Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]


Nikkō – Tokio

sobota, 28 V 2016


To już ostatnia wycieczka | Przenosimy w czasy szogunów | Leśne świątynie | Ślub po japońsku | Powrót do Tokio | Pożegnanie z Japonią


Opuszczamy naszą klitkę i jedziemy do Nikkō. To już będzie ostatnie z japońskich miast, które odwiedzimy w czasie trampingu. Miasto znane jest z kompleksu obiektów sakralnych Nikkō Tōshō-gū (日光東照宮) wzniesionych jako mauzoleum ku czci Ieyasu (1543–1616) – pierwszego sioguna z rodu Tokugawa i jest celem dla wielu turystów obowiązkowym.

Po śniadaniu i obowiązkowej kawie składamy rzeczy i pakujemy plecak. Dziś przecież odlatujemy do Polski. Lot jest wieczorem, więc zostawiamy na razie plecak w hostelowej przechowalni bagażu i już bez zbędnego obciążenia ruszamy. Pierwszy etap to przejazd do Utsunomiya – półmilionowego miasta w prefekturze Tochigi. Przesiadamy się tam na pociąg jadący do Nikkō*/. Wciąż korzystamy z Japan Railway Pass – jego ważność kończy się dziś o północy.

Nikkō oddalone jest od stolicy o 145 kilometrów, ale ponieważ nie jedziemy tam wyjątkowo szybkim shinkansenem, to podróż zajmie nam nieco ponad dwie godziny. Kompleks świątynny znajduje się na uboczu, jakieś 10 kilometrów na zachód od miasta. Podjeżdżamy autobusem (bilety po 125 JPY) w pobliże stacji kolejowej Tōbu-nikkō.

Kompleks świątynny w Nikkō jest zlokalizowany około 1500 metrów od stacji kolejowej. Nie spiesząc się, idziemy spacerkiem. Przechodzimy obok wygiętego, czerwonego mostu Shin-kyo na rzece Daiya. Rzeka stanowi umowną granicę, za nią magicznie przenosimy się w przeszłość. Napis na głazie przypomina, że świątynie i kapliczki są zabytkami z Listy Światowego Dziedzictwa. Wśród chramów shintō i świątyń buddyjskich znajduje się tu wiele świątyń, w tym jedna z najstarszych w Japonii z XVII wieku. Tak przynajmniej mówi przewodnik. Prawda natomiast jest taka, że wszystkie te świątynie i zamki szogunów ulegały zniszczeniu wielokrotnie, lecz zawsze były odbudowywane w tym samym stylu: drewniane budynki były rujnowane przez trzęsienia ziemi, trawił je ogień pożarów, ulegały dewastacji podczas najazdów rycerskich. Naprawdę trudno mi powiedzieć, ile lat mają te budynki: może 100 może 200. Kilka pierwszych obiektów, które widzimy, jakoś mnie nie przekonuje do nazwania ich cudem świata: to parterowe pawilony na słupach z ulatującymi dachami i czerwonymi, drewnianymi ścianami. Później zaglądamy do wnętrza gigantycznej hali, w której trwają prace nad rekonstrukcją świątyni.

Kolejne świątynie mają wielkie rozmiary, są dwupiętrowe, wokół pierwszej kondygnacji biegnie balkonik. Na parterze sklepiki z dewocjonaliami świecami kadzidłami i innymi pamiątkami. Świątynie te nie wzbudzają we mnie szczególnego zainteresowania, zwłaszcza że wewnątrz nie można robić zdjęć. Widzę, że na stołeczkach siedzi kilka osób, przed ołtarzem kręci się mnich w żółtej szacie, ale jakoś nie ma tu nastroju. Idziemy dalej przechodzimy przez kamienne torii i dochodzimy do tworu pięciokondygnacyjnej pogody. Jest w kolorze czerwonym, a kolejne, coraz mniejsze dachy ozdobione są od spodniej strony kolorowymi belkami. Po chwili dochodzimy do placu przed kompleksem świątynnym, na którym gromadzą się spore tłumy. Jeśli przyjąć, że miarą ważności miejsca jest liczba zgromadzonych wycieczek, to doszliśmy do tego najważniejszego miejsca.

Czas wracać do Tokio po plecak, który zostawiłem w hostelu.

_________________________________________

*/ Są bezpośrednie shinkanseny do Nikkō z głównego dworca, my jednak wystartowaliśmy z pobliskiego Ueno. Bierzemy miejscówki na Nasuno 253 z godz 8:34, podróż do Utsunomiya trwa niecałe 50 minut.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej