Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Balaton... zimna i mętna woda :( | Jedziemy do Veszprem | | |
– Budzimy się, Sergiusz! – potrząsam syna za ramię. – Budzimy się, Sergiusz! – potrząsam syna za ramię.
Codzienny rytuał. Jak zawsze dziwię się, że można tak długa spać ;-) Jest wpół do ósmej, czeka na nas Balaton i problematyczny autostop w kierunku Słowacji.
– Co zjesz na śniadanie?
– Z serkiem topionym.
Ja sobie robię kanapki z salami. O dziwo, wędlina przetrwała dwa tygodnie upałów. Sergiusz nie chce – jest zbyt tłusta. Nie wie, co dobre. Bierzemy alu-maty i idziemy nad jezioro.
– Zimna! – stwierdza Sergiusz zanurzywszy czubek palca w wodzie.
– Mówiłem ci, żeby się wykąpać wieczorem, nie chciałeś – wzruszam ramionami – przez noc woda stygnie, nie wiedziałeś?
Ludzi o tej porze faktycznie mało, dopiero wychodzą z torbami i kocami ze swych apartamentów ;-) Sporo osób biega wzdłuż Balatonu. Tak, jak w innych krajach i tu sporo widać osób z nadwagą.
Rozkładamy się na trawce. Opalania dziś nie będzie. Niebo pochmurne, więc rozbieramy się tylko do pasa. Czas upływa powoli. Sergiusz słucha muzyki z komórki, ja od czasu do czasu zagaduję go. Biedactwo, musi wciąż wyjmować słuchawki z uszu. Koło 11:00 zachęceni widokiem kąpiących się dalej ludzi, idziemy kolejno do wody. I kolejno się poddajemy: to nie dla nas! Zimna, mętna i płytka woda nie zachęca nas zupełnie.
– No dobra, Balaton zaliczony, możemy się zbierać! – decyduję.
Szybko zwijamy namiot i ustawiamy się na stacji benzynowej przy głównej drodze. Po 40 minutach machania mamy dość.
– Mówiłem, że tu ciężko ze stopem!
– Nikt nawet nie reaguje na nasze gesty – zauważa Sergiusz – bez sensu, chodźmy stąd.
Wracamy do centrum Sziofok. Po drodze trafiamy na przystanek autobusowy i tu czekamy na transport do Vesprem. To niby tylko 50 km, ale autobus zbacza do miejscowości na trasie wokół północnych brzegów Balatonu. Mijamy sporo skrzyżowań z drogami dojazdowymi do autostrady i innych dróg krajowych. Widać, jak trudno byłoby przejechać stopem ten odcinek za jednym zamachem. Cały czas się złoszczę, że w informacji kolejowej w Budapeszcie Węgrzy nie podali nam połączeń z miasteczkami na zachodnim brzegu jeziora. O ileż łatwiej byłoby stąd ruszyć do Gyor!
Jesteśmy w Veszprem. Najpierw dowiadujemy się o autobusy do Gyor, jest ich kilka po południu. Ponieważ nic nie wiemy o tym mieście, kierujemy się ku tablicy z planem miasta.
– Popatrz, tu jest jakiś zamek – wskazuję palcem – idziemy tam, mamy dwie godziny na spacer.
Ale zanim tam dojdziemy, zaglądamy do pobliskiej hali targowej. Zaopatrujemy się w pomidory i brzoskwinie.