Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]
Flamandowie | Chłodny ranek | Znów nad Morzem Północnym
Trochę głupio czułem się przy tej flamandzkiej, jak stale podkreślali, rodzinie. W ogóle uważałem, że zwalanie się na głowę esperantystom bez zapowiedzi jest niegrzecznym stawianiem ludzi pod murem. W przypadku tej rodziny spotkaliśmy się z wyjątkową życzliwością i przychylnością. Tym bardziej było to zaskakujące, że w przeszłości różni młodzi Polacy pisali do nich prośby o załatwienie pracy.
Rano kobieta odwiozła nas do centrum. Oglądnęliśmy rozległe zabudowania Begijnhof – przytułku dla starszych i samotnych kobiet. Później weszliśmy do Zamku Grafów Gravensteen – Flamandka zapłaciła wstęp mimo naszych protestów. Pobłądziliśmy po ciemnych zakamarkach, pooglądaliśmy trochę starych kości i
żelastwa (Sala Tortur).
Dzień był pochmurny i na wieży trochę wiało, natomiast widok był przepiękny: setki dachów pokrytych czerwonymi dachówkami i trzy charakterystyczne obiekty leżące niemal w jednej linii: katedra św. Bafona, ratusz i kościół św. Mikołaja. Kilka kroków od zamku zwiedziliśmy Muzeum Sztuki Ludowej, będące ciągiem kilkunastu a może kilkudziesięciu pomieszczeń przekształconych w tematyczne sale: izbę kowala, aptekarza itd. itp. Tu nas kobieta zostawiła samych, poszliśmy obejrzeć jeszcze katedrę i kościół. W drodze powrotnej Dorota uparła się wstąpić do McDonalda, by coś zjeść. Długo trwało nim wyszukała odpowiednio tanie danie, będzie mogła teraz być dumna, że jadła u Mac'a*/. Ja tradycyjnie w tym czasie obserwowałem pracę jej żuchwy.
Po obiedzie w domu – nie była to jakaś wyjątkowa kuchnia flamandzka – kobieta odwiozła nas na autostradę. Po kilkunastu minutach zatrzymał się wóz z niemiecką
rejestracją ciągnący przyczepę kempingową. Jechali do Ostendy, a my, mimo że pierwotnie planowaliśmy dostać się do Brugii, zdecydowaliśmy się na wyjazd nad morze.
Port jachtowy w tej nadmorskiej miejscowości powitał nas lasem masztów i pajęczyną olinowania. Tramwajem podjechaliśmy do strefy plażowej i rozpocząłem
poszukiwania najtańszego pola namiotowego. Zdążyliśmy jeszcze pospacerować po brzegu – oczywiście nie było mowy o kąpieli w tak wietrzny i zimny dzień.
Spodobało mi się to jeżdżenie po Europie stopem. So far so good! Do tamtej chwili, poza dwoma niewygodnymi noclegami (w Dreźnie na dworcu i w krzakach pod Arnhem) oraz stresów przy wyjeździe z Kolonii – wszystko odbywało się w miarę dobrze.
______________
*/ 17 czerwca 1992 w Warszawie powstała pierwsza restauracja McDonald’s w Polsce. W ciągu kilkunastu godzin obiekt odwiedziło ponad 45 tys. osób.