Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17-18]
Czułe pożegnanie | Znów nad wodospadami | | |
Poranek w Puerto Iguazu. Wciąż jeszcze w pamięci mamy niesamowite widoki wodospadów Iguasu, a przecież dziś czeka nas podobna dawka wrażeń – po stronie argentyńskiej. Małgosia wciąż śpi, gdy pakuję swój plecak. Myję zęby i korzystam z toalety, zalewając ją całą z powodu zatkanego syfonu. To chyba dobrze, bo by nie wiedzieli, że mają zepsuty w hostelu!
Czas na śniadanie. Jest wliczone w cenę noclegu. To dobrze, bo nie będą musiał biegać po okolicznych sklepach. Schodzimy do patio, posiłek jest już gotowy. Po chwili zjawia się pozostałe dwie dziewczyny
– Cześć! Jak się spało? – witam się uprzejmie. – Dobrze. Śniadanie jest więcej niż skromnie. Robię kanapki dla siebie i Małgosi. Widzę, że dziewczyna mało je.
– Już jadłam swoją część – tłumaczy się.
– Małgosiu, oszukałaś z bułką.
– Tak?
– Zjadłaś tylko jedną!
– Na pewno dwie.
Dowody jednak zostały na talerzu…
O wpół do dziewiątej jesteśmy gotowi do drogi. Przynajmniej a z Małgosią, bo Gosi nie widać już dłuższą chwilę.
– Pewno poszła się czule pożegnać z Peruwiańczykiem – stwierdza Monika.
Ech!
– Były całuski? – dopytujemy, gdy w końcu wraca.
Gosia, kręci głową.
– Nie? To nie kocha!
– Wiecie, to bardzo porządny facet – opowiada Gosia. – Wykształcony, przyjechał tu 2 lata temu, szuka żony. Powiedział, że tylko tego mu do szczęścia brakuje.
No myślę! Pewnie takie kity serwuje każdej turystyce :). Tym razem podryw niepełny, bo skończyło się na mizianiu po plecach. – Spytałam go, czy to taki peruwiański zwyczaj – tłumaczy Gosia. – Ale powiedział, że nie. Że on tak ma!
Opuszczamy naszą hacjendę. Gospodarz obiecał podrzucić nas do centrum. Wsiadamy do jedgo busa.
– Stój, stójcie – woła po chwili Gosia, wykonując gwałtowne ruchy. – Zapomniałam komórki!
Kierowca zawraca. Po chwili rozradowane dziewczę wraca do nas. Jedziemy.
– Czekajcie, gdzie moja ładowarka? – z kolei zaczyna denerwować się Monika.
Na szczęście szybko odnajduje się w plecaku.
[dojazd do wodospadów]
Ponieważ Monika i Gosia wracają dziś do Brazylii a my będzimy kontynuować podróż w stronę Paragwaju, postanawiamy zwiedzać wodospady we własnym tempie. Żegnamy się, życząc sobie wzajemnie udanego podróżowania i szczęśliwego powrotu do domu. Od tego momentu będziemy podróżować tylko we dwójkę.
[Zwiedzanie wodospadów]
Na chodniku i wśród drzew widoczne są biało-granatowe ptaki podobne do sroki. To modrowronki pluszogłowe (Cyanocorax chrysops) dość liczne w południowej Brazylii, północnej Argentynie i Paragwaju. Mają ponoć zdolność do oszustwa poznawczego: potrafią udawać, że chowają pokarm w jednym miejscu, a faktycznie ukrywają go gdzie indziej, gdy czują, że są obserwowane. Kwitną wilczomlecze. Idziemy dróżką poprowadzoną na wysokości górnego poziomu wodospadu. Z płaskowyżu, który rozpościera się po naszej lewej stronie spływa woda zasilająca Iguasu. Tworzy ona liczne strugi o szerokości nie większej niż 1-2 metry. W tych miejscach korzystamy z drewnianych pomostów. Woda w tych potokach jest wartka i mętna. Słychać z daleka narastający szum wody i oto między drzewami ukazuje się wodospad właściwie trzy kilka kaskad przedzielonych niewielkimi kępami drzew. Nad jedną z nich widać ludzi stojących na pomoście.
[Zwiedzanie wodospadów]
Jadę teraz z Małgosią na dworzec autobusowy do centrum Foz de Iguazu. Odszukujemy a dalej transportem miejskim podjeżdżamy na stronę argentyńską. Wymieniamy przy okazji pieniądze.