Dzień: [1] [2-3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


Labuan Bajo – Kuta

czwartek, 27 VI 2021


Nie chcę koszulki! | Renata się obraża | Zadowoleni, ale z niedosytem


Dziś na dobrą sprawę dzień transportowy. Odlatujemy z Flores do Denpasar na Bali. Samolot mamy dopiero po 16:00, jest wystarczająco dużo czasu, by znów pójść na plażę. Zostawiamy plecaki w recepcji.

– Chcę ci kupić koszulkę – Renata wraca do wczorajszego tematu.

– Ale ja nie za bardzo potrzebuję.

– Chcę ci kupić.

Odwiedzamy kilka sklepów. Renata pokazuje mi różne wzory, które się jej podobają. Kręcę głową. Naprawdę ich nie potrzebuję. Ani tych z waranem z Komodo, ani z innymi młodzieżowymi napisami.

– Najbardziej zależy mi na figurce warana – przedstawiam swoje priorytety.

– Kupisz sobie, ale chcę ci kupić koszulkę.

No, masz!

Na plaży dziś jakby więcej osób. Woda jest spokojna, pogoda prawie bezwietrzna.

– Czy te dzieci nie powinny być w szkole? – zastanawiam się.

– Właśnie to samo sobie pomyślałam – odpowiada Renata – może idą do szkoły na popołudnie? Ale tutaj nie ma za dużo dzieci.

– A może, po prostu, wagarują? – zastanawiamy się.

Fajne są takie wagary nad oceanem!

I dziś próbuję snurkować. Niestety warunki wcale nie są lepsze niż wczoraj. Odpuszczam.

Przed pierwszą się zwijamy. Zaglądamy jeszcze do pobliskiego lasku, w którym rosną dzikie kokosy i papaje. Można by zapytać: i cóż w tym nadzwyczajnego? To przecież pospolite owoce w tej części świata. A jednak widok ich mnie cieszy – tak jak spotkanie na szlaku w Polsce owocujących dzikich jabłoni lub czereśni. Tu nie będziemy kosztować ani kokosów ani papai: rosną zbyt wysoko, zresztą nie wiem, czy są dość dojrzałe. Wokół, między kwiatami uwijają się motyle. Przez chwilę próbuję je złapać aparatem, nie udaje się.

– Może tutaj coś zjemy – proponuje Renata, gdy dochodzimy do głównej ulicy.

Knajpka jest mała i mieści się pod zieloną pergolą. Zamawiamy coś co się nazywa soto ayam. Nie do końca wiemy, co to jest. Indonezyjka tłumaczy, że będzie ryż i kurczak. Renata dodatkowo bierze ice tea, jak się za chwilę okaże, mocno słodką. Ryż, owszem, dostajemy z jakimś białym wafelkiem, ale zamiast spodziewanego mięsa z warzywami kelnerka przynosi zupę, a właściwie rosół z kawałkami kurczaka i makaronem ryżowym. No, dobrze, zjemy.

W drodze do hotelu ponownie wykazuje dezaprobatę dla pomysłu zakupu koszulki i tym razem Renata się obraża.

– Więcej nie będę wracać do tej sprawy! – oświadcza.

Dobrze. Tylko po co się obrażać? Kupuję jeszcze warana za 80 000 IDR już bez targowania się.

Kończy się nasz pobyt na Flores. Rzecz jasna, jestem bardzo zadowolony z wycieczki na Komodo. Zabrakło mi jednak eskapady do interioru wyspy. Podróż Trans Flores Road podobno jest przygodą samą w sobie. Ta wąska i kręta droga przecinająca wzdłuż wyspę mierzy około 600 kilometrów i kończy się miejscowości Larantuka na wschodnim krańcu wyspy. To tyle, co z Krakowa do Gdańska. Ale tu, na Flores, przejazd busami może potrwać kilka razy dłużej. Flores jest znacznie mniej turystyczną wyspą niż Bali, Lombok i Jawa. Nieprzebyte lasy tropikalne, urokliwe jeziora i ukryte plaże – to wszystko wciąż jest do odkrywania. Do tego warta poznania specyficzna odmiana katolicyzmu. Szkoda, że nie zdecydowaliśmy się na całodzienną wycieczkę do jakiejś wioski etnicznej. Zwyciężyła chęć leniuchowania (lub unikania problemów).

Bierzemy plecaki z hostelu i idziemy na lotnisko. Mamy wystarczająco dużo czasu, by się przebrać i odświeżyć.

Lot jest krótki, 1 godzina 20 minut. Podobnie jak w drugą stronę, większych pasażerów to młodzi ludzie do 30 roku życia. Gdy lądujemy w Denpasar, na dworze jest już noc, na szczęście do hotelu jest niecałe 1500 metrów. Po przejściu kilku ciemnych uliczek trafiamy do typowo turystycznej dzielnicy z hotelami, knajpami i sklepami.

Nasz hotel okazuje się całkiem elegancki, z basenem w ogrodzie, dostajemy duży pokój z równie wielką łazienką. Starałem się zabukować na te ostatnie dwa dni w Indonezji lepsze miejsca na wyraźne życzenie Renaty. Myślę, że z tego noclegu możemy być oboje zadowoleni. Robimy pranie, kolację i do spania.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej