Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Uzerche-Souillac

wtorek, 18. VIII 1992


Z fryzjerem | Chwila wytchnienia


Masyw Centralny

Wciąż utrzymuje się piękna pogoda - przynajmniej od tej strony nasza podróż jest udana. Odkryty samochód z rodzaju "terenowych" prowadzony przez fryzjera z Paryża zabiera nas na krótką ale niesamowicie przyjemną przejażdżkę. Wiatr owiewa nasze twarze. Muzyka gra, rozmawiamy, wymieniamy wizytówki. Dalej mamy mniej szczęścia. Złośliwy kierowca furgonu wysadza nas przy wjeździe do Souillac, mówiąc, że to dobre miejsce. Jesteśmy tu bez szans i musimy zapychać około 4 kilometrów na drugą stronę miejscowości. Kupuję przy okazji smaczny, prawdziwy bochenek chleba - żadne tam wysychające bagietki. Stajemy tuż za mostem na rzece Dordogne. Czuję potrzebę wskoczenia do wody co też po chwili wahania czynię.

Jak przyjemnie się wykąpać w rzece Dordogne Bezowocne wysiłki, bliskość kempingu i ogólne zmęczenia ostatnich dni, sprawia, że rezygnujemy z dalszej podróży i przenosimy się na pole namiotowe. Możemy liczyć na WC, prysznic, pranie, herbatę, spokój w nocy. To naprawdę ważne. Jesteśmy na trasie już trzy tygodnie, przejechaliśmy przez 4 kraje, te wszystkie miasta, zwiedzanie, muzea, kościoły, skrzyżowania, autostrady - wydają się czymś szalonym, wariackim, kalejdoskopem, karuzelą. Może odbywało się to zbyt szybko? Ale w końcu tak chciałem. Niemniej jednak jedno popołudnie "przeleniuchowane" - nie zaszkodzi.
Rozbijamy namiot ( przyzwyczaiłem się, że wszystkie czynności związane z rozpakowywaniem i pakowaniem wykonuję własnoręcznie, podczas gdy Dorota nie kiwnie nawet palcem, nie mówiąc już o tym, by pomyślała o zrobieniu posiłku), robię herbatę, zwiedzam kemping w poszukiwaniu Polaków. Później robię pranie i kąpię się w rzece. Jest dobrze.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej