Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Piza

sobota, 28. VIII 1993


Chcemy do Krakowa! | Sztormowa pogoda | Pod Krzywą Wieżą | Mamy dosyć krzaków - uciekamy na kemping


Morze Liguryjskie Według pilota, który już był prawdopodobnie w tym mieście, Piza nie jest miastem atrakcyjnym turystycznie: rzekomo nie ma tu nic do oglądania poza Krzywą Wieżą. Mimo to, ponieważ Piza była w pierwotnym harmonogramie, większość ludzi chciała zboczyć z drogi do Florencji i poznać jeszcze jedno miasto. Mi i Sylwii było to już prawie obojętne. Ponad trzy tygodnie podróży a łącznie ze Skandynawią - 6 tygodni, dało się nam we znaki. Nie najlepsze stosunki między nami ostatnio (i ogólna atmosfera w autobusie) też się przyczyniły do pewnej obojętności na świat. Chcieliśmy być już jak najszybciej w Krakowie. Ja - by wyspać się, Sylwia - by umyć się, oboje - by najeść się.
Nocleg przy plaży pod Pizą minął bez większych komplikacji, może poza odwiedzinami policji, która zwróciła nam tylko uwagę, by nie używać butli gazowych zbyt głęboko w lesie. Jasne!

Skoro świt, przy wciąż niepewnej pogodzie, wybrałem się z Sylwią na spacer po plaży. Oczywiście wszędzie dostępu do morza broniły bramki i płoty prywatnych plaż. W końcu dotarliśmy do 20 metrów bieżących plaży należącej do kempingu. Fale rozbijające się o zwały głazów, morze wdzierające się ku plaży przez lukę w falochronie, przenikliwy wiatr niosący słony pył. Piza: Baptysterium, Katedra i Dzwonnica Podobała się nam ta sceneria, ale musieliśmy opuścić miejsca na rozstawionych leżakach z powodu przejmującego zimna.
Sylwia nie mogła przepuścić okazji pochodzenia sobie po lesie ciągnącym się po drugiej stronie szosy. Starałem się po półgodzinnym spacerze zboczyć w kierunku autobusu, lecz Sylwia wciąż zawracała nas w głąb lasu.

Około 13.00 ruszyliśmy do Pizy. Kierowca wysadził nas w najbardziej atrakcyjnym miejscu, tj. przy Krzywej Wieży, Katedrze i Baptysterium. Wszystkie trzy budowle, ustawione w jednej linii, przyciągały mój wzrok swym podobieństwem architektonicznym, swą bielą i przepychem. Równo wystrzyżony trawnik i brak dodatkowych akcentów w tle (mur cmentarny) zwiększały urok tego miejsca. Obyło się bez "pamiątkowych" fotografii pt. "Ja pod Krzywą Wieżą". Zwiedziliśmy Katedrę i Baptysterium - niby za darmo - nie, gdyż sprytni Włosi urządzili tam wystawę (6 lub 8 tysięcy L).
Trudno powiedzieć, co było później najważniejsze: zwiedzanie miasta, kupienie chleba, butów z wyprzedaży dla Sylwii, czy po prostu wytracenie czasu do godziny odjazdu. Pora sjesty (i sobota) sprawiła, że właściwie do 17.00 byliśmy bez szans na kupienie czegokolwiek. Pospacerowaliśmy więc uliczkami, wracając do niektórych miejsc po kilka razy, byliśmy nawet za Arno, rzeką płynącą przez Pizę i Florencję, próbowaliśmy rozpoznać w szeregu podobnych do siebie kamienic te, które były zaznaczone w przewodniku jako Palazzo, pooglądaliśmy fasady pozamykanych na cztery spusty kościołów. Katedra w Pizie

Muszę stwierdzić, że koncepcje dotyczące podróży i harmonogramu dnia, noclegów i tras przelatują przez głowę naszego pilota b. często. Ku zaskoczeniu motłochu, czyli osób niewtajemniczonych wjechaliśmy do centrum Florencji i Maciek wyznaczył nam miejsce na spanie przy głównej ulicy, pod płotem kempingu, tuż przy Placu Świętego. Mycie na kempingu. Skorzystaliśmy. Zaczęło się ściemniać. Krzaki, w których mieliśmy przyrządzić jedną z ostatnich kolacji nie wyglądały zbyt zachęcająco. Niedyspozycja Sylwii przesądziła o noclegu na kempingu (2*6.000 L bez namiotu). Teren makabrycznie pochyły: obszedłem kemping wzdłuż i wszerz i zdecydowałem, że będziemy spać przy grupie quasi-trampingowej z Gdańska. Gdy rozmawiałem z dziewczyną z tej grupy, ludzie ci wydali mi się sympatyczni, lecz właściwie potem nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej