Dzień: [1] [2] [3] [4]


Kraków – Ankona

niedziela, 24 IV 2022


Lecimy do Włoch! | Dino tańczy | Długie dzieje Ankony | W drodze do katedry | Czy Madonna mrugnie do nas? | Cytadela i lazaret


Wyjazd do Ankony nie był dla mnie jakąś silną potrzebą. To prawda, od kilku lat planowałem wypad na adriatyckie wybrzeże środkowych Włoch, tanie loty do Pescary kusiły, ale wciąż moje myśli krążyły wokół "prawdziwego" pozaeuropejskiego trampingu. Sytuacja pandemiczna i moja osobista sprawiały jednak, że ostatnio skupiłem się na bliższych wyjazdach. I chociaż wiadomo, że nie jest to, "co tygrysy lubią najbardziej", to przecież mam świadomość, że takie wyjazdy mają swoją wartość, pozwalają lepiej poznać Europę i zapełnić białe plamy na mojej mapie wyjazdów.

Gdy wybór padł na Włochy, a bilety do Ankony były już kupione, pozostawało jeszcze rozwiązać kwestię noclegów. Ankona nie może poszczycić się mianem wybitnie turystycznego miasta. Brakuje tu tanich hotelików czy choćby hosteli. Zdecydowałem się na "pokój u Włocha". Najtańsze noclegi bowiem znalazłem bowiem na Airbnb – 240 złotych za 3 noce.

– Cena naprawdę jest dobra – tłumaczyłem Renacie w nadziei, że doceni moje wysiłki zmierzające do obniżenia kosztów wyjazdu.

– Dobrze, cieszę się – odpowiadała.

W planie mamy nie tylko Ankonę, ale i okolicę.

– Chciałbym przede wszystkim, abyśmy pojechali do Urbino – zapowiadałem. – To miasto z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO.

– Ale nie będziemy cały czas jeździć?! Chciałabym trochę posiedzieć na plaży...

Z Renatą jadę po raz pierwszy, dziewczyna jest przyzwyczajona do bardziej luksusowych wyjazdów. Powoli zamierzam ją zachęcać i przyzwyczajać do trampingowego stylu mojego podróżowania. Co prawda ten wyjazd nie ma takiego charakteru, ale dziewczyna już wie, że lubię intensywnie podróżować.

– Jasne, pójdziemy na plażę, tam w pobliżu jest park narodowy z plażami. A i w samej Ankonie jest miejska plaża.

Niedziela. Wylatujemy z Balic o 8:35, półtorej godziny później jesteśmy na miejscu. By dostać się do centrum, podjeżdżamy w okolice dworca kolejowego autobusem (Renata płaci kartą w autobusie po 5,50 euro). Z dworca do domu Dino jest około 2,5 km, idziemy na piechotę. Uznałem, że szukając przystanków i odpowiedniego autobusu, który by nas podwiózł w tym kierunku stracilibyśmy z pół godziny. Dom "naszego" Włocha położony jest w spokojnej dzielnicy przy ulicy z szeregówkami. W momencie, gdy wchodzimy do jego domu, spotykamy go w objęciach równolatki.

Ciao! – mówi Włoch. – Jestem Dino.

Witamy się i wchodzimy w głąb mieszkania, a towarzyszka gospodarza opuszcza dom.

– Jestem instruktorem tańca, udzielałem właśnie indywidualnej lekcji tańca – tłumaczy Dino.

– Uhm – kiwam głową ze zrozumieniem.

– Wasz pokój jest na górze.

Prowadzi nas na piętro. W pokoju panuje kawalerski porządek. Najwyraźniej chłopak dorabia sobie na Airbnb wyprowadzając się z tego pokoju w momencie, kiedy zgłaszają się chętni.

Jest dość wczesna pora i chociaż uprzedziliśmy gospodarza o godzinie przyjazdu, nie chcemy przesiadywać niedzieli w pokoju, Wypijamy herbatę i kawę i wychodzimy. Dzień jest słoneczny i ciepły. Ruszamy w kierunku północnym.

Jak wspomniałem, Ankona nie jest turystyczną perłą na mapie Włoch. Tym niemniej jest tu parę ciekawych obiektów, przede wszystkim fort nad morzem. Pierwsze wrażenia z Ankony są umiarkowanie pozytywne: miasto jak miasto, z typową mieszanką zabudowy XIX i XX-wiecznej. Ulice są wąskie, zabudowa zwarta, zieleni miejskiej stosunkowo mało. Dochodzimy na plac z pomnikiem Camillo Benso di Cavoura, XIX-wiecznego męża stanu, a przy okazji ostatniego premiera Sardynii i skręcamy w stronę Piazza della Repubblica. Tu znajduje się dwa obiekty godne uwagi: kościół pw. Najświętszego Sakramentu (Chiesa del Santissimo Sacramento) oraz Teatro delle Muse mieszczący się w neoklasycystycznym budynku z 1827 r. Nazwa teatru może być nieco myląca, nie chodzi tu bowiem o muzykę, lecz o muzy, których płaskorzeźby umieszczono na tympanonie. W tym sezonie wystawiane są dwie opery, Attila Giuseppe Verdiego i Il matrimonio segreto (czyli Sekretne małżeństwo) Domenica Cimarosy.

Parę kroków dalej znajduje się już nabrzeże portowe. Z daleka widzimy na wzgórzu biały kościół – to będzie nasz dzisiejszy cel. Przez zabytkowym budynkiem Stella Maris ustawiono kilka XIX-wiecznych dział zdobytych na Anglikach. Tuż obok znajduje się romański kościół Santa Maria della Piazza z interesującą fasadą, a paręset metrów dalej mijamy ruiny średniowiecznych murów miejskich z bramą. Tych pamiątek historii jest coraz więcej, pokazują, że Ankona ma całkiem długie dzieje. W IV wieku p.n.e. powstała tu kolonia Greków z Syrakuz, a przy okazji – strategiczny port. A ponieważ tutejsze wybrzeże Adriatyku zamieszkiwały drapieżne ślimaki morskie z rodzinie Muricidae, z których Fenicjanie nauczyli się wytwarzać barwnik zwany purpurą cesarską lub tyryjską (od miasta Tyr w Libanie), to greccy kolonizatorzy zorganizowali wytwórnię drogocennego barwnika. Interes kwitł aż do momentu, gdy Juliusz Cezar w 178 r. p.n.e. przekroczył Rubikon i zajął miasto. Ancona przeżywała później zmienne koleje losu, ale generalnie mieszkańcy żyli dostatnio i w zgodzie z sąsiadami.

Dochodzimy do starożytnych murów (Corridore del Porto). Można wspiąć się na mury i przejść po ich kilkaset metrów. Roztacza się z nich widok na port. Zacumowało tam kilka olbrzymich wycieczkowców szykujących się do rejsu po Adriatyku i dalej w stronę Grecji lub Lazurowego Wybrzeża. Na końcu zachowanych murów stoi imponujący (19 metrów wysokości) marmurowy Łuk Trajana (Arco di Traiano). Powstał w 115 r. n.e. i stanowi większą wersję Łuku Trajana wybudowanego w odległym o 400 kilometrów Benevento. Autorem obu łuków był Apollodoros z Damaszku, ten sam architekt, którego dziełem są znane powszechnie zabytki w Rzymie: Termy Trajana, Forum Trajana i Kolumna Trajana*/. Łuk Trajana, który teraz oglądamy, znajduje się na kilkunastostopniowym podwyższeniu. Prawdopodobnie w ciągu 20 wieków wybrzeże w tym regionie wypiętrzyło się. Zwornik łuku ozdobiony jest rzeźbioną głową, a fryz – rzędem muszli. Brakuje tu zniszczonych dawno rzeźb umieszczonych na attyce.

Zatrzymuję się.

– Chyba zawrócimy?

– To gdzie teraz pójdziemy?

– No… tam na górę! – wskazuję wzgórze z bazyliką katedralną i murami obronnymi.

Mijamy zrujnowane pozostałości zabudowań Portu Rzymskiego (Porto Romano) i XIII-wieczny budynek kapitanatu (Casa del Capitano del Porto) i podchodzimy pod Mura siracusane. Ponad nami wznoszą się zabudowania kościoła pw. św. Peregryna i Teresy (Chiesa dei SS. Pellegrino e Teresa) i muzeum archeologicznego (Museo Archeologico Nazionale delle Marche), Na krawędzi dachu błyszczy w popołudniowym słońcu złoty posąg przedstawiający dwóch jeźdźców w towarzystwie dwóch kobiet. To kopia sławnej grupy z Cartoceto di Pergola wykonanej z pozłacanego brązu (Bronzi dorati da Cartoceto di Pergola). Rzeźba została wykopana w środkowych Włoszech dopiero w 1946 roku i przestawia prawdopodobnie rodzinę Lucjusza Domicjusza Ahenobarbusa – konsula żyjącego w I w. p.n.e. Jeździec ubrany jest w paludamentum – rzymski wojskowy płaszcz wełniany sięgający kolan, spinany na prawym ramieniu i tunikę, na nogach wysokie trzewiki zwane calceus; kobiety noszą pallę (luźny płaszcz) i szal. Tuż obok, naprzeciw wielokrotnie przebudowywanego pałacu rodu Anzianich (Palazzo degli Anziani) stoi późnobarokowy kościół Gesù (Chiesa del Santissimo Nome di Gesù). Ten pierwszy jest zdewastowany, drugi – po prostu nieciekawy.

Stopniowo, krok za krokiem, zmierzamy na szczyt wzgórza Guasco. Dochodzimy do pozostałości rzymskiego amfiteatru. Jest ponoć drugą co do znaczenia (po Łuku Trajana) pozostałością rzymską w Ankonie, ale doprawdy niewiele z niego pozostało. Widoczne są nisze w zewnętrznym murze wykonanym w technice opus mixtum (czyli mieszanką opus reticulatum i opus latericium). Przechodzimy obok romańskiego kościoła pw. Grzegorza Oświeciciela (Chiesa di San gregorio Illuminatore) i w końcu stajemy przed znacznie ciekawszą bazyliką (mniejszą) Cattedrale di San Ciriaco. Dzisiejszy kościół jest zasadniczo romański (z elementami stylu bizantyjskiego i gotyku), wybudowany na przełomie X i XI wieku. Świątynia Afrodyty stojąca tu pierwotnie pośrodku greckiego Akropolu w V w. n.e. zmieniła czczone bóstwo na nowe, przekształcając się w bazyliką św. Wawrzyńca, później została rozbudowana na planie krzyża greckiego, zmieniając patrona na św. Cyriusza.

Obecnie kościół jest trójnawowy, prostą fasadę zajmuje duży portal z prothyronem (gankiem), wykonanym przez Margarytona z Arezzo, XIII-wiecznego architekta, który dodał do bazyliki kopułę i którego dziełem jest wspomniany wcześniej pałac Anzianich. Uwagę zwracają dwa marmurowe lwy umieszczone przed wejściem. Uśmiecham się. Lew nie kojarzy mi się z tradycją chrześcijańską, bardziej z religiami Wschodu. W pamięci mam lwy odstraszające złe moce przy świątyniach buddyjskich w Kathmandu, także te symbolizujące potęgę władcy przed pałacami w Pekinie. W Europie lwy są dla mnie bardziej „świeckie”, umieszczane są przy zwykłych obiektach takich choćby jak Wieża Ratuszowa w Krakowie. Ale skoro tu, w Ankonie, lwy strzegą świątynię przed grzesznikami(?), to z pewnością mam wolny wstęp.

W środku, choć to niedziela, zaledwie kilka osób. Sklepienie jest drewniane stępkowe, podparte prostymi kamiennymi kolumnami. Ten typ sklepienia, charakterystyczny dla gotyku, zwanego jest również „sufitem kadłuba statku” i można go spotkać w wielu kościołach w Wenecji, także w San Fermo Maggiore w Weronie i San Giusto w Trieście. Za ołtarzem umieszczono ciemny obraz a w transepcie – alabastrowe rzeźby aniołków i papieży. Marmurowe panele ozdobione są reliefy z parą pawi, orłem trzymającym zająca, gryfami i fenuksami. Sporo interesujących obrazów wisi w Kaplicy Ukrzyżowania po drugiej stronie transeptu.

W bocznym ołtarzu umieszczono w złotej ramie niewielki obrazek Maria di San Ciriaco.

– Poczekajmy, aż ruszy oczami – zwracam się do Renaty.

– Dlaczego?

– Już raz tak się stało. W 1796 roku mieszkanka Ankony zobaczyła, że Madonna rusza oczami.

Świadectwo Franceski Marotti zostało potwierdzone przez innych, a cud został zatwierdzony przez Kościół Katolicki. Obraz przeżył okupację miasta przez Napoleona Bonapartego, a także inne niebezpieczne przygody. Dziś Madonna wzrok ma utkwiony w ziemi, nie chce na nas popatrzeć. Najwyraźniej limit cudów został tu wyczerpany.

Schodzimy po schodkach na niższą kondygnację. Znajduje się tu krypta świętych patronów (Cripta dei Santi Patroni), ze szczątkami m.in. św. Marcelego i św. Cyriaka, czyli poprzedniego i obecnego patrona katedry. Krypta jest przepiękna, wielkie, podparte licznymi kolumnami pomieszczenie ma wyłożoną wielobarwnym marmurem posadzkę. Nie do końca jestem przekonany co do oryginalnego charakteru krypty, kolumny są w przekroju kwadratowe, czego raczej w średniowieczu się nie spotykało. W bocznych niszach umieszczono marmurowe nagrobki i sarkofagi zmarłych świętych i kościelnych dostojników.

Tyle katedry. Zatrzymujemy się na chwilę na placu, by przez moment podelektować się panoramą miasta. Rzucamy jeszcze okiem na wolnostojącą dzwonnicę (Campanile di San Ciriaco) i wąskimi ulicami schodzimy w kierunku centrum. Mijamy parę znanych już nam kościołów i dochodzimy do kolejnego, XIV-wiecznego kościoła św. Franciszka. Chiesa di San Francesco alle Scale ma interesującą białą fasadę z rozbudowanym portalem autorstwa pochodzącego z Dalmacji Giorgio da Sebenico. Wnętrze jest cokolwiek rozczarowujące, aczkolwiek fani JPII znajdą tu coś dla siebie. Przechodzimy przez kilka interesujących bram przy Via Ciriaco Pizzecolli i oto przed nami pojawia się spory plac (Piazza del Plebiscito). Na jego wschodnim końcu wznosi się kościół św. Dominika (Chiesa di San Domenico), prowadzą do niego marmurowe schody. Nie są ona aż tak imponujące jak Schody Hiszpańskie w Rzymie, ale całość – wraz ze statuą Klemensa XII sprawia dobre wrażenie.

– Wchodzimy do kościoła? – pytam na wszelki wypadek.

– Jak chcesz, to wchodź, ja poczekam.

– Już nie chcę.

Zdaje się, że mamy na dziś dość odwiedzania świętych miejsc.

– Ale miasto podoba ci się?

– Tak. Te wąskie uliczki. I ogólnie architektura…

Chociaż po części te widoki nie są jakieś nadzwyczajne, raczej typowe dla miast włoskich z zabudową XIX-wieczną, to drewniane okiennice pomalowane są na zielono lub szaro, mogą się podobać. Wcale nie tak rzadkie są starsze kamienice z renesansowymi oknami oraz trochę zaniedbane pałace.

Panorama miasta ze wzgórza Guesto była na tyle atrakcyjna, że wchodzimy na kolejne wzgórze z Cytadelą (Cittadella di Ancona). Zewnętrzne, ceglane mury twierdzy robią wrażenie, mają może 10 metrów wysokości. Nie bardzo mamy ochotę na sprawdzanie, co jest po drugiej stronie. Nasze chwilowe zainteresowanie wzbudza ustawiona w tutejszym parku nowoczesna rzeźba – pomnik poległych w obronie ojczyzny. Odpoczywamy na ławce, mając przed sobą panoramę Ankony. Przy okazji robię sesję fotograficzną, robiąc zdjęcia Renacie w tej scenerii. Czas się zbierać. Ze wzgórza widoczny jest lokalny Pentagon, czyli fort na planie pięciokąta usytuowany na wysepce w mandracchio, niewielkim porcie.

– Chodźmy tam – proponuję. – Pewnie niewiele ciekawego tam będzie, ale cała Ankona jest taka.

Renata kiwa głową.

– Chodźmy.

W parę minut później jesteśmy na nabrzeżu. Mijamy Porta Pia, bramę z łukowym łamanym frontonem, która w zasadzie jest budynkiem mieszkalnym z XVIII wieku i przez most dostajemy się na dziedziniec Mole Vanvitelliana. Tu pośrodku stoi tempietto (świątynka) poświęconą św. Rochowi (San Rocco), który jak wiadomo, chronił przed zarazą. To nie przypadkowy patron, obiekt – zwany również Lazzaretto di Ancona – zbudowany na wysepce w 1753 roku służył jako miejsce kwarantanny dla marynarzy i kupców przybywających do miasta. Obok świątynki, w której znajduje się studnia, znajduje się parę zabawnych rzeźb: oto dwóch rybaków dźwiga na ramionach odwróconą dnem do góry metalową łódź. 15-metrowej długości „Sbarco” jest dziełem stworzonym przez Velasco Vitaliego, a jej nowoczesna forma kontrastuje z XVIII-wieczną zabudową, pochodzi jakby z innego świata. Drugim monumentalnym dziełem sztuki współczesnej, jest wielki czerwony koń, Cavallo di Mimmo Paladino, ustawiony na murach budynku.

Jest godzina 19:00, nie spiesząc się, wracamy do domu.

________________________________________

*/ Podczas I wojny dackiej zbudował również most pontonowy na Dunaju.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej