Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]
Dziewczyny wchodzą na Ineul | Co jest grane? | Hale, obłoki, słońce... | Burza
Muszę przyznać, że miejsce na nocleg było bardzo urocze. Dopiero za dwa dni Madzia mi zwróci uwagę, że to ścisły rezerwat przyrody Bila Lala i biwakować tu nie wolno. Rzeczywiście, później sobie przypomniałem, że w jednej z relacji było napisane, iż biwakować można dopiero nad górnym jeziorkiem. W każdym razie, poza dokuczliwym zimnem, nocleg był ok. Ruszyliśmy niebieskim szlakiem w górę doliny, minęliśmy wspomniane górne jeziorko (1 namiot), obfotografowałem stado koni (jeden dał się nawet pogłaskać, heh) i umiarkowanie stromą ścieżką doszliśmy na przełęcz (1 h). Mgła zalegająca Bila Lala podniosła się na tyle, by odsłonić Ineul – to szczyt wyższy od sąsiedniego o podobnej nazwie: Ineut. Według tabliczek stąd do Pietrosula 15-16 godzin. Dziewczyny uparły się wejść na szczyt (2279 m n.p.m.), ja trawersuję zbocze (15 min)
Szlag mnie po prostu trafia. Od 15 minut zbierały się ciężkie chmury, a teraz zaczęło padać. Dziewczyn od półtorej godziny wciąż nie ma. Moknę. Wokół trawa – nie ma się gdzie schronić. Ze szczytu schodzą kolejne osoby, denerwuję się.
Sytuacja jest cokolwiek dziwna. Wydaje się, że w Alpach Rodniańskich szykują się jeszcze 2-3 noclegi. Magdy są wyraźnie nastawione na chodzenie po górach, co, wobec wszystkich okoliczności, oznacza szybkie tempo posuwania się. A przecież tramping to nie trekking. Wcześniej pisałem w sieci, a później potwierdzałem to w rozmowie z Madzią, że zależy mi na zwiedzeniu, poznaniu całej Rumunii i Bułgarii, a wędrówki po górach miały być ograniczone do dwu-, trzydniowych wypadów w najwyższe i najładniejsze partie Karpat, Pirynu i Riły. Wydawało mi się, że jest to uzgodnione...
W końcu są – zadowolone. OK, ruszamy dalej.
Od tej pory spotykamy coraz więcej osób. Na szczęście po godzinie przestaje padać, robimy sobie herbatkę i krótki odpoczynek. Słońce wychodzi zza chmur i radykalnie poprawia mi humor. Przed i za nami roztaczają się fantastyczne widoki, z lewej wciąż zachmurzony Ineul z biegnącą ku niemu ścieżką, którą właśnie przyszliśmy. Od Ineul na północ piętrzy się ostry grzbiet, na południe niebieskie kropki szlaku prowadzą do Rodnej (6 h). Wokół malownicze hale z wydeptanymi przez lata owcostradami. Te wijące się ścieżki upodabniają zbocza do tarasów ryżowych.
Na ogół prowadzę ja, pomagając sobie przy bardziej stromych odcinkach wykrzykiwaniem różnych zawołań. Magdy idą 100-200 metrów za mną. Czekam zwykle na nie na przełęczach. Czasem robię wszystkim herbatę/zupkę. Odpoczynki nieco się przeciągają... Ale ogólnie dobrze. Słońce świeci, białe obłoki suną po niebie, owce beczą, my idziemy dalej...
Trawers Omului. Stąd już dobrze widać olbrzymie głazy na zboczach Gargalau (2159 m n.p.m.) pokryte zielonkawym nalotem porostów. Postanawiamy iść jeszcze przez 2 godziny. Nagle zza Vf. Pusdrelor wyłaniają się ciemne chmury, po chwili pierwsze grzmoty i zaczyna lać. Madzia jakimś cudem wypatruje skalny okap, szybkim skokiem próbujemy się tam dostać i wtedy zdarza się scenka jak na filmie: czarny worek z aparatem Madzi koziołkując, zaczyna spadać po 70-stopniowym zboczu. Zatrzymuje się i rusza dalej i dalej... Patrzę jak zahipnotyzowany, tak jak pod Mitikasem.
Madzia bez zastanowienia rzuca się w przepaść, ja krzykiem próbuję ją powstrzymać – nawet najlepsza lustrzanka nie jest warta życia. Zbiega kilkanaście metrów po mokrej trawie – udało się! Kryjemy się pod skałami, deszcz nasila się, jest cholernie zimno, mój ortalion już dawno przemókł. Nad doliną Aniesu oddalonej o rzut beretem świeci słońce, snop światła przedziera się przez chmury, tworząc piękny wachlarz. Ach, gdyby wiatr zawiał w naszą stronę i przesunął tę słoneczną plamę do nas! Nic z tego, deszcz wciąż zacina, a w dodatku zaczyna padać grad. No, pięknie!
W końcu ulewa słabnie, wychodzimy spod tego lichego schronienia, zmoknięci jak kury. Miejsce na nocleg znajdujemy poniżej, prawie na przełęczy; będzie wiało, ale to jedyne płaskie miejsce. Szybko, szybciej... Jak najszybciej wypić gorącą kawę i herbatę, wskoczyć w suche ciuchy... Łatwo powiedzieć: mam jedną parę długich spodni, a cienki śpiwór zmusza mnie do spania w nich... Wszak to ponad 2000 m n.p.m. a noc zapowiada się jeszcze zimniejsza niż wczoraj. Zastanawiam się, czy obudzi nas trzask pękających na mrozie butelek z wodą...