Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16-17]


Przysłowie rosyjskie

Moskwa

środa, 16 VII 2003


Strefa specjalna Moskwa |Kreml i odwiedziny u Ilicza |Galeria Trietiakowska |Wereszczagin i Repin |Wrubel i Roerich |Arbat


Moskwa: zmiana warty pod murem Kremla

Zdaje się to druga nieprzespana noc :-( Wysiadamy na dworcu Białoruskim. Uprzejmy głos z megafonu wita podróżnych i tłumaczy jaki komplet dokumentów należy ze sobą mieć by przebywać w specjalnej strefie bezpieczeństwa pod nazwą miasto Moskwa. No, lista jest długa... Plan na dziś jest następujący: zostawić bagaże przy dworcu Leningradzkim, odwiedzić Władimira Ilicza, zobaczyć Kreml, a następnie jakiś park ze sztuką nowoczesną. W dalszej kolejności Arbat. Ja natomiast nastawiam się na Galerię Tretiakowską.

Zgodnie z tym, czego się spodziewałem, Moskwa wita nas dużymi przestrzeniami placów i budynkami skrojonymi na miarę potęgi państwa radzieckiego. Przemek kupuje bilety po 7 rubli na metro (kasy są przed bramkami, można kupić karnet na dowolną liczbę przejazdów). Długie schody ruchome przemieszczające nas kilkanaście pięter pod ziemię robią wrażenie. Jedziemy na stację Komsomolskaja a następnie przesiadamy się do Biblioteki Lenina. Stąd już dwa kroki na Aleksandrowskij Sad - wejście do Kremla. Pod kremlowskim murem Grób Nieznanego Żołnierza z wiecznym ogniem dla Pawszych za Rodinu. Załapujemy się na uroczystą zmianę warty - jest południe.
Spojrzeć na Lenina za darmo wciąż można, owszem, ale wszystkie bety łącznie z aparatem fotograficznym trzeba zostawić przed wejściem na Plac Czerwony. Mauzoleum to miejsce, które trzeba jednak obejrzeć. Trzeba zobaczyć ładnie oświetlonego Wodza. Teraz dopiero uświadamiam sobie - pisząc te słowa kilkanaście godzin później, że w mauzoleum nie było w ogóle kwiatów!
Pod Murem Kremlowskim podłączam się do grupki Rosjan oprowadzanych przez przewodniczkę i z przyjemnością konstatuję, że rozumiem 90% tego co mówi. Mijamy kolejne tablice i popiersia poświecone głównie kosmonautom, przywódcom Państwa, Partii i Armii. Takie nagromadzenie sławnych nazwisk robi wrażenie. Tu leżą ci, którzy wstrząsali światem i decydowali o losach milionów ludzi. Niecodzienne uczucie. Niestety muszę się rozstać z przewodniczką - Przemek na nas czeka. Spod Baszty Spaskiej, gdzie stoimy widzimy XVI cerkiew Wasilija Blażennego z kolorowymi cebulkami kopuł. Aby turyści porażeni obcowaniem z Iliczem się nie pogubili na Placu Czerwonym ustawiono bramki tworzące wygodne korytarze ;-) Idziemy więc nolens volens do sławnego GUMu. Wszędzie przepych i elegancja niczym na ulicy . Tu, w Gławnom Uniwiersalnom Magazinie z pewnością lud pracujący Moskwy się nie zaopatruje w artykuły pierszej potrzeby. Tzn, może i ma takie potrzeby...

Zwiedzanie samego Kremla niezbyt mnie interesuje - ponoć, poza pięcioma dolarami za wstęp, trzeba dopłacać za poszczególne obiekty. Rezygnując być może popełniam błąd - wolę jednak obejrzeć Galerię Tretiakowską. Mamy trzy godziny czasu. Towarzyszyć mi będą Magda i Sława - czyżby wśród nas nie było więcej amatorów sztuki?
Wymieniam 100$ otrzymując dużą kupę banknotów (kurs 30.30). Transferujemy się na stację Trietjakowskaja kilka razy tracąc orientację na stacjach a nawet raz wsiadając do metra jadącego w przeciwnym kierunku. Cóż mam jednak robić biedny miś, skoro sami moskwianie nie znają swojego miasta?
Jest i Galeria. Nawet bez szczególnego bólu serca wyjmuję 225 rubli (dziewczyny płacą za studencki bilet 130 rubli, polska legitymacja działa) i zaczynamy.

W pierwszych salach dużo XIX-wiecznych malarzy ale tych mniej ważnych. Portrety przywódców wojskowych, krajobrazy, scenki rodzajowe. Moja uwaga ożywia się dopiero przy obrazach Wereszczagina - ta seria dzieł to wspomnienia z Azji Środkowej - miły wschodni klimat, pałace w Samarkandzie, żywe żółto-pomarańczowo-błękitne barwy. Wrażenie robią sceny przedstawijące dzielenie łupów - na dziedzińcu piętrzy się stos głów, "Świętowanie" z motywem ustawionych głów na drągach i w końcu bardzo bezpośrednio wyrażona "Apoteoza wojny". W kolejnej sali sławna "Bojarzyca Morozowa" Surikowa - wstrętna baba na saniach i pozdrawiający ją pokorny tłum poddanych oraz "Utro strielietskiej Kazni" : przestroga? hołd? nie wiem.
Wśród obrazów Repina godne odnotowania są znana mi z albumów "Procesja religijna w kurskiej guberni" oraz dwa potrety: "Iwan Groźny z synem" oraz maleńki portrecik przedstawiający Efirata - stróża akademickiego. Patrząc na uśmiechniętą twarz tego starego mężczyzny, myślę sobie, że ma powody do zadowolenia - tak łatwo trafił do historii. A propos "Procesji" - kolejny raz łapię się na tym, że wzrokiem poszukuję dzieł znanych mi i właśnie one przykuwają moją uwagę. To trochę niesprawiedliwe (dla pozostałych obrazów), ale po pierwsze - i tak wszystkiego nie ogarnę, po drugie ufam, że w pamięci utkwiły mi najbardziej znane i cenne dzieła malarskie. A jeśli przy okazji odkryję coś nowego - to tylko z korzyścią dla mnie. `

W dużej sali na ostatnim piętrze doświetlonej naturalnym światłem trafiam na przepiękne błękitne płótna Wrubla, wsród których znajdują się dwa "Demony". Po setkach ciemnych obrazów rosyjskich mistrzów, malarstwo Wrubla działa na mnie bardzo ożywczo i dodaje energii do dalszego zwiedzania. Ja po prostu kocham kolory!
Za przepierzeniem niespodzianka i kolejna przyjemność - obrazy Roericha z jego okresu pobytu w Tybecie i na Cejlonie, oraz wcześniejsze, krajowe ("Guga Chojan", "Tybet", "Chen razi", "Miecz Gessar Chana", "Posłaniec"). Dalej jeszcze dwóch pieriedwiżników - Polenow ze swym sławnym obrazem "Chrystus z uczniami" i skłaniająca do zadumy, impresjonistyczna, samotna cerkiew nad rzeką na płótnie Lewitana ("Nad wiecznym pokojem"). Obok radosny "Marzec" z błękitem nieba oraz cieplutka "Złota jesień". W kolejnej sali coś powazniejszego. "Na Rusi (Duma Ludów)" Nesterowa a także portret Nesterowej - zgadnijcie kogo z grupy ta pani mi przypomina :-). Jeszcze mały obrazek "Dziewczyny z brzoskwiniami" Serowa, "Portret Jermołowej" oraz błękitne obrazy Kuzniecowa i Sepurowa. Ten spacer wśród najpiękniejszych dzieł XIX-wiecznego malarstwa rosyjskiego usatysfakcjonował mnie całkowicie.
Ale to nie koniec zwiedzania galerii. Wędrujemy jeszcze do sal z przepięknymi ikonami ściągniętymi tu z całego kraju. Są tu ikony liczące po 800 lat, ikony ze wspaniałymi srebrnymi ramami.

Moskwa: ArbatNa 16.30 docieramy już bez pomyłek do Kremla. Oczekiwanie na spóźniającą się grupę jest denerwujące. Teraz spacer na Arbat, odpowiednik La Rambli, którą z sympatią wspominam. Dziesiątki a może i setki portrecistów i straganiarzy. Są tu kuglarze, akrobaci, grajkowie i chiromanci. Od czasu do czasu przystaję i się gapię. Upał nie zachęca mnie do spaceru, boli mnie głowa. Chwila oddechu w supermarkecie na końcu Arbatu. Oglądam ceny, kupuję chleb (8) i kefir (14). Ogólnie, ceny w tym miejscu wyższe niż w Polsce, ponadto brak promocji wyróżniających na przykład tańsze, firmowe towary.
W drodze na Dworzec Leningradski gubi się para - Ania i Arek - to pierwsza taka sytuacja, o tyle groźna, że za pół godziny odjeżdża pociąg do Murmańska. Docierają taksówką w ostatniej chwili.
Ten 8-godzinny pobyt w Moskwie nie dał mi niestety wyobrażenia o stolicy. Większość czasu spędziłem pod ziemią lub w galerii. Tym niemniej moje minimum zostało zrealizowane. Mam nadzieję, że będzie jeszcze kiedyś okazja, by bliżej poznać to miasto.
Pociąg tym razem jest bardzo zatłoczony, brudny i duszny. Od czasu do czasu przelatuje przez wagon umundurowana krasawica a jej duże gabaryty wymuszają ruch powietrza jak przy wyjeździe metra z tunelu na stację. Jesteśmy porozrzucani w paru miejscach wagonu, zajmuję górną półkę co znakomicie utrudnia mi jedzenie.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej