Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6]
Nie lubię siedzieć nad wodą | Atrakcje w Budzie | | |
Dziś wracamy do Budapesztu. Mógłby ktoś powiedzieć, jaki jest sens wyjeżdżać nad Balaton tylko na jeden dzień i to niepełny? Czy nie lepiej tu spędzić parę dni? Albo w ogóle pominąć? No cóż. bardzo rzadko zdarza się na moich wyjazdach, abym nad morzem czy w innym miejscu uznawanym powszechnie za atrakcyjne spędzał dłużej niż jeden dzień. Tak było przecież i nad Pacyfikiem w Peru i nad Atlantykiem w Brazylii i Senegalu i nad Oceanem Indyjskim w Sri Lance lub w Indiach. Itak dalej, i tak dalej. Moje pobyty nad tym czy innym morzem ograniczały się do kilkugodzinnego co najwyżej plażowania. Tym bardziej dotyczy to jezior (Onega, Ładoga, Genewskie, Titicaca, Wetter). I to nawet nie chodzi o to, że mnie nie ciągnie do wody (bo nie ciągnie), rzecz w tym, że nie lubię "tracić czasu" na siedzenie w jednym miejscu.
Plan na dziś jest następujący: zwiedzić prawobrzeżny Budapeszt, później skierować się do hostelu, który mamy zarezerwowany w centrum, a resztę dnia wykorzystać na zwiedzanie Pesztu i północnych obrzeży miasta.
Po śniadaniu bez przesadnego pośpiechu zbieramy się, wrzucam klucze do skrytki i idziemy na stację kolejową. Godzinę później jesteśmy w Budapeszcie na stacji Deli Buda), to jest na prawym brzegu Dunaju.
Ze stacji kierujemy się w stronę wzgórza Gellerta. Przechodząc przez niewielki park Nagy rét, już z daleka widzimy zabudowania starej Budy usytuowane wysoko na wzgórzu. Wchodzimy stromymi uliczkami pokonując różnicę wysokości i już możemy podziwiać panoramę miasta. Chociaż Budapeszt leży w dolinie Dunaju i to w dodatku na Nizinie Węgierskiej, to wokół miasta rozciągają się liczne wzgórza zabudowane domami, co sprawia, iż położenie miasta staje się bardziej malownicze.
Poznawanie historii Budapesztu zaczynamy od późnogotyckiej wieży świętej Marii. To wszystko, co pozostało z XV-wiecznego kościoła. Nieco dalej, idąc w kierunku północnym, dochodzimy do budynku mieszczącego węgierskie archiwum narodowe. Magyar Nemzeti Levéltár Országos Levéltára mieści się w dwóch okazałych pięciopiętrowych budynkach przykrytych spadzistym dachem. Kolorowe dachówki ułożone w geometryczne wzory z miejsca przypominają mi cerkiew św. Marka w Zagrzebiu, który odwiedziłem z Sergiuszem w 2013 roku. Budynki archiwum zostały zaprojektowane w stylu neogotyckim z elementami neoromańskimi przez Samu Pecza i powstały w okresie I wojny światowej, która najwyraźniej nie przeszkadzała w budowie budynków użyteczności publicznej. Podczas oblężenia Budapesztu archiwum mocno ucierpiało, a zniszczona główna wieża nigdy nie została odbudowana. Wnętrza archiwum – mówię o holach i głównych pomieszczeniach są równie atrakcyjne, a kto wie, czy nie ciekawsze. Marmurowe kolumny podtrzymują krzyżowe sklepienia, a całość – w przeciwieństwie do gotyckich i romańskich kościołów – jest kolorowa: ściany, sklepienie i podłoga pokryta jest barwnymi geometrycznymi wzorami.
Parę kroków dalej placu Świętej Trójcy wznosi się zbudowany z białego wapienia strzelisty kościół św. Macieja (Mátyás templom) zwany również dla zmylenia kościołem Najświętszej Marii Panny. Tu również znajduje się przepiękny budynek zajęty obecnie przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (lub Finansów wg innych źródeł). Zarówno kościół jak i pałac w którym mieści się ministerstwo przedstawiałyby gotyk w najpiękniejszej formie, gdyby nie to, że właściwie pochodzą z początku XX wieku. Z pierwotnego kościoła św. Macieja zachował się jedynie gotycki portal.