Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Kerman

niedziela, 20 VIII 2006


Pięknie tu, ale... | Moje irańskie wydatki | Bazar, łaźnia, meczet - oto Iran! | Herbata z Irańczykiem


Droga do Kermanu

Budzi mnie ruch w autobusie, jesteśmy w Shiraz. Czwarta nad ranem, jak ja to lubię... Naganiacze nas atakują, wszyscy biegają, wyciągają bagaże... A ja chcę spać! Musimy teleportować się na dworzec północny (10.000 IRR). Tu, na Carandish, kupuję bilety do Kermanu po 45.000 IRR na godzinę 6:00 (choć na bilecie jest 6:30, w praktyce wyjedziemy o 7:00). Niby ta sama cena jest na tablicy, ale i tak wydaje mi się podejrzanie wysoka. Może inni przewoźnicy mają niższe ceny na volvo, jesteśmy jednak zbyt zaspani, by działać racjonalnie.
Przed nami 8 godzin jazdy. Prawdę mówiąc droga mnie rozczarowuje, widoki podobne do wcześniejszych, ciekawym akcentem jest słone jezioro. Napisałem "rozczarowuje", lecz ktoś, kto będzie oglądać zdjęcia z trasy – z pewnością zaprotestuje: "Przecież to fenomenalne krajobrazy!". No tak, tylko po pewnym czasie przychodzi znużenie i człowiek dla pobudzenia zmysłów potrzebuje jeszcze większej dawki niezwykłości.
W mijanych miejscowościach spotykamy barwnie ubrane kobiety, bez czarnych czadorów. Miasteczka są podobne do siebie, podobne zabudowania, te same sklepy z 1001 drobiazgów lub melonami i arbuzami. Te ostatnie nadają ożywczy akcent temu buremu krajobrazowi. Wszędzie widać biedę, bylejakość. Trudno mi zrozumieć, że w tak bogatym kraju, leżącym na ropie i gazie, ludziom żyje się tak ciężko. A może nie jest im tak ciężko? Gdy patrzę na te małe sklepiki z sklepikarzami nudzącymi się jak mops w oczekiwaniu na klienta, to myślę sobie, że taki sprzedawca się nie przemęcza...
W drodze do Kermanu

W Kermanie jesteśmy po trzeciej, podjeżdżamy pod Guest House "Milad" (60.000 IRR za 2 osoby). Pokoik jest obskurny i brudny (dwójka z łazienką 80.000 IRR), ale przyzwyczajony do takiego standardu nie dostrzegam tego. Wdzięczny jestem Jarkowi, że akceptuje te warunki.
Trochę o wydatkach. Staramy się żyć oszczędnie. Wydajemy więcej na hotele niż Małgorzata Maniecka (2.6 USD), średnio śpimy za 3.5 USD. Inna rzecz, że nie szukamy za wszelką cenę najtańszych mosaferkhunehów, bierzemy hotele "low budget" z LP. W stosunku do cen z przewodnika (2004), ceny autobusów są wyższe o 20-30%, trudno czasem znaleźć kurs mercedesem, wszędzie proponują volvo. Być może nastąpił skok cywilizacyjny i wycofano część starych wozów, być może uznają, że mercedes nie jest godzien białasa... Inna rzecz, że w ciągu ostatnich kilku lat riale potaniały z 7500 do 9000 IRR/USD, zaś złoty potaniał w stosunku do dolara z 4 do 3 PLN/USD, co oznacza, że bardzo zyskał w stosunku do riala: z 1800 do 3000 IRR/PLN. Przyjemnym zaskoczeniem jest duża obniżka cen wstępów do obiektów turystycznych: ze średnio 30.000 IRR do 4.000 IRR. Najwięcej przepłacamy przy taksówkach. Podsumowując dotychczasowe wydatki – utrzymujemy się na poziomie 100.000 IRR, czyli 11 USD za osobodzień.
Kerman: bazar

Wracajmy jednak do Kermanu. Jest popołudnie, my odświeżeni, idziemy zwiedzać miasto. Główną osią komunikacyjną Kermanu jest ulica Dr Shariati (a dalej Beheshti) biegnąca od placu Azadi, w pobliżu którego znajduje się nasz hotel, do placu Shohada, gdzie znajduje się większość zabytków. W drodze na bazar wstępujemy do cukierni, wybór ciastek jest wprost niewyobrażalny, urządzamy sobie później ucztę na skwerze przy Somiye. Nie wiedziałem, że Jarek jest takim łasuchem!
Bazar jest barwny i zatłoczony, dziś skupiamy się na stoiskach z wyrobami metalowymi, przyglądamy się pracy rzemieślników wyrabiających gigantyczne chochle, garnki, tace, kubki, uchwyty do szklanek itd. Nie odpuszczamy sobie również wizyty łaźni miejskiej w pobliżu dziedzińca Ganj Ali Khan. Urządzone wewnątrz muzeum jest w miarę interesujące a to za sprawą naturalnej wielkości figur woskowych ilustrujących łaziebne zwyczaje.
Kerman łaźnia przy GanjAli Khan Jarek kupuje tytoń fajkowy dla kolegi, ja z aparatem poluję na Iranki. Czas na meczety. Trochę się nam już znudziły, ale wypada je zobaczyć. Najpierw zaglądamy do Imam Mosque, tu kończą się modły, duży tłok przy bramie, nawet nie próbujemy wchodzić do środka. Ograniczamy się do chwili odpoczynku na obszernym dziedzińcu. Dalej, przeciskając się między zabudowaniami mediny, w zapadającym mroku, docieramy do bazaru. Prowadzeni przez Imama – 18-letniego Irańczyka docieramy do Jameh Mosque. Tu akurat modły trwają na dziedzińcu, siadamy z boku. Imam przeprasza nas na chwilę, idzie umyć stopy i pomodlić się. Jarek nieco się nudzi, ja dyskretnie pstrykam zdjęcia i delektuję się atmosferą miejsca. W pół godziny później nasz nowy znajomy wraca, chce nas oprowadzić po mieście. My już jednak zaliczyliśmy najważniejsze sight'y, zapraszamy go więc na herbatę.

Podjeżdżamy na plac Azadi i tu, w lepszej restauracji rozwalamy się w niszy na dywanach. Jestem tak spragniony, wypiłbym morze herbaty! Poprzestajemy na dwóch czajnikach napoju i lokalnej specjalności: kolompeh (ciasteczka nadziewane daktylami). Imam uczy się w szkole średniej, chce studiować fizykę lub astronomię, a przy okazji być przewodnikiem turystycznym. Wypytujemy go o życie w Iranie, między innymi o taniec i zawieranie małżeństw. Kerman: Meczet Piątowy Chłopak mówi, że nie ma dziewczyny, że tylko niektórzy jego koledzy mają. W odpowiednim wieku można zawrzeć "czasowe małżeństwo" wypowiadając w obecności swej kobiety odpowiednią arabską formułę. Aby uskutecznić trwałe małżeństwo i mieć możliwość płodzenia dzieci, należy uzyskać akceptację obu rodzin i w obecności urzędnika trzykrotnie potwierdzić arabską formułę zawierającą pytanie, czy jest się usatysfakcjonowanym owym wyborem żony. Co do tańców – ciężka sprawa. Publicznie się nie tańczy a już całkowicie zakazany jest taniec kobiety i mężczyzny. Prywatnie czasem tańczy się na weselach, ale raczej rzadko. Chłopak odprowadza nas do hotelu, udziela wskazówek, jak dojechać do Rayen. Sympatyczny wieczór.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej