Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


Rudarita-Lutele(2176m)-Berevoescu(2300m)-Bratila(2274m)-Refugiu Zarnei

niedziela, 10 VIII 2003


Czy mnie zamordują? |Misio |Skąpstwo ukarane |Miłe spotkanie


Fogarasze

Pobudka 7.30. Przez chwilę kręcę się po Plaiul Foii, by zrobić zdjęcie masywowi Piatra Craiului, potem jem śniadanie nad potokiem Birsa Groselului przy drodze do Rudarity. Jedzie jakiś gruchot z przyczepą. Wybiegam na środek drogi - weźmie mnie :-)) Herbata - chlust! w krzaki, śniadanie wrzucam do torby foliowej i ładuję się do gazika. Na przyczepie grupa Cyganów, wyjątkowo czarnych - to robotnicy jadący do lasu zbierać grzyby, każdy z nich ma przytroczony na plecach worek. Zastanawiam się, czy jest ich w sumie więcej niż średnia liczba zębów u każdego z nich?... Wjeżdżamy w ciemną leśną drogę... Hm, nawet jeśli mnie zamordują w Rudaricy, myślę sobie, to i tak była to udana wycieczka. Cygan, chłopak, z którym siedzę w gaziku, poczęstowany herbatnikiem, przejął całą paczkę i teraz wyżera moje śniadanie. Heh, jakoś długa ta droga a przecież to tylko 9 kilometrów... Uff, jesteśmy na miejscu (30.000 lei).

Od grupy młodych i miłych Rumunów dowiaduję się o lokalizację najbliższych refiugów i ruszam (8.30). Półgodzinna droga wzdłuż potoku (izvour Lerescu; ostatnia woda!), odbijam w lewo, ostro do góry. Ścieżka jest niewyraźna - las bukowy, lecz ostatecznie docieram do grzbietu, gdzie spotykam szlak z Tamasu Mare (9.30) Stąd ścieżka lasem iglastym trawersuje północny zbocza grzbietu Cornisui. Słyszę jakieś parsknięcie w krzakach, zwalniam na chwilę a właściwie nieruchomieję. Serce leciutko przyspiesza, po chwili już głośno dudni. Pięć może sześć metrów ode mnie stoi tyłem do mnie niedźwiedź. No... taki zwyczajny brązowy misio... tylko, że cholernie duży! Pierwsza zasada - myślę intensywnie - sprawdzić kierunek wiatru. Ale skąd tu wiatr w lesie? Nie czuję żadnego powiewu... Może zresztą na katar i mnie nie poczuje? Niedźwiedź znów parska, co mu się nie podoba? Obraca się bokiem do mnie... ani chybi zaraz mnie zobaczy.... No dobra, uciekać już czy za chwilę? Misio patrzy na mnie, cholera, muszę się uśmiechnąć, tak grzecznie i przepraszająco... Tylko bez głupich numerów, misiu, jestem niesmaczny! Ile on może ważyć? 300 kilo? 500 kilo? Patrzymy tak na siebie 5 sekund? godzinę? Tam-tamy rozbrzmiewają w lesie... Niedźwiedź kiwnął łbem, a może mi się tylko tak wydało i rusza... Heh, idzie sobie w las... Ja też... dokładnie w przeciwną stronę.
FogaraszeMijam serię zarastających polan (10.20; należy kierować się wprost na trawiastą kopę) i w końcu osiągam kulminację pod Cornisui (1887m) z widokiem na dwie bacówki. Teraz znów w górę i szeroki łuk na zachód. Jak na razie krajobraz beskidzki, żadnych skałek. Idzie mi się szybko, o w pół do pierwszej dostrzegam w żlebie wodę. Pod kolejnym szczytem spotykam grupę Czechów, którzy wspaniałomyślnie ofiarowują mi mapy Fogaraszów wydrukowane z internetu. De'kuji!

Kolejne spotkanie z baranami a właściwie z ich stróżami okupuję solidną dawką stresu. Cóż z tego, że juhasi krzyczą na psy, skoro one ich nie słuchają? Później niepotrzebnie zapuszczam się pod refugiu Berevoescu - schron znajdujący się na szerokim ramieniu góry (15.00). Niepotrzebnie, gdyż główny szlak poszedł w prawo tj. na zachód, zaś do refugiu schodzi tylko krótka odnoga (identycznie znakowana!). Wracam na szlak, ścieżkę przecina strumyk, uzupełniam zapasy wody. Seria trawesów i znów psy. No ja nie mogę.....! Te bydlęta odbierają mi całą przyjemność wędrowania. Mały chłopak biegnie za mną pokazując mi puste opakowanie po "gorącym kubku" i mówi, że chce jedną zupkę, potem chce zapałki, baterie i inne rzeczy. Mój brak zrozumienia dla jego sytuacji zostaje ukarany. Gdy jestem na przeciwległym zboczu, oddalony o jakiś kilometr od stada, w moim kierunku rzucają sę owczarki. Wiem, że owczarze nie mają władzy nad nimi w takiej odległości. A wokół ani jednej skałki, tylko trawa... Adrenalina osiąga maksimum. No pokazałem sprint pod górkę... Dały sobie spokój :-))Fogarasze

Krajobraz się zmienia, chwilowo koniec z trawersami, idę przez pofałdowany płaskowyż (Gunnatura Zirn), w zagłębieniach spotykam płaty śniegu. Pojawiają się ostre skałki. Przed czwartą dochodzę do beimiennej przełęczy z krzyżykowym czerwonym szlakiem. Stąd wg tabliczki jest 1.5h do Berevoescu a do ref. Zirne również 1.5h. So far so good. A zatem dotrę dziś do refugiu. I zanocuję, jeśli będzie się nadawało. W najgorszym wypadku dojdę do Cabany Urlea (4.5h).
O 17.30 jestem pod refugiu Zirnea mającym charakterystyczny kszałt piłki futbolowej. Wewnątrz pełno ludzi... ludzi polskojęzycznych... właściwie... Polaków! A zatem: "Cześć! cześć!". Jakie to miłe... Piątka chłopaków z Wydziału Leśnego z Warszawy (sorry, ale nie zapamiętałem wszystkich imion). Sympatyczni. Zaklejamy folią nieszczelne okna i drzwi. Wieczorem delektuję się zachodem słońca.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej