Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Drvar – Knin – Split

sobota, 13 VII 2013


Uczymy latać koniki polne | Przez zniszczony, pusty kraj | Autobusem do Splitu


To nie było najgorszy nocleg. Składamy namiot i idziemy do głównej drogi, omijając mokre od rosy łąki. Sergiusz targa kartony z napisami – chce mieć pamiątkowe zdjęcie ze stopowania. Tradycyjnie wściekamy się przez godzinę. Chociaż ruch tu jest spory, nie chcą zabierać. Nie mamy dokładnej mapy – ale oceniamy, że do Splitu jest 200 kilometrów. W normalnych warunkach po kilku godzinach bylibyśmy na miejscu. Ale tu – z ich niechęcią do brania autostopowiczów i na drodze do mało uczęszczanego przejścia granicznego – jest ciężko. Najpierw podrzuca nas Bośniak do Resanovici. Nie licząc pojedynczego domu na krzyżówce – pustkowie. Przynajmniej w otoczeniu pięknych gór. Tkwimy tu przez godzinę obserwując przechadzające się po asfalcie gigantyczne koniki polne.
– Jakie one dziwne. Nie chce im się już skakać – mówi Sergiusz.
Zachęcam je do skoków trącając nogą.
– Taki skok to chyba duży wydatek energetyczny – zastanawiam się – ale przecież one mają skrzydła!
Podrzucam owada w górę.
– Dziwne. Chyba nie zdążył rozłożyć skrzydeł – stwierdzam, gdy konik ląduje twardo na ziemi.
Wypróbujemy jeszcze kilka owadów – nic z tego, nie latają.
– Może coś mi się pomyliło z tymi skrzydłami? – drapię się po głowie.

Zabiera nas z tego miejsca Bośniak – kierowca bmw na austriackich numerach.

Z Kninu do Splitu – autobus po 67 kun.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej