają się, kiedy i w jakiej walucie dostaną swą forsę. Ja i tak nie mam pieniędzy. W wiosce, do której rano doszliśmy po godzinnym marszu, wymieniłem ostatnie 20 $. Praktycznie w całości poszły na przejazd do Kahty – miejscowości wypadowej na Nemrut Dagi (pojechaliśmy do Antakii za 1000 TTL, tam przesiadka do G.Antep (2.500 TTL) i w końcu bus do Kahty za 500 TTL). Cały dzień w podróży – zajeżdżamy pod hotel Komagene ok. 21:00.
Aż dziw, jak sprawnie odbyła się ta podróż do Kurdystanu. Za oknem zmieniały się krajobrazy. W okolicach Antakii zachwycały górzyste pejzaże. Później okolica stawała się na przemian mniej lub bardziej pustynna i bezludna. Za to w miasteczkach i miastach ruch nie zamierał nawet przy największym skwarze. Widać biedę i przeludnienie tych ziem. W każdym ze sklepów, zakładów fryzjerskich, naprawy obuwia, siedzi po kilku Turków/Kurdów: pewno właściciel ze swymi krewnymi i pociotkami; rozmawiają, piją herbatę, byle do piątku. W sumie mimo ładnych widoków to smutny kraj.
W hotelu wędrujemy oczywiście na dach (1 $/os.). Warunki standardowe, czyli wszędzie syf. Najgorsze, że w Kahcie od kilku miesięcy nie ma wody zdatnej do picia, a pół miasta trafiło już do szpitali. Przejeżdżające wieczorem opustoszałymi ulicami wozy techniczne rozpylające biały duszący dym przeciwko komarom nadają niesamowitej atmosfery temu miastu.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej