Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Zagrzeb – Karlowac – Korana

czwartek, 11 VII 2013


Dobry bohater narodowy | Zagrzeb świętuje | Nad Kupą


Słoneczny lipcowy poranek. Zaczynamy spacer po stolicy Chorwacji. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu Polaków to miasto nie jest specjalną atrakcją, jeżdżą zwykle na Riwierę Makarską. A pewno niektórzy z nich uważają, że to Dubrownik jest stolicą tego kraju.

Jak przystało na metropolię, na wielu placach upamiętniono pomnikami wielkie historyczne postacie chorwackiego państwa. Oczywiście, jestem świadom tego, jak trudna i skomplikowana jest historia Chorwacji, jak trudno znaleźć bohatera, który by był wyłącznie „swój”. Oto konny pomnik bana Josipa Jelačicia (1801–1859), chorwackiego wojskowego i polityka ustawiony na placu o tym samym imieniu (Trg bana Jelačića). To główny plac Zagrzebia i popularne miejsce spotkań. Czym się zasłużył ów Jelačić? Jest niby symbolem chorwackiego ruchu narodowego, dążył do zjednoczenia Chorwacji, Slawonii i Dalmacji w ramach jednej administracji. Co prawda nie udało mu się to, ale prowadząc wojska chorwackie na powstańców węgierskich (1848) i tłumiąc rewolucję w Wiedniu doszedł do generalskiego stopnia. Co prawda w Armii Cesarstwa Austriackiego, LOL. Tak więc Jelačić grał na dwa fronty i dziś w Austrii uważany jest za zdrajcę. Chociaż został zbanowany (nomen omen) za czasów Tity, dziś został uznany za bohatera narodowego.

Na placu podchodzimy do wielkiej planszy, na której przedstawiono w trzech wymiarach plan średniowiecznego Zagrzebia. Parę kroków dalej znajduje się plac Kaptol z kolumną i złoconym posągiem Matki Boskiej na granitowej kolumnie (Skulptura Blažene Djevice Marije), a obok neogotycki kościół z białego marmuru. To Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Zagrebačka katedrala) pochodząca z roku 1888 roku. Podoba mi się fasada, a zwłaszcza ozdobiony kilkoma rzeźbami portal. Wewnątrz trochę ludzi. Niektórzy przyszli się pomodlić, zapalić kolejną cienką świeczkę, inni – tak jak my – po prostu zwiedzają świątynię. Jak by jednak nie patrzeć, to wnętrza nie porażają. Ale warto obejrzeć piękne witraże w nawach bocznych.

Idziemy na plac targowy. Czego tu nie ma! Od rzemieślniczych wyrobów z drewna, świeczek, deseczek kukiełek po artykuły rynku rolnego. Drewniane lady uginają się od owoców i warzyw. Jeszcze dalej sadzonki kwiatów. Jest tak kolorowo, że nie mogę się powstrzymać przed robieniem zdjęć.

W tej części miasta (Gradec) zabudowa jest niska piętrowa najwyżej dwupiętrowa. Krążymy po uliczkach, zaglądamy do bram i zaułków.

A oto kolejna romańsko-gotycka świątynia (1251) – kościół św. Marka z wielkimi herbami miasta Zagrzeb i Trójjedynego Królestwa Chorwacji, Slawonii i Dalmacji na dachu nawy bocznej. Najciekawszy jest portal południowy z piętnastoma drewnianymi figurami świętych. W górnej jego części Święta Rodzina, poniżej, nad drzwiami święty Marek ze skrzydlatym lwiątkiem na ręku. Co prawda lew przypomina buldoga, nieważne. Eskortę stanowi zew ilu miastach w wielu miejscach miasta powiewają flagi unijne obok chorwackich cóż Chorwacja świętuje. Do bardziej urokliwej części miasta A to za sprawą stromych uliczek latarń (wciąż zaświeconych) i pokrytych czerwoną dachówką dachów. Są naprawdę fotogeniczne. Trafiamy jeszcze na jakąś cerkiew greckokatolicka chyba.

Mieszkańcy stolicy muszą być dumni ze swego miasta. Plakaty zapraszają na wystawę pod tytułem „The oldest town in Europe”. Lokalną atrakcją może być Zagrebačka uspinjača – kolejka z dwoma wagonikami, dzięki której można wyjechać na wyższy poziom miasta. Ta jedna z najkrótszych i najstarszych kolejek linowo-terenowych w Europie, działająca od 1890 roku, pokonuje 66 metrów dzielące ulice Ilica i Tomićeve od historycznej części Górnego Miasta, w pobliżu Wieży Lotrščak.

A oto kolejny kościół, a właściwie cerkiew: wymalowana na złoto, ale chyba nowa, bo brakuje tu oryginalnych drewnianych ikon. Święci są wymalowani na tynku. I kolejny pomnik, tym razem chorwackiego poety – Petara Preradovića. A oto jedna z większych atrakcji miasta: pałac z roku któregoś tam w kolorze żółtym. Wygląda na XIX wiek, nie będziemy zwiedzać, robimy tylko wewnątrz kilka zdjęć, wystarczy. Podjeżdżamy tramwajem, a bilety są strasznie drogie.

Ostatni pomnik (oczywiście konny) króla Tomisława. No proszę, jak to podróże kształcą! Nigdy nie słyszałem o królu Tomisławie.

No nic, tyle zwiedzania. Naszym celem zasadniczo są teraz Jeziora Plitwickie, będziemy chcieli stopować w tamtym kierunku, ale trzeba się najpierw wydostać z miasta. Dla uproszczenia sytuacji wyjeżdżamy pociągiem do miasta Karlovac odległego o 55 kilometrów od stolicy. Podmiejski lokalny pociąg, do którego wsiadamy, „ozdobiony” jest rysunkami i napisami. Cóż, graficiarze są plagą współczesnego świata.

W Karlovac jesteśmy godzinę później. Wydaje się, że to był dobry pomysł, by tu podjechać. Do kempingu Korana pozostało 75 kilometrów. Na razie musimy przejść przez rzekę na drugą stronę. Sergiusz śmieje się.

– Tato, widzisz? Ja tam nie idę.

– Dlaczego?

– No zobacz, jak się ta rzeka nazywa.

– Kupa, no i co? – czytam na tablicy.

– No, nic.

No, dobrze. Przechodzimy przez poetycko nazwaną rzekę*/ na drugą stronę i stajemy na stopie. Nawet w miarę szybko udaje się nam złapać okazję. Jedziemy z kierowcą ciężarówki. Wysiadamy na krzyżówce do kempingu Korana.

*/ De facto nazwa pochodzi od niecki z wodą, por. kupat’/kąpać.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej