Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6]
Zakaz wyróżniania się nie obowiązuje | Komu rękę, komu czaskę? | Bratysława wita, witamy Bratysławę | | | 16:01 31.12.2025
Dziś o 11:00 pojedziemy pociągiem do Bratysławy, trzeciej ze środkowoeuropejskich stolic, które zamierzamy odwiedzić. Mamy więc kilka godzin czasu, by jeszcze przejść się po pięknym Budapeszcie.
– Proponuję, abyśmy poszli w kierunku synagogi – mówię rano. – Co ty na to?
– Możemy iść – w głosie Renaty nie słyszę entuzjazmu.
– To jest naprawdę ciekawe miejsce, nie musimy wchodzić do środka, sama architektura jest ładna.
Wielka Synagoga (Nagy zsinagóga) znajduje się przy ulicy Dohány, to niedaleko stąd. Widziałem ją już kilka lat temu, gdy byłem na trampingu z Sergiuszem. Nam, krakowianom, synagoga lub, jak się zawsze mówiło, bożnica kojarzy się w konkretnymi świątyniami, które powstały przed wiekami na krakowskim Kazimierzu. Stara Synagoga, Synagoga Wysoka, synagoga Kupa i synagoga Tempel zbudowane są w różnych stylach i może z wyjątkiem tej ostatniej wygląd zewnętrzny nie jest zbyt atrakcyjny. Przez całe dziejów synagogi były – przynajmniej z zewnątrz – skromniejsze niż kościoły, gdyż prawo często zakazywało żydom budowy wież, umieszczania na nich dzwonów i ogólnie dominowania w panoramie miasta. Ograniczenia te wynikały z podporządkowanego statusu prawnego żydów, którzy mogli budować świątynie tylko za specjalnym pozwoleniem i pod warunkiem ich „niewyróżniania się”. Równocześnie same gminy żydowskie świadomie unikały ostentacyjnej architektury, aby nie prowokować wrogich reakcji otoczenia i nie narażać się na przemoc. W efekcie akcent artystyczny przenoszono do wnętrz synagog, podczas gdy fasady bywały proste lub kamuflowane jako budynki świeckie. Dopiero w XIX wieku przemiany społeczne zniosły te bariery, co natychmiast przełożyło się na bardziej reprezentacyjne i bogato zdobione formy zewnętrzne synagog. I właśnie budapesztańska Wielka Synagoga (znana również jako Synagoga Dohány) jest nie tylko jednym z najważniejszych zabytków stolicy Węgier, ale też bez wątpienia wyrazem przezwyciężenia tych wszystkich ograniczeń. Zbudowana w latach 1854-1859 świątynia jest architektoniczną mieszanką stylów romańskich, bizantyjskich, gotyckich i mauretańskich. Architektura synagogi zgrabnie połączyła wpływy, które Budapeszt pochłonął na przestrzeni wieków. Wnętrze jest (ponoć) również spektakularne. Piękne są dwupiętrowe drewniane galerie (jedna dla mężczyzn, jedna dla kobiet, jak chce tradycja), szklane okna i bogata ozdoba sklepienia.
– To największa synagoga w Europie, a nawet druga co do wielkości na świecie po tej w Jerozolimie – opowiadam Renacie.
– Faktycznie, jest ładna.
Uśmiecham się. Mi też się podoba, chociaż trudno mi się nią zachwycać. Pasiasta fasada wykonana jest z dwukolorowej cegły. Wąskie okna i biforia zwieńczone są „romańskimi” łukami, pośrodku znajduje się „gotycka” rozeta. A wieżyczki najwyraźniej nawiązują do stylu arabskiego.
Mieszkańcom Budapesztu (a przynajmniej społeczności żydowskiej) synagoga musiała się spodobać, gdyż, jak się za chwilę okaże, pobliska świątynia – Synagoga Rumbach (Rumbach utcai zsinagóga) – wzniesiona w latach 1869–1872 ma również czerwono-żółte ceglane pasy. W gruncie rzeczy zbudowana została przez zwolenników ortodoksji niejako w opozycji do zwolenników nurtu postępowego użytkujących Wielką Synagogę. Tylko czy musieli małpować?
Na drodze naszego spaceru spotykamy wiele przykładów architektury początku XX wieku. Okres secesyjny i eklektyczny jest znany z ozdobnych fasadami, dekoracyjnych kamieniami i unikalnych projektów konstrukcyjnych.
Dochodzimy do placu św. Stefana (Szent István tér). Tu znajduje się neorenesansowa Bazylika św. Stefana (Szent István Bazilika). Zbudowana również w drugiej połowie XIX wieku należała do największych kościołów na Węgrzech. Wchodzimy do środka. Ołtarz jest jednym z najefektowniejszych punktów wnętrza. W centrum stoi statua św. Stefana, wykuta z białego marmuru karraryjskiego – postać pierwszego króla Węgier, który również jest patronem świątyni. Pod kopułą górującą na zbiegu nawy głównej i transeptu znajdują się bogate mozaiki i malowidła. W samym sklepieniu przedstawiono sceny z boskiego majestatu – wśród nich wizerunek Boga Ojca, a także proroków i ewangelistów. W jednej z kaplic znajduje się relikwiarz z narodowym skarbem Węgier. To prawica świętego Stefana (Szent Jobb). Nie jest to jedyny przypadek zachowywania na pamiątkę „kawałka” jakiejś osobistości. W jednym z kościołów w Wenecji przechowywana jest ręka św. Szczepana – ręka, która „dotykała” ludzi w procesjach. Relikwiami zresztą bywały i inne pozostałości świętych. W Neapolu odwiedzałem kościół, gdzie znajduje się ampułka z krwią św. Januarego, która „cudownie krzepnie i rozrzedza się" kilka razy w roku. Pozostaje natomiast zagadką, która z kilku „czaszek św. Jana Chrzciciela” przechowywanych w różnych katedrach i uznawanych za relikwię jest tą prawdziwą.
Przystajemy na chwilę na schodach przed kościołem. Przed nami plac św. Stefana w całej okazałości. Na wielkich kolistych mozaikach pokrywających plac bawią się dzieci. Mój wzrok przyciąga niebieski znak informacyjny z sylwetkami pary turystów z kijkami trekkingowymi. Widocznie przechodzi tędy miejski szlak turystyczny. Tylko dlaczego ta para na znaku wygląda na staruszków? Nie mogę powstrzymać się od uśmiechu*/.
Przechodzimy teraz na plac Deaka Ferenca (Deák Ferenc tér). To miejsce tętni życiem przez cały dzień. Krzyżują się tu trzy linie metra, a w krajobrazie placu dominuje wspaniały pałac Anker (Anker-palota) zbudowany w 1906 roku w stylu eklektycznym. Jego fasada jest dość nietypowa – „superwielkim” porządkiem, gdyż heksastylos obejmuje trzy piętra, a jeśli doliczyć niżej położone pilastry – aż sześć kondygnacji. Przy placu znajduje się również skromnie wyglądający kościół ewangelicki a całości dopełnia widoczna w oddali kopuła bazyliki Św. Istvána.
Stąd już dwa kroki na brzeg Dunaju. Rzucamy jeszcze okiem na majestatyczny Zamek Królewski w Budzie i zawracamy po plecaki do hostelu. Pozostaje przetransferować się na dworzec Keleti. Najbliższe trzy godziny spędzamy w pociągu mknącym do stolicy Słowacji.
W Bratysławie jesteśmy o 15:00.
___________________________
*/ Od wielu lat przyglądam się (i fotografuję) niektóre znaki drogowe. Jak się okazuje wiele z nich ma swoje regionalne odmiany. Tak jest na przykład ze znakiem A-17 Dzieci, który nie ma jednego standardu: raz chłopiec biegnie za dziewczynką, raz dziewczyna za chłopczykiem, a czasem widać dwóch chłopców. Czasem jest spódniczka lub warkoczyk, czasem ich brak. Podobnie ze znakiem, który zobaczyłem w Budapeszcie: ma on również odmianę „młodzieżową”, także z jednym plecakiem lub jednym kijkiem.