Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]
Plaża | Konrad i jego dziewczyny | Piotr i Sylwia | Remek i Marzena | Sucharkowie | Pilot | Plaża
Wreszcie mamy dzień odpoczynku. Po przeżyciach ostatniej nocy pragnę przede wszystkim wyspać się. Początkowo nie zanosi się na plażową pogodę, ale gdzieś koło 10:00 przejaśnia się tak, że gdy dojeżdżamy do miejscowości letniskowej nad morzem (nazwa uleciała z pamięci), wszyscy rzucają się w kierunku plaży. Po pierwszym ataku na morze, część osób musi wrócić do autobusu, by wypakować bety – po kilku dniach podróży wszędzie jest brudno i wściekający się od czasu do czasu kierowca zdecydował się umyć pojazd.
Ponieważ cały dzień i noc mamy spędzić w tym miejscu, zastanawiam się, czy uda się mi pograć w brydża. Postanawiam zapytać leżącego obok z dwójką dziewczyn chłopaka. Nieoczekiwanie zadaje mi to samo pytanie. Siadamy do gry po południu: Konrad, jego dziewczyna, koleżanka dziewczyny i ja. Obawy, że gram ze świetnymi graczami ("My gramy Polskim Treflem"), szybko znikają, koleżanka gra "dziwnie", obie dziewczyny chciałyby konsultować się z partnerami; w każdym razie wygrywamy robra (obliczam w pamięci) i... kończymy grę. Wiele razy próbuję jeszcze grać z nimi podczas tego trampingu, zawsze jednak dostaję wymijające odpowiedzi. Trudno mi wytłumaczyć tę postawę Konrada lub jego dziewczyn. Być może, jak mówiła Sylwia, dziewczyny przestraszyły się(?) mojego poziomu(?).
Jeszcze kilka słów o tej trójce. Zwykle Konrad z dziewczynami odłącza się od reszty i zwiedzają miasto na własną rękę. Dochodzi czasem do nieprzyjemnych incydentów, jak np. ten dużo później w Sienie, kiedy poszliśmy kilkunastoosobową grupą do muzeum przy Il Campio. Wiadomo było, że tylko w składzie 15-osobowym jesteśmy w stanie wejść jako grupa (cena jak dla studentów). Konrad postanowił jednak wejść z dziewczynami indywidualnie i po chwili powstał problem dla tych, którzy nie mieli ISIC-ów, czyli, na przykład, Sucharków. Nasuwa się proste wyjaśnienie motywów Konrada...
Skoro zacząłem obsmarowywać już niektórych ludzi, warto byłoby wspomnieć o tych najbardziej charakterystycznych postaciach z naszego autobusu. Zacząć wypadałoby od sąsiadów. Piotr i Sylwia (sic!). Bynajmniej nie małżeństwo. Gdy pewnego dnia dochodzi do pierwszej ostrej wymiany zdań między pilotem a Sucharkiem, para ta, jak i inne osoby z przodu autobusu stają w obronie pilota, lecz czynią to w agresywny sposób. Gdy rzucam w ich kierunku propozycję natychmiastowego użycia karabinów maszynowych i uwagę o potrzebie zrelaksowania się, Piotrek dość prowokacyjnie odpowiada mi coś w stylu "nie mam ochoty z tobą rozmawiać". Poza oczywistą ułomnością, jaką jest nieumiejętność zrelaksowania się w chwili stresu, chłopak nie wykazał się zbytnią strategią dyplomatyczną. Przecież miał jechać obok mnie jeszcze przez 3 tygodnie. Sylwia, dość narzekająca dziewczyna, nie wzbudzała większego zainteresowania, tak że, jako para, nie wydali mi się zbyt atrakcyjni.
Nieco dalej siedzą Remek z Marzeną. Podobnie jak poprzednia para też spoza Krakowa. Są dość towarzyscy; Remigiusz ma aspiracje bycia duszą towarzystwa. Zajmuje stanowisko wyraźnie anty-Sucharkowe i głośno je wyraża. Marzena, dość wymagająca od swego chłopaka i często aż nadto opryskliwa, podobnie jak wspomniana Sylwia. W sumie nic ciekawego, zwłaszcza że pod koniec podróży zorientowałem się, że Remek jest człowiekiem z rodzaju pozerów i grającym przed ludźmi (trochę w ciemno).
Można by tu teraz rozpocząć opis całej grupki dziewczyn, z mojego punktu widzenia małolat, studentek pierwszych lat WSP, czy AE, wiecznie śmiejących się z byle czego, lecz wtedy jeszcze zlewały się w mej świadomości, bez możliwości rozróżnienia.
Lepiej skupić się na głównej persona dramatis tj. Sucharku. Podobno 36 lat, ex-pracownik PK, nauczyciel (SP) z powołania. Matematyk, podobnie jak żona – Danka. Wysoki, przeraźliwie chudy z twarzą Frankensteina (stąd kolejna ksywa). Zachowanie – typowego wyjadacza trampingowego (którym jest, w gruncie rzeczy). Cel podstawowy: za wszelką cenę (dosłownie) "zrobić" wszystko – zabytki i miasta we Włoszech. Sposób realizacji: trzymanie się harmonogramu trasy. Codzienne konflikty z pilotem. Marek oczekuje egzekwowania przez pilota dyscypliny od grupy, przeznaczenia 100% czasu na zwiedzanie. Zarzuca pilotowi brak kompetencji, odgraża się, że złoży skargę w Krakowie. Podstawową wadą Sucharka jest to, że nie umie się kłócić. Często ludzie przyznaliby mu rację, uprzedzili się jednak wcześniej do niego.
Maciek, IV rok studiów, rzeczywiście niezbyt sobie radzi jako pilot. Nie potrafi wpłynąć dyscyplinująco na ludzi, by sprawnie wypakowali swe rzeczy na parkingu, by się nie spóźniali. Nie zna włoskiego na tyle dobrze, by nie musieć podpierać się angielskim. Z drugiej strony godną uznania jest jego odwaga w wybieraniu miejsc na nocleg (o ile, oczywiście, nie jest to tylko lekkomyślność i brak wyobraźni).
Ale wrócę do adriatyckiej plaży. Opalam się i kąpię na przemian. Sylwia nie chce wejść do wody, gdyż dba o swoje zdrowie. Dodatkowo, przez pierwsze dni trampingu towarzyszy jej stres, gdyż coś tam się jej nie zgadza.
Wieczorem jemy kolację przy autobusie i po zmroku przechodzimy powtórnie na plażę. Poza drobnym incydentem, kiedy wrócił właściciel jednego z kempingowych domków, pod okapem którego rozłożyliśmy karimaty, nic właściwie nie zakłóciło nam spoczynku.