Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Paryż-Chambord

sobota, 15. VIII 1992


Urocze Gien | Portugalczyk pokazuje zamki nad Loarą | Rzucamy konserwami


Pałacyk w Gien

To nasz ostatni dzień w Paryżu; właściwie ostatnie przedpołudnie - ja chcę wyjechać skoro świt, Dorota chętnie by jeszcze została w tym mieście. Udało się jeden nocleg spędzić za darmo - warszawiacy podali nam przez ogrodzenie ważną kartę pobytu.
Stoimy na wjeździe na autostradę - takich jak my jest więcej, więc się trochę denerwuję. W końcu, po 2 godzinach zatrzymuje się facet: proponuje nam podwiezienie nie do Orleans a do Gien. Przystajemy na to bez wahania - byle się stąd wydostać. Humory od razu się poprawiają, a uroczy Gien (miasto przypominające mi Marburg) ze swymi wąskimi uliczkami i pałacykiem z Muzeum Myśliwskim zachęca do zwiedzania. Spędzamy tu kolejną godzinę i w silnym upale przemieszczamy się poza miasteczko. Lituje się nad nami kolejny kierowca i zawozi do Orleans.
Zaczynamy i kończymy właściwie na wspaniałej Katedrze. Odpoczywamy pod pomnikiem Joanny d'Arc. Dorota dzwoni do Lionu, by się umówić ze znajomym esperantystą - nie udaje się. Spędzamy jeszcze trochę czasu przy dających miły chłód fontannach, a następnie zaznajomiwszy się z trasami autobusów miejskich wyjeżdżamy z miasta. Bardzo podoba mi się kasownik połykający łapczywie bilet a następnie zwracający go po ostemplowaniu (Trzeba było 20 lat, by takie kasowniki pojawiły się w Polsce...). Stajemy już za miastem przy stacji benzynowej. Po raz pierwszy od dłuższego czasu (pominąwszy Gien) stoimy przy tak mało uczęszczanej drodze. Szukam wody i przyglądam się grze mężczyzn polegającej na rzucaniu kamiennymi kulami.

Pominik Asi w Orleans Zabiera nas para Portugalczyków. Rozmawiam po angielsku z facetem, Dorota po francusku z kobietą. Mówię, że chcemy zobaczyć zamki nad Loarą. "Które?" - pyta Portugalczyk. "The most beautiful" - odpowiadam. Niezbyt zdawałem sobie sprawę z konsekwencji tego dialogu. Skręcamy z głównej drogi i podjeżdżamy pod pierwszy na trasie Orleans-Bloise zamek. Ku naszemu zdumieniu nie zatrzymujemy się i ponownie wjeżdżamy na główną drogę. Przejeżdżamy koło kolejnego zamku nieco tylko zwalniając. O co chodzi? - zastanawiam się. Pytam, dokąd jadą. "Do domu" i dodają "Czy byliśmy w Chambord". Jeśli nie, to nas zawiozą, to nic, że nie po drodze, ten jest najpiękniejszy, musicie go zobaczyć. Dziwne. Ale OK.

Zamek w Chambord Podjeżdżamy pod sam zamek, dziękuję jak mogę uprzejmie - stracilibyśmy mnóstwo czasu próbując się tu dostać z głównej drogi. Zamek prezentuje się wspaniale, robię kilka pamiątkowych zdjęć. Zbliżający się zmrok każe nam szukać miejsca do spania. Mała być może różnica zdań przy narosłym od kilku dni napięciu sprawia, że wybucha kłótnia. Mam dosyć towarzystwa Doroty, ruszam wzdłuż szosy sam. Dorota mnie nie odstępuje: "Skoro razem wyjechaliśmy, razem musimy wrócić". Przypominam jej rozmowę ze Zgorzelca. Reakcjš jej jest wściekłość i rzucanie konserwami. Mam już dosyć tego, jej braku kultury, nieumiejętności bycia razem na szlaku. Kłótnia, jak gdyby przycicha, mimo moich protestów idziemy obozować w pobliże stojących caravanów. Tłumaczę jej, że to nie jest dobre miejsce, że to tak jakby ktoś rozbijał namiot na Błoniach. Dorota znowu się wścieka, biegnie do przyczepy kempingowej i krzyczy, że ją pobiłem i trzeba wezwać policję. Na szczęście ci Portugalczycy nie rozumieją po francusku. Tego już za wiele. Odchodzę. W pobliżu słyszę język polski i nawiązuję rozmowę z grającymi w brydża Polakami. Szybko rozkładam namiot i wtedy, około 23.00 pojawia się policja z żądaniem, by wszyscy odjechali z przyczepami. Polacy się pakują, ja - chcąc nie chcąc - również.
Szukam Doroty w Chambord. Do cholery! Trochę się jednak denerwuję, gdzie zniknęła. Po pewnym czasie odnajduję ją w tłumie oglądającym przed zamkiem imprezę "światło i dźwięk". Nie chce iść ze mną nocować. Zaszywam się w lesie 50 m od drogi i po ciemku (nie mam zapałek) rozbijam namiot. Rano doprowadzam się do porządku myjąc się resztką herbaty i goląc się "na sucho".


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej