Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6]


Wiedeń

wtorek, 3 IX 2024


Renata zwiedza pałac | Ach, być w operze... |


Rano przy śniadaniu omawiamy plan dnia. Na pewno głównym punktem będzie Pałac Schönbrunn, od niego zaczniemy. Renata przed wyjazdem kupiła bilet (38 EUR) na jedną z bardziej atrakcyjnych tras dla zwiedzających, ja tym razem nie będę wchodzić do środka. Pałac Schönbrunn oglądałem 5 lat temu. Tym samym nie będę opisywać cesarskich komnat i apartamentów, odsyłam do wcześniejszej relacji.

Pałac Schönbrunn znajduje się w stosunkowo małej odległości od naszego hotelu, to może 2 km, ale skoro mamy 24-godzinne bilety, głupio byłoby z nich nie korzystać. Podjeżdżamy tramwajem numer 10A. Renata ma wstęp za godzinę, o 9:00. Teraz przed pałacem są pustki, zaledwie kilka osób snuje się po dużym placu. Sam budynek jest już oświetlony promieniami porannego słońca i jak zawsze pięknie się prezentuje. Mamy dość czasu, by obejrzeć pałac z zewnątrz i pospacerować po ogrodach. Chociaż takich rezydencji królewskich, czy książęcych na świecie jest mnóstwo, to jednak pałac cesarzy austriackich zwraca uwagę swoją wielkością i przepychem. Dotyczy to także fasady i najbliższego otoczenia. Patrzę więc z uznaniem na utrzymaną w żółtych kolorach trójkondygnacyjną fasadę z pilastrami zakończonymi wolutami, przyglądam się pomnikom ustawionym na górnej balustradzie. Jest ich kilkadziesiąt i zapewne przewodnik szczegółowo o nich opowiada odwiedzającym pałac. Oglądam z przyjemnością fontanny z marmurowymi grupowymi pomnikami przedstawiającymi muskularnych, brodatych mężczyzn i półnagie (choć nieco zbyt tłuste jak dla mnie) piękne kobiety. Później idziemy do ogrodów, przechodząc długim zielonym tunelem pergoli. Po drugiej stronie pałacu urządzony jest pełny kwitnących kwiatów ogród, a wzdłuż alei ciągnących się w kierunku wzgórza z Gloriettą ustawiono kilkanaście marmurowych pomników. To wszystko pamiętam z poprzedniego wyjazdu, ale z przyjemnością przypominam sobie tamten krótki wypad.

Dochodzi godzina 9:00. Rozstaję się z Renatą na dwie godziny.

– Zadzwonię jak skończymy – oznajmia i wchodzi do środka.

Czas oczekiwania na jej powrót spędzam, snując się znów po ogrodach i odpoczywając na ławce. Bardzo się cieszę, że jestem tutaj, że mamy udaną pogodę. Wrześniowa aura nam sprzyja, trafiliśmy na słoneczne dni. Na niebie ani jednej chmurki, spodziewam się więc, że dzień będzie upalny.

Dołącza do mnie Renata.

– Jak było?

– Bardzo mi się podobało. Naprawdę warto było tu przyjechać.

Podjeżdżamy tramwajem do centrum na plac Karola (Stacja Karlsplatz). Przechodząc przez skwer, uśmiecham się do napisu "Mein name ist Brunnhilda"*/ umieszczonego na automacie (Trinkwasserbrunnen), w którym można zaczerpnąć zimnej wody. Pobliski kościół św. Karola (Karlskirche) jest w tym momencie zamknięty z balkony barokowy natomiast bardziej interesująca jest tu kolumna opis kolumny z ze spiralnym fryzem przedstawiającym liczne sceny z życia królów i tak dalej nie wiem.

– Pójdziemy teraz pod operę – proponuję. – Fajnie byłoby wejść do środka, ale nie wiem czy to będzie możliwe.

Podjeżdżamy jeden przystanek tramwajem. Zwiedzanie opery jest biletowane, mam wrażenie, że Renacie aż tak bardzo na tym nie zależy. Wiadomo, że najlepiej byłoby zobaczyć jakąś operę, ot choćby aktualnie śpiewaną Carmen Georga Bizeta lub Così fan tutte Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Mieszkańcy Wiednia mogą zachwycać się operowymi głosami od 25 maja 1869, kiedy to Wiedeńska Opera Państwowa zainaugurowała swoją działalność, wystawiając po niemiecku operę Don Giovanni Mozarta.

_________________________________

*/ Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że Brunhilda nierozłącznie kojarzyła się kilku pokoleniom młodzieży z duchem na zamku straszącym bohaterów filmu „Wakacje z duchami” (1971) w reżyserii Stanisława Jędryki.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej