Dzień: [1] [2-3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]
Poranne plażowanie | Jedziemy na półwysep Nusa Dua | Popołudniowe leniuchowanie
Dziś dzień odpoczynkowy, a jednocześnie transportowy. Rano po śniadaniu idziemy na plażę. Pantai Jerman odległa jest o kilkaset metrów, więc po chwili jesteśmy na miejscu. To jedna z wielu plaż ciągnących się wzdłuż wybrzeża, na którym leży Kuta. Po lewej stronie znajduje się lotnisko oraz Patung Triratna Amreta Bhuwana – olbrzymi, 18-metrowy pomnik. Przedstawia trzy postacie uosabiające idee dające życie światu: posąg Kanjeng Ratu Manika Kencana Sari Dewi, który ucieleśnia materialne bogactwo i dobrobyt w życiu oceanicznym; posąg Dewi Kwarm Im, który uosabia Matkę-Ziemię i reprezentuje uniwersalne współczucie; posąg Hyang Baruny będący wcieleniem świętości i mądrości przenikającej i wypełniającej każdą egzystencję.
Plaża jest długa i szeroka a piasek jasny. Ale najbardziej zwraca naszą uwagę olbrzymia ilość fragmentów rafy koralowej zalegająca na plaży. Nigdy w życiu nie widziałem tylu kawałków koralowców wyrzuconych na brzeg. Koralowce są przeróżne: rurkowate, przypominające fałdy mózgu i tak dalej opisy.
Renata odbywa kilka długich spacerów w obu kierunkach, ja waruję przy rzeczach. Nie mam ochoty dziś na kąpiel. Później przenosimy się na kolejną plażę – Pantai Segara. Tu ludzi jakby więcej, a to za sprawą kilku lepszych hoteli położonych tuż przy brzegu. Palmy, trawniki, baseny i strażnicy strzegący, by żaden obcy element nie dostał się na teren resortu. Gdybyśmy teraz skręcili w głąb miasta, w odległości około 500 metrów trafilibyśmy na szczególne miejsce: Sari Club Bomb Memorial. 22 lata temu, 21 października 2002 roku, turyści bawiący się w klubach Sari i Paddy's Pub, jak również przypadkowi przechodnie, znaleźli się w piekle wywołanym eksplozją dwóch ładunków wybuchowych podłożonych przez islamskich zamachowców-terrorystów. Dziś na rogu Rayan Legian i Legiam White Rose tragedię te upamiętnia tablica z 202 nazwiskami ofiar (w tym jednej Polki).
Zaliczywszy plażę, wracamy do hotelu. Kupujemy jeszcze w sklepie walutę i robimy drobne zakupy na kolację. Teraz priorytetem jest zorganizowanie transportu na półwysep Nusa Dua, gdzie w miejscowości Uluwatu znajduje się nasz kolejny hotel. Dziś aplikacja Grab proponuje nieco niższą cenę za przejazd – 126 000 IDR. To i tak jest dużo według mnie, ale nie za bardzo możemy liczyć na transport publiczny. Po chwili oczekiwania zjawia się samochód.
– Mister Tito? – upewnia się Renata.
Młody mężczyzna za kierownicą potwierdza. Ruszamy.
Chociaż do naszego celu jest zaledwie 20 km, to duże natężenie ruchu i korki powodują, że przejazd trwa prawie godzinę. Nasze miejsce noclegowe na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia wypasionego, chociaż kosztuje dwa razy więcej niż ostatni nocleg w Kuta. Jesteśmy godzinę przed check-inem, pokój jest jeszcze nieprzygotowany. Zostawiamy bagaże w jakiejś klitce.
– Mam nadzieję, że to nie nasz pokój – mruczę.
Póki co siadamy w należącej do hotelu w restauracji i zjadamy w miarę tani posiłek. Renata zamawia nasi goreng, ja biorę kurczaka na słodko.
Pokój nasz znajduje się w pawilonie z przeszklonymi drzwiami wychodzącymi do ogrodu. Można powiedzieć, że jest luksusowy: jest bardzo duży podobnie jak łazienka, jest czysty, a pościel biała. A to jest warunkiem aprobaty przez Renatę.
– No, dobrze. Pakujemy się i idziemy na plażę.
Najbliższa plaża to Padang Padang Beach. I tu zonk! Okazuje się, że zejście na nią jest płatne.
– Ja myślę, że sobie ją odpuścimy, bo nie wiadomo, jak długo byśmy chcieli na niej być. Chodźmy na razie gdzie indziej.
Kolejna plaża Pantai Thomas jest bezpłatna i dużo bardziej atrakcyjna, gdyż jest bardzo długa i stosunkowo mało zatłoczona. Usytuowana jest w małej zatoce, nad którą góruje klif. Rozkładamy się w półcieniu pod drzewem, zostawiam Renatę i od razu idę sprawdzić temperaturę wody. Fale są silne i niosą ze sobą mniejsze lub większe kamienie, które boleśnie obijają się o moje nogi. Trochę pływam, trochę „walczę” z falami.
– Idziesz do wody? – pytam później pytam Renatę.
– Nie. Za duże fale. Ale potem się przejdę.
Plażą spacerują wte i wewte Europejki i Amerykanki w stringach i w fikuśnych biustonoszach, spod których na wszystkie strony wystają ich biusty. Nie wiem, co sądzą o tej modzie miejscowe muzułmanki, ale, jak dla nas, wygląda to mało estetycznie.