Dzień: [1-2] [3-4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26-27-28]


Przysłowie jordanskie

Wadi Musa – Mała Petra – Wadi Musa

poniedziałek, 17 VII 2000


Kupuję Koran na kasetach | Czy Polska jest królestwem? | Wycieczka do Małej Petry


Kolorowe smugi na skałach wokół Petry Dziś dla mnie dzień odpoczynku – przeznaczyłem na zwiedzanie Petry tylko jeden dzień i zobaczyłem to, co chciałem z wyjątkiem Murów Bizantyjskich (powrotna droga z Beatą odbywała się wolniej niż planowałem; pozostali nie dotarli nawet do Muzeum!). Reszta pojechała rano do Petry, ja poszedłem do miasteczka na piechotę. Pochodziłem po ulicach, zrobiłem zakupy owocowe, a gdy usłyszałem dochodzące ze sklepu muzycznego zawodzenie mułły z kasety, zapragnąłem ją kupić. Niezwykłe nacieki w drodze do Monastyru Jordańczyk proponował mi raczej inne nagrania, tłumacząc, iż ta jest "do użytku prywatnego", ale się uparłem. Ostatecznie przegrał mi ją (w 3 min; 1 JOD). Porozmawialiśmy o Polsce, religii, niebyt dużo, ze względu na barierę językową, na tyle jednak dużo, by postawił mi cold drinka. O tyle ten drink jest wart wspomnienia, że zostałem zbesztany przez sklepikarza za trzymanie butelki w lewej ręce... "Sorry, I've forgotten about this" – wymamrotałem zawstydzony.

Buy this ancient coin. It's only 10 DJ' Później z godzinę rozmawiałem z policjantami turystycznymi pilnującymi porządku przy wejściu do Petry. Fajne chłopaki, ale nie kojarzą Polski. Myślą, że cały rok tu jest śnieg. Po pytaniu: "Jak się nazywa wasz król?", musiałem im zrobić krótki wykład naszej historii. W końcu poprosiłem ich o napisanie pocztówki po arabsku – wysłałem ją do Instytutu. Uzupełniłem nieco dziennik, ale w dalszym ciągu jestem niezadowolony z moich notatek. W przeciwieństwie do Andrzeja, który w wielkim skrócie notuje na gorąco wrażenia i zdarzenia, ja zwykle nie znajduję na to czasu i przepada mi wiele interesujących rzeczy.

Jeszcze jedna świątynia... Czas dłużył mi się wyjątkowo w oczekiwaniu na powrót reszty z Petry. Wreszcie spotkaliśmy się i pojechaliśmy do Małej Petry – jednej z okolicznych dolin. Morfologia skał jest tu nieco inna, są one bardziej kopulaste i to urozmaicenie nadawało jedyny sens tej 2-godzinnej wycieczce. Poza tym w Małej Petrze – z perspektywy kogoś, kto obejrzał dopiero co "prawdziwą" Petrę, nie było nic ciekawego. Przy okazji próbowaliśmy w wiosce beduińskiej odzyskać rzekomo skradzione Beacie filmy. Rodzina beduinów, do której samotnie wybrała się Beata oczywiście zaprzeczyła. Filmy odnalazły się po kilku dniach w... plecaku. Ach ta nasza Beata!
Wieczorem wybraliśmy się do "lepszego" hotelu na "lepszy" obiad – stół szwedzki. To był dobry pomysł: zaznajomiłem swój skurczony żołądek z kuchnią arabską. Był bardzo zadowolony. Każda dolinka ma nieco inne kształty skał...



Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej