Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Smutne pamiątki przeszłości | Na łonie natury | | |
Dziś dzień na luzie. To wcale nie znaczy, że nie będzie interesujący. W planie mamy wyjazd do rezerwatu przyrody w Skakavacu, ale na razie czeka nas spacer po mieście. Podchodzimy najpierw do wiecznego ognia upamiętniającego tych, którzy zginęli się oswobodzenie Sarajewa w 1945 roku. Hołd jest złożony zarówno wojskom Bośni i Hercegowiny, jak i wojskom chorwackim, czarnogórskim i serbskim.
Zaglądamy potem na muzułmański cmentarz, obok meczet ze smukłym minaretem. Chodząc po ulicach Sarajewa nie sposób nie dostrzec licznych wojennych blizn. Na elewacjach wielu budynków spotykamy ślady po pociskach, część z nich została już zatynkowana, inne wciąż są bardzo widoczne.
Idziemy do Muzeum Zbrodni przeciw Ludzkości i Ludobójstwa (Muzej zločina protiv čovječnosti i genocida). Znajdują się tu zbiory etnograficzne, ubiory, zbroje, także broń używana podczas ostatniej wojny z 92 roku. Prócz typowego uzbrojenia żołnierzy, zaprezentowano różne samoróbki, także dokumentację fotograficzną wydarzeń sprzed 20 lat. Informacja jest podana zarówno po chorwacku jak i po angielsku. W sumie interesujące muzeum.
Wracamy na dworzec i podmiejskim autobusem jedziemy do rezerwatu przyrody Skakavac (Spomenik prirode Skakavac). To zaledwie 13 kilometrów od stolicy. Autobus kończy trasę przy parkingu, dalsza część naszej wycieczki odbywa się nieutwardzoną drogą, a potem leśną ścieżką. Fotografujemy przy okazji bo ukraińską przyrodę: kwiatuszki, motylki i owady. W drewnianym domku można kupić miód i inne specjały lokalne: marynowane grzybki i ogórki kiszone. Już z daleka widzimy gromadzących się ludzie u podnóża wysokiej na kilkadziesiąt metrów skały. To już koniec naszego 3-kilometrowego spaceru.
Z wysokości niemal 100 metrów spada struga wody. Z pewnością ten wodospad nie należy do imponujących, niemniej jednak doliny ze wapiennymi skałami i bujne lasy są wystarczającym uzasadnieniem kilkugodzinnego wypadu.
W drodze powrotnej do Sarajewa spotykamy kolejne owady, wśród nich olbrzymiego czarnego żuka.
– O, biegacz! – stwierdza Sergiusz i wyciąga aparat.
– No, nie wiem. Ale na pewno to chrząszcz z rodziny biegaczowatych.
– Mówię ci, że to biegacz. Zobacz, jaka ma małą głowę w stosunku do przedplecza.
– Myślisz, że on jest z plemienia Carabini?
– Obstawiam, że to biegacz chorwacki (Carabus croaticus).
Chrząszcz ma ze 4 centymetry długości a wraz z szeroko rozstawionymi odnóżami ledwo mieści się w dłoni. Poświęcamy mu dłuższą chwilę i ćwiczymy zdjęcia makro.