Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]
Porządek musi być! | | | | |
Dziś jedziemy do Nara (albo do Nary, jak kto woli). Nara znana jest nie tylko ze świątyń buddyjskich, ale również z obecności jelonków sika, które stały się trwałym elementem miejskiego pejzażu. Jak zwykle zbieramy się wcześnie rano i podjeżdżamy metrem na dworzec. Wciąż jestem pod wrażeniem porządku na peronach. Zastanawiam się, w ilu miastach świata pasażerowie metra tak karnie ustawiają się na wytyczonych liniach tworząc kolejki przed wejściem do wagonu.
Jedziemy zatem do Nary, miasta odległego raptem o 50 kilometrów. Tak, jak Kioto jest odpowiednikiem polskiego Krakowa, tak Nara może uchodzić za japońskie Gniezno. Miasto ongiś zwane Heijō-kyō (平城京), było pierwszą stolicą Japonii i siedzibą dworu cesarskiego w latach 710–740 oraz 745–784.
Bez wątpienia wizytówką tego miasta są jelenie wschodnie (Cervus nippon), na niektórych, pożal się Boże, blogach zwane sarnami. Ale przecież nie tylko one są tu atrakcją: jest tu kilka interesujących świątyń buddyjskich.
[opis] No cóż, widok tych zwierząt jest równie zwyczajny jak obecność dzików w Trójmieście, kapibar w Buenos Aires czy niedźwiedzi w Longyeabyen. Zwierzęta przychodzą zwabione dostępnością jedzenia, odpadków wyrzucanych beztrosko przez mieszkańców obok śmietników albo dokarmianych przez turystów.
[opis miasta]
Ruszamy w drogę do Kioto. Wiem ,że będziemy przejeżdżać przez Uji. To niewielkie miasto jest równie stare, jak Nara, a z opisu wynika, że jest w miarę zabytkowe i ciekawe. Postanawiam przynajmniej pobieżnie się zapoznać z miastem i dlatego w drodze powrotnej wybieramy pociąg zatrzymujący się w Uji. Anka jest zmęczona i nie ma zbyt ochoty na chodzenie po mieście.
– To mi zajmie pół godziny – mówię na dworcu – Ty odpoczniesz, a ja szybko oblecę centrum.
Zostawiam plecaczek i biorąc tylko aparat fotograficzny szybko ruszam.
[opis powrotu, Kioto i wieczoru]