Kornel: moje podróże - Strona startowa
Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]
Poluję na wkładki do butów | Niemcowa | O pogodzie śmieciach i dzieciach | Zejście do Krościenka
Hala Łabowska 6:00 – Hala Pisana 7:30 – Rytro 9:30 – Niemcowa 13:00 – Wlk. Rogacz 14:00 – Radziejowa 14:30 – Przehyba 15:30-15:50 – Skałka – Dzwonkówka – Krościenko 20:00
Kolejny dzień. Na nieco sztywnych nogach idę do łazienki. Z lustra spogląda na mnie zarośnięta twarz. Hm, bywało gorzej... Wypijam jeszcze herbatę, żegnam się i ruszam w kierunku Hali Pisanej. Plan na dziś jest taki: zejść do Rytra, kupić wkładki do butów, zrobić zakupy jedzeniowe, odwiedzić Niemcową i Pasmem Radziejowej przejść do Krościenka.
Deniwelacja między schroniskiem a Popradem wynosi 720 metrów. Szykuje się więc sporo schodzenia. Na Hali Pisanej otwiera się widok na odległe Tatry Bialskie. Mijam później zabudowania na Cyrli z prywatnym schroniskiem. Po trzech godzinach od ruszenia w drogę jestem nad Rytrem. Po prawej, na przeciwległym stoku doliny widzę ruiny baszty. Dziwne, ale nigdy tam nie byłem. Chociaż...? Może podczas jakiejś wycieczki szkolnej? Zawsze mnie ciągnęło do zamków, ruin i wykopalisk. Ale tym razem – muszę odpuścić.
Schodzę nad Poprad i kupuję jedzenie. Pod sklepem wypijam litr mleka. O pardon! Mleka w woreczku jest tylko 0.9 litra, producenci wycwanili się. Teraz poszukiwanie wkładek do butów. Moja wędrówka po ryterskich sklepach nie przynosi rezultatu. Były, nie ma. Trudno, będę się męczyć ze starymi. A muszę powiedzieć, że idę z podwójnymi wkładkami. Przy zwykłej wycieczce nie narzekałbym na twardość buta. Jest ok. Ale przy tylu godzinach dreptania, stopa potrzebuje większej ochrony. W końcu, by przejść GSB trzeba zrobić 750 tysięcy kroków. Dlatego po drodze dołożyłem grube zimowe wkładki.
No dobrze. Zaczynam kolejne pasmo górskie. Szlak na Niemcową prowadzi ostro w górę, potem ścieżkami grzbietowymi na przełęcz pod Kordowcem. Widać ruiny zamku po drugiej stronie Popradu i pasmo Jaworzyny. Trasa ładna, ale dziś wydaje mi się wyjątkowo długa. Na miejscu jestem dopiero o 13:00.
Tablica przy szlaku informuje, że poza sezonem Niemcowa jest czynna od piątku do niedzieli. Niestety, nie leży bezpośrednio na czerwonym szlaku, a perspektywa dziesięciominutowego dojścia do chatki zniechęciła mnie do odwiedzin.
W drodze na Wielkiego Rogacza spotykam parę osób. Sądząc po plecakach lub ich braku – wybrali się na kilkugodzinną wycieczkę. Wciąż – z oczywistych powodów – szukam na szlaku długodystansowców. Pod szczyt akurat podchodzi chłopak z dziewczyną. Ta opowiada o młodych ziemniaczkach, sałatce i czymś jeszcze.
– Tylko o jedzeniu proszę głośno nie mówić – śmieję się. No pewnie! Od tygodnia nie jadłem normalnego obiadu!
Na szczyt Radziejowej podchodzi akurat małżeństwo z pięcioletnią córką. Kobieta zostaje w tyle, co chwilę odpoczywa łapiąc oddech. Nie jest nadmiernie gruba, po prostu brak jej kondycji. Niesie pustą butelkę PET. Zastanawiam się: wyrzuci ją w krzaki czy nie? Od siedmiu dni bacznie przyglądałem się szlakowi: który odcinek najczystszy, gdzie śmieci najwięcej. Cóż, nie będę zbyt odkrywczy: najbardziej zanieczyszczone są miejsca w pobliżu schronisk, tam, gdzie mniej osób chodzi – na przykład w Beskidzie Niskim – tam na ogół jest lepiej.
Szybkim krokiem wchodzę na Radziejową i siadam pod wieżą widokową. Po chwili zjawia się wspomniana rodzinka. Dziewczynka chce wejść na wieżę.
– Ja bym syna wziął na górę.
W chatce studenckiej na Niemcowej, jeśli dobrze pamiętam, nocowałem dwukrotnie. Szczególnie z zimową wycieczką wiążę miłe wspomnienia. Spało się wówczas na zbiorowej piętrowej pryczy. Ostatni raz takie rozwiązania widziałem w cabanie Podragu w Fogaraszach. Czy chatka przez te dwadzieścia lat zmieniła się?
Na płaskim odcinku szlaku idącego na Radziejową – inna atrakcja: panorama Tatr Bialskich ze Spiską Magurą w dole. Słońce podświetla ośnieżone szczyty. Przypominają mi się wschody słońca pod Kanczendżongą i Annapurną. A propos słońca i pogody: jak dotąd nie narzekam. Owszem kilka razy pokropiło i musiałem wyciągać kurtkę, ale z drugiej strony nie ma nadmiernych upałów. Znośne warunki jak na wiosenną wędrówkę. Mam szczęście, bo kilka dni deszczowych bardzo utrudniłoby mi ten spacer do Ustronia.
– Nie, bo tam jest wysoko – stwierdza matka projektując zapewne swe możliwości na córkę. A przecież dziecię właśnie dlatego chce wejść, bo jest wysoko. Ojciec milczy. Nie mogę się powstrzymać i rzucam do niego: