Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17-18]
Jeszcze tu wrócę! | | | |
Opuszczamy Valparaiso, czeka nas dziś powrót do stolicy i wieczorny przelot do Rio de Janeiro. Cóż, chciałoby się tu dłużej zostać… Tu, lub w jakimś innym regionie Chile: czy to na upalnej Atacamie, czy też na zimnym patagońskim pustkowiu… Szkoda, że do Punta Arenas jest ponad 3000 kilometrów. Może kiedyś?
Kupujemy bilety na autobus do Stantiago (po 500 CLP) i wkrótce odjeżdżamy do stolicy. Po drodze zerkamy jeszcze na Iglesia del Asilo del Salvador i już pędzimy „autostradą” No. 68 do Santiago.
Po przyjeździe, pierwsze kroki kierujemy do Museo de la Memoria y los Derechos Humanos. To dość specyficzne muzeum, poświęcone prawom człowieka. Powinno się nazywać „Muzeum Salvadora Allende”*/. Bo w gruncie do niego sprowadza się wszystko w Chile. Trzy lata prezydentury lewicowego prezydenta, a później 17 lat rządów prawicowej junty Pinocheta. W kolejnych salach przedstawione chwile przedstawiające okres przed zamachem stanu.
Santiago de Chile nie kojarzy się z wyjątkowymi zabytkami, olśniewającymi muzeami i innymi turystycznymi atrakcjami. A jednak postanowiliśmy przeznaczyć cały dzień na zwiedzanie miasta. Samolot mamy jutro o 14:05, nie chcemy jechać na lotnisko w ostatniej chwili.
___________________________________
*/ To jedno z kilku poznanych podczas trampingów muzeów, w których przedstawiono "rozliczenie z przeszłością". Inne to: Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng (សារមន្ទីរឧក្រិដ្ឋកម្មប្រល័យពូជសាសន៍ទួលស្លែង ឬសារមន្ទីរទួលស្លែង), które poznałem w Phnom Penh (2012), Muzeum Zbrodni przeciw Ludzkości i Ludobójstwa (Muzej zločina protiv čovječnosti i genocida), które odwiedziłem w Sarajewie (2012) i Muzeum Czerwonego Terroru (የቀይ ሽብር መታሰቢያ ሙዚየም), do którego zajrzałem w Addis Abebie (2025).