Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]
"Kompiutery nie rabotajut" | Początek roku szkolnego w Suczawie | Horror w pociągu

Za Bukaresztem autobus pustoszeje. Można się wyciągnąć na dwóch fotelach. Droga mija szybko, w kilku kolejnych miastach handlarze wypakowują swoje walizy i torby. W Suczawie jesteśmy 11:00. Rezygnujemy z ukraińskiego autobusu kursowego jadącego do Czerniowców: kosztuje 21 lei a odjeżdża dopiero o 13:00. A nam się spieszy. Prowadzę Michała i Ankę na parking z busami. Cena po negocjacjach spada do 6 USD/osoby. Dość długo trwa kompletowanie pasażerów, pasażerów końcu ruszamy o 12:30.
Na granicy zaczynają się problemy: dziecko jadące z rumuńskim małżeństwem nie ma odpowiednich dokumentów. Matka negocjuje z rumuńskimi pogranicznikami, bez rezultatu. A my psioczymy na sytuację coraz bardziej. Ostatecznie Rumuni wysiadają z busa, a my jedziemy dalej. Ale tylko 100 metrów! Na granicy ukraińskiej "kompiutery nie rabotajut". Tym razem złość udziela się i kierowcy. Klnie po rumuńsku i ukraińsku, ja staram się wyłowić znane mi słówka ;-) Po godzinie Ukraińcy dochodzą do wniosku, że obejdzie się bez komputera i wbijają nam stemple.
Pół godziny później witają nas Czerniowce. Na dworcu autobusowym stwierdzamy z przykrością, że ostatni autobus do Lwowa odjechał o 13:00, cały pośpiech był niepotrzebny. Busów nie ma i nie będzie... Ania znów się źle poczuła, częstuję ją diclakiem. Transferujemy się na dworzec kolejowy. Michał funduje taksówkę, ukraiński kierowca objaśnia nam trasę pokazując co ciekawsze obiekty.

Spaceruję więc po starówce bez przewodnika, wyszukując wzrokiem cerkwi i kościołów. Dużo ulic i domów jest odnowionych, mimo że jest sobotnie popołudnie, trwają prace remontowe. Za kilka lat Czerniowce odzyskają swój dawny blask. Ale dziś najbardziej kolorowym elementem miejskiego pejzażu są dziewczęta ukraińskie. Pierwszy września to tu nadal początek roku szkolnego. Wszystkie uczennice paradują w bordowych mundurkach, w białych podkolanówkach i w gigantycznych białych kokardach. Miły obrazek. Odwiedzam kościół katolicki, kilka cerkwi. Zaspokajam głód małą pizzą w oryginalnej młodzieżowej knajpce.
