Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Agrigento-Corleone

sobota, 21. VIII 1993


Dolina Świątyń | Sucharkowi kręci się w głowie | Dalej nie pojedziecie!


Dolina Swiątyń w Agrigento Agrigento to przede wszystkim Dolina Świątyń. Ale nam to miasto kojarzy się przede wszystkim z potwornym upałem. Wykopaliska zwiedzamy bezsensownie w największym skwarze. Ale wcześniej zaglądamy do Muzeum Archeologicznego, gdzie trzeba bety zostawić przed wejściem a w środku wylegitymować się podając datę i miejsce urodzenia. Przynajmniej "entrata libero". Znów tysiące skorup. Największe wrażenie robi telamone - męska kariatyda kilkunastometrowej wysokości.
W przeciwieństwie do śnieżnobiałych wapieni Syrakuz, Agrigento zbudowane jest z ciemnożółtych piaskowców. Idziemy główną aleją mijając trzy kolejne świątynie. Wokół migdałowce i agawy. W końcu mamy dość wędrówki: chcemy pić i jeść. Jest niestety pora sjesty, sklepy pozamykane, i jesteśmy w stanie wziąć tylko trochę wody z hotelowego baru. Wracamy pod autobus, gdzie przez godzinę opalam się pod kwitnącą agawą.
Szkoda mi tej części ruin, której nie zwiedziłem. Ale z drugiej strony i tak wszystko się miesza w mej pamięci.

Przyjemnie się schować w cieniu krzewu figowego... Wyjeżdżamy w kierunku Corleone drogą główną (czerwoną) rzekomo ze względu na trudności, jakie miałby pokonywać autobus jadąc drogą bezpośrednią (żółtą). Taka sytuacja zdarza się po raz kolejny - kierowca nie chce wjeżdżać na trudniejsze odcinki. Czasem okazuje się, że jego obawy są nieuzasadnione, choćby w przypadku Etny, gdzie, jak stwierdziliśmy, dojazd był w miarą prosty.
Przy wyjeździe z Agrigento kolejny raz daje znać niekompetencja pilota, który w wolnym czasie zamiast dowiedzieć się o wyjazd z miasta, spędzał czas na konwersacji. Rezultat był taki, że po kolejnym nawrocie autobusu na miejsce postoju, Sucharek rzucił (jak zwykle) w przestrzeń: "Proszę nie jeździć wkoło, bo mi się kręci w głowie". Później wjechaliśmy na odcinek drogi prowadzącej nie tam gdzie trzeba, i znów wróciliśmy do Agrigento. Fakt, że oznakowania dróg we Włoszech są doprawdy kiepskie, ale szlag mnie trafiał, kiedy po 10 km drogi wjechaliśmy na odcinek nowej autostrady z wjazdem tylko w kierunku Agrigento. W drodze do Corleone Była co prawda przed wjazdem tablica w języku włoskim informująca o tym, ale trudno wymagać od pilota tak zaawansowanej włoszczyzny.

Nic to. Dojechaliśmy piękną, górską drogą do Corleone. Miasteczka tak zwyczajnego, że aż strach. Cóż, kiedy mit Ojca Chrzestnego jest wciąż pociągający. Przy wjeździe do centrum autobus został zatrzymany przez grupę wyrostków machających rękami i coś krzyczących. Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Gwałtownie skręciliśmy w boczną uliczkę i stanęliśmy. Nikt nie chce wysiadać. Wokół na skuterach i motocyklach szaleją kilkunastoletni sycylijczycy. Formujemy zwartą kolumnę i idziemy do kościoła. Wzdłuż wąskich uliczek na szeregach wystawionych krzeseł siedzą ubrani w garnitury i białe koszule dziadki (niedziela?). Natarczywie się nam przyglądają. Samochody co chwilę się przy nas zatrzymują. Chłopcy na motorach podjeżdżają do nas i trąbią. W pamięci mamy wydarzenia z Herkulanum. Z duszą na ramieniu wchodzimy do kościoła, gdzie z kolei wzbudzamy zainteresowanie starszych kobiet odmawiających litanię. Dokonujemy pospiesznych zakupów i szybko wracamy do autobusu.
Wyjeżdżamy szosą w kierunku jeziora. Nocujemy na bocznej drodze. Wokół winnice - chłopcy robią rekonesans i po pół godzinie wracają z torbami pełnymi owoców. Wyciągamy się na asfalcie.. Tysiące gwiazd. Meteory.

Corleone Corleone
Saluto Capi! Saluto Capi!
Środkowa Sycylia Środkowa Sycylia


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej