Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Souillac-Tuluza

środa, 19. VIII 1992


Złośliwiec | Sytuacja się pogarsza | Wybawienie


Tuluza Dwie - trzy godziny stania to normalny początek. Wsiadamy do ciężarówki forda sprzed kilkudziesięciu lat. Facet jedzie 40 km/h w porywach 60. Zgrzytamy zębami - ale cóż! Prosimy, by nas wysadził w Tuluzie przy wyjeździe do Carcassonne - oznacza to, że zrezygnowaliśmy z próby wyjazdu do Hiszpanii (zresztą Polacy potrzebowali wtedy wiz i pewno źle by się to skończyło). Kierowca, czy to przez złośliwość, czy też przez nieznajomość miasta, wysadza nas przy wyjeździe do Foix - najgorszym z możliwych. Idziemy kilka kilometrów zanim decydujemy się na autobus. Później jeszcze dwa kilometry z plecakiem po centrum. Na rondzie nikt nie chce się zatrzymać w ciągu godziny.

Sytuacja wygląda tragicznie. Zaczyna zmierzchać, gdy przenosimy się na inne miejsce. Wszędzie rozjazdy, zjazdy, dojazdy, znaki zakazu, złe kierunki. Jesteśmy wykończeni. Próbujemy poprosić o nocleg - w tym celu skręcamy w boczną uliczkę. Widzę pracujących ludzi w garażu i podejrzewając ich reakcję mówię im o naszych kłopotach z wyjazdem z miasta. Kobieta ratuje honor Francuzów, bierze nas do samochodu i wywozi do podmiejskiej dzielnicy Tuluzy. Jest 20:00 - bez szans na autostop. Proszę o zrobienie zdjęcia odpoczywającą na ławce kobietę - ta nie reaguje na prośby. Jest głuchoniema. Chce mi się śmiać bo sytuacja jest tragikomiczna.

Lapiemy stopa pod Tuluzą Zaczepione nastolatki idące na imprezę nie wyczuwają sytuacji i zamiast zaproponować nocleg u siebie w ogrodzie - podają nam adres farmy, gdzie nie powinno być problemów z przenocowaniem.
Pięknie utrzymane ogródki i roślinność śródziemnomorska bardzo mi się podobają. Mamy wielką ochotę zapukać do takiego domku. Za mostem pechowo natykamy się na Cyganów. Ponieważ nas zauważyli, odważnie podchodzę (22:00) i pytam o farmę. Cyganka podaje kierunek i ku naszemu zaskoczeniu zaprasza na kawę rano. Gospodarstwo wygląda na niezamieszkałe. Dobijamy się i wreszcie pojawia się małżeństwo staruszków (on tak sympatyczny, że od razu wciskam mu swój adres), którzy w imieniu nieobecnych właścicieli udzielają zgody na nocleg. Rano wizyta w obozie cygańskim: była rzeczywiście kawa a krótka rozmowa o życiu tej rodziny przekonuje mnie, że można trafić na różnych Cyganów.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej