Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Amsterdam

czwartek, 6. VIII 1992


Jak pies z kotem | Zwiedzamy muzea


Kanały amsterdamskie

Mamy cały dzień na zwiedzanie miasta, gdyż, jak Dorota ustaliła z tym niesympatycznym właścicielem naszego lokum, będziemy mogli przenocować jeszcze raz. Bierzemy żarcie i ruszamy. Zaczynamy od okolic dworca. Przed nami Damrak - bardzo ruchliwa główna ulica prowadząca do placu Dam. W ciągu kilku minut dochodzi do sprzeczki, w wyniku której każde z nas idzie w swoją stronę. Oglądam nieciekawy Pałac Królewski, zaglądam do przedsionka Nieuwe Kerk (wstęp płatny!) i siadam przed Pomnikiem Narodowym na placu Dam. Czekam tu na Dorotę, istotnie się zjawia i "godzimy się". Cóż, ona ma aparat, ja znam angielski.

Zwiedzamy dalej razem. Decydujemy się na dwa muzea i kanały, czyli plenery. Dorota upiera się na Muzeum Figur Woskowych. Cena zabójcza - 7.5 florena czyli 15% wszystkich pieniędzy przeznaczonych na Holandię. Stajemy w olbrzymiej kolejce, jakby świadczącej o tym, że warto tu wejść. No tak, takie muzea mogły robić wrażenie w XIX w. - wieku bez telewizji, kina itp. Manekiny - bo cóż więcej - mogłyby budzić szacunek tylko dla cierpliwości autorów figur i wierności postaci. Nic dziwnego, że muzea takie zwiększają swą atrakcyjność dodając współczesną elektronikę i technikę poruszającą figury i sterującą oświetleniem.

'Diamentowa' dzielnica Drugie muzeum to Van Gogh. Warto było za 10 florenów przespacerować się wśród pięknych obrazów. Kręcimy się po Amsterdamie, siedzimy nad kanałami, oglądamy uliczki - na jednej z nich spotykamy dziewczynę - mima ubraną na czarno, w cylindrze i w białych rękawiczkach - zabawiającą publiczność na ulicy. Znam tę postać z telewizji satelitarnej, ale i tak podoba mi się tan show.
Dziś, po dwóch latach, niewiele pamiętam z tych spacerów po największym mieście Holandii. Wiem, że bardzo podobał mi się różnokolorowy tłum, przede wszystkim Murzyni i mulaci z kolorowymi koralikami we włosach, kolorowymi bransoletkami i w kolorowych beretach; podobały mi się jeżdżące dyskoteki - jak nazywałem samochody z nastawioną na full muzyką; podobały mi się wreszcie setki rowerów poustawianych przy sklepach.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej