Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16]
Przejazd do Durrës | | | | |
Nie był to najprzyjemniejszy nocleg. Za to – jak się później okaże – najdroższy na całym trampingu! Zadziwiające, że w tym kraju – jednym z najbiedniejszych w Europie – nie ma tanich hosteli. W każdym razie ja nie znalazłem w sieci. Składamy namiot, idziemy na śniadanie wliczone w cenę. Złoszczą się w duchu, że jest podawane dopiero od 8:00 rano – musimy poczekać z pół godziny. Menu – niezbyt wyszukane: jajka na twardo, dżem, ser biały. Hostelowy standard. Płacę za nocleg i zarzucamy plecaki. Teraz: kierunek Durrës! Zaopatrzeni w plan Tirany i instrukcję hostelarki, w ciągu 25 minut docieramy na skrzyżowanie zwane dworcem autobusowym. Bilet do Durrës kosztuje tylko 110 leków, autobusy i busy odjeżdżają co kilka minut.
Parę minut po 10:00 wysiadamy i robimy rozpoznanie, a po chwili już wiemy: na plażę dostaniemy się miejskim autobusem (kilkanaście przystanków), przechowalni bagażu nie ma a autobusy do Kruji – dokąd chcemy się później dostać – trzeba łapać przy głównej ulicy. Zostawiamy plecaki w dworcowej kawiarni i wskakujemy do autobusu nr 11 (bilet 30 leków). Widoki na trasie w tej części portowego miasta są niezbyt ciekawe. Wysiadamy. Plaża znajduje się dwa kroki od przystanku, wystarczy przejść między blokami. Jest piaszczysta, średnio zabrudzona i bardzo zatłoczona. Przez moment skupiamy uwagę na wolnych leżakach i parasolach, pytanie chłopaka, czy chcemy je wypożyczyć, pozbawia nas złudzeń co do ich darmowego wykorzystania.
[przejazd do Kruji]
[opis Kruji]
[przejazd nad j. Szkoder]
Następny dzień    Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej