Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12-13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Mykeny - Korynt - Ateny

sobota, 11. VIII 2001


"Potwór z Myken" | W grobowcu Agamemnona |Korynt: kolejne ruiny i kanał| Tylko jedna noc w Atenach: co jest grane?| Nocny spacer po Atenach


Dziś jedziemy do Aten. Wyjeżdżamy jak zwykle z półgodzinnym opóźnieniem - nietrudno odgadnąć kto ostatni pakuje rzeczy do autobusu. Mykeny: Brama Lwów Zaczynamy od zwiedzania Myken (1500 GRD). Tym razem ruiny antycznego miasta porozrzucane są na wzgórzu, a w odległości może kilometra znajduje się grobowiec Agamemnona. Szybkim krokiem przechodzę przez sławną bramę z lwami - akurat jedyny kawałek cienia jest zajęty przez skośnych. Wokół mnóstwo kamieni - trudno się zorientować w kształcie miasta. Wyróżnia się jedynie częściowo zrekonstruowany grób królewski. Przechodzę przez resztki świątyni i odnajduję po drugiej stronie wzgórza wejście do podziemnej cysterny. Mrok otacza mnie natychmiast, wilgotne i oślizgłe stopnie prowadzą mnie w dół. W głębi migoczą płomyki zapalniczek - wychodzą poprzedni śmiałkowie. Korytarz skręca w prawo - muszę pomagać sobie zapalniczką. Tu już nikogo nie ma - jeszcze kilkanaście schodów i rozpoczyna się płaski odcinek. Niestety gaz się kończy i muszę wracać. Słyszę schodzących Włochów. Odstawiam diaboliczne słuchowisko "Potwór z Myken" i słyszę tupot nóg. Czy wszyscy Włosi tak szybko biegają?

Podjeżdżamy do Grobowca Agamemnona - podobnego do tego z Tyrynsu, lecz sławniejszego - i co tu ukrywać - znacznie większego. Schowany w zboczu wzgórza musiał być niezłą niespodzianką dla archeologów niemieckich. Równo poukładane bloki skalne, a zwłaszcza te tworzące wejście budzą podziw i uznanie dla wysiłku starożytnych Greków. Penetruję wraz z Niemcem boczne pomieszczenie nakryte mniejszą kopułą a opatrzone tabliczką "Keep out! Danger!". "No danger - just no light" - komentujemy. Mykeny: Grób Królewski

Dalsza droga - jak zwykle pełna zachwycających widoków - wiedzie na północ w stronę Koryntu. Kolejne ruiny zwiedza jedyny nasz przedstawiciel - pan Roman i to - jak się później okazuje - za darmo. "Po prostu wszedłem" - tłumaczy się - "tego w kasie akurat nie było..." Ja zadowalam się zwiedzaniem "zza kraty". Upał nieziemski. W oddali świątynia Apollona, wzniesiona w połowie XI w. p.n.e. Ile jest tych kolumn? Dwoją się troją - okaże się na zdjęciach.
Żelazny (i zapowiadany jeszcze dwa dni temu) gwóźdź programu - Akrokorynt, zamek na pobliskiej górce, został wykasowany przy pomocy genialnego semi-dialogu Kasi: "Tam na górze znajduje się twierdza Akrokorynt, autobus nie może wjechać na górę, może tylko podjechać - a potem idzie się 4 kilometry (zwyczajne kłamstwo). Jest ktoś chętny? Nie widzę nie słyszę". Jak zatem miała wyglądać realizacja programu w tym dniu - w teorii? W mojej ocenie Akrokorynt od początku nie miał on szans na powodzenie w programie Intertouru.
Podjeżdżamy pod most nad Kanałem Korynckim. Obserwuję niewielki stateczek przepływający poniżej. Ładne.

Dojeżdżamy do Aten. Lądujemy na fatalnie położonym kempingu "Athens" tuż przy hałaśliwej drodze wylotowej na Korynt. Przy rozbijaniu namiotu przeżywam szok. Korynt Starszy pan - ten od małżeństwa emerytów, stwierdza, że jesteśmy tu tylko 1 noc i rano pakujemy się. Jak to możliwe? Przecież jeszcze w Olimpii Kaśka mówiła, że będziemy mieć 2 noclegi w Atenach. To i tak mniej niż w programie - miały być trzy ale jest dla mnie jasne, że w związku z opóźnieniem zdążymy tylko z dwoma. Czyli zamiast 2.5 dnia zwiedzania, Intertour chce załatwić stolicę w 1 dzień? I to w sytuacji, gdy "dogoniliśmy" program? To oczywiście nie do przyjęcia. Odszukałem p. Waldka i pytam, co jest grane. Mówię, że mieliśmy być w Atenach do poniedziałku. On - że jeśli chcę - mogę sobie zostać, jego to nie obchodzi. W chwilę później przypominam Kaśce, że obowiązuje ją jako pilota zasada, że zmiana programu tego typu jest możliwa przy akceptacji wszystkich. A ja po prostu uważam, że nie da się zwiedzić Aten w jeden dzień. Ona - że inaczej nie zdążymy do Polski, jeśli nie ruszymy w nocy z Aten do Polski. Bullshit. Zwyczajnie kłamie. Chodzi o to, że część pożal się boże trampingowców, chce mieć dzień plażowy w Olympic Beach. Głośno oświadczam wszystkim, że chcę zostać w Atenach do poniedziałku. Jeśli chcą plażowania mogli jechać na wczasy do Paralii a nie na tramping.
Cóż, zwykłem sobie komplikować życie. Ludzie będą teraz udawać, że mnie nie widzą, nie będą się odzywać. OK.
Korynt Siedzę i czekam. Ludzie porozłazili się, tylko w namiocie Piotrka i Rafała bawią się chłopcy. "Kurwa mać, wypierdalaj stąd idiotko" woła Patryk do 8-letniej Karoliny. No fakt - zaglądała chłopcom do namiotu. Zaraz zaraz, jak to się mówi? "niedaleko pada jabłko od jabłoni".

O 21.00 jedziemy do centrum Aten. Objeżdżamy plac Omonia (Zgody) i Sindagma (Konstytucji), zajeżdżamy pod Akropol. P. Waldek prowadzi nas alejką w poprzek wzgórza. Nic nie rozumiem. To on jest pilotem? Kaśka bierze swego amanta za rękę i gdzieś sobie idą. Kanał Koryncki My sadowimy się na wyślizganej skale vis-a-vis Propylei. Pięknie iluminowane kolumny i tympanony przyciągają wzrok. Wokół tętni nocnym życiem wielomilionowe miasto. Jak okiem sięgnąć, morze migających w rozgrzanym powietrzu świateł. Idziemy się przyjrzeć Atenom z bliższa. Wchodzimy w wąskie uliczki Plaki i od razu zostajemy pochłonięci przez tłum. Wędrujący po sklepach, siedzący za stołami przy gyrosie, kawie i winie. Nocne Ateny...
P. Waldek szybkim krokiem, nie zważając na możliwości 5-letniego Jasia ciągnie nas pod Parlament - oglądamy wartę honorową, Dawid odwiedza McDonalda. Wracamy na kemping.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej