Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


Eforie Sud

czwartek, 14 VIII 2003


Laski i kaszaloty |Zaproszenie na imieniny |Jak ja lubię arbuzy!


Do mojego rumuńskiego słownika dopisuję słowo "plaż". Plaż jest 200 metrów dalej. Ta część, na której się znajduję jest mniej zatłoczona niż w pobliżu Kasyna i barów. Najbliższe godziny spędzam przypiekając się i kąpiąc a przy okazji uzupełniam zaległe notatki. Wzrokiem szukam towarzystwa młodszego i szczuplejszego. Niestety, jak zawsze trafiają się kaszaloty a nawet walenie, co psuje mój smak estetyczny. Są oczywiście i atrakcyjne porozbierane dziewczyny, opalone na ciemny brąz, niekoniecznie zresztą w towarzystwie spalonych na czarno, umięśnionych macho.Plaża w  Eforie Sud Ale cóż z tego, kiedy w samym środku uczty estetycznej wyciąga taka laska papierosa... Błe... W ogóle zdecydowana większość Rumunów zdaje się palić - i młodzi i starzy palą. Nie dziwię się więc, że później są tacy brzydcy.
A zatem dolce far niente - zasłużona nagroda po trudach górskich męczarni ;-) Tak na marginesie - to już moje trzecie "kolorowe" morze: było Czerwone, Białe, jest i Czarne... A kiedy będzie Żółte? Zobaczymy...

Po południu Florin przedstawia mi swą żonę (o urodzie typu "moja teściowa jest śliczna"). Maria, siostra Florina zaprasza mnie na barbeque - jutro ma imieniny, wielkie święto, 15 VIII. Zmieniam więc swoje plany, zostanę tu jeszcze jedną noc. Sprawdziłem połączenia kolejowe na dalszą drogę - nie wygląda to zbyt wesoło: z Konstancy do Tulczy kursuje bezpośrednio tylko jeden personal ale jedzie 5h i jest na miejscu dopiero o 19.18. Zbyt późno jak dla mnie. Do Suczawy stamtąd bezpośredniego pociągu nie ma - dopiero z Galati, ale również jedzie cały dzień, a ja wolałbym jechać przez noc. Zobaczymy jak będzie.

Wieczorem internet (15.000lei/h, potrzebna rezerwacja). Na Kurniku oberwałam od ksysa i wscieklizny, w tym dwa razy na czas (łącze wyjątkowo powolne), kilka razy wygrałem z zielonymi. Krótki email z domu :-(.
Kupuję kolejnego, 7-kilogramowego arbuza i w domu zjadam połowę. Zabieram się za robienie prawdziwej kolacji, gdy do okna puka Krugalica, żona Florina, przynosząc solidną porcję... tak, oczywiście! arbuza... Merci ;-)


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej