Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
Pod Czerwoną Wieżą | Seldżucki zamek | Kolejką na plażę | Chcesz zakosić tę szklankę?! | Zakupowy szał | Rozrywkowy wieczór
Dziś udało mi się namówić Agnieszkę na wyjazd do Alanyi. Zamierzamy zobaczyć twierdzę, pochodzić po mieście i odpocząć na plaży.
Po śniadaniu idziemy na przystanek przy głównej nadmorskiej drodze (ul. Ahmet Tokuş) i za 10 lir idziemy do Alanyi. Wysiadamy w pobliżu pomnika Atatürka z napisem „Yurtta sulh cihanda sulh”, co oznacza „Pokój w kraju, pokój na świecie” i stanowi cytat z przemówienia wygłoszonego 20 kwietnia 1931 przez Mustafę Kemala Atatürka. Według niektórych interpretacji ta myśl skierowana do zwolenników „ojca narodu” miała wyrażać neutralność oraz skupienie się na rozwoju własnego państwa bez ingerencji w sprawy sąsiadów (i vice versa).
Przechodzimy przez barwny i fotogeniczny ukwiecony park z palmami daktylowymi, sadzawkami i mostkami i dochodzimy do portu. Tu cumują wycieczkowe statki ucharakteryzowane na historyczne statki pirackie. Rejs takim stateczkiem wzdłuż brzegów Zatoki Antalya (Antalya Körfezi) musi cieszyć się dużym wzięciem, skoro zbudowano ponad 10 takich replik. Nieco dalej znajduje się ośmioboczna Kyzyl Kule (Czerwona Wieża) z początku XIII wieku, a zatem pamiętająca panowanie sułtana Aladdina Kajkubata, który, dzięki zawieraniu korzystnych sojuszy (oraz małżeństw) opanował sporą część Anatolii – od Alanyi na południu po Sintop na północy i od Konyi na zachodzie po Kahtę i Erzurum na wschodzie. Na tle 220-metrowego wzgórza zwieńczonego twierdzą wieża wydaje się maleńka. W rzeczywistości liczy 33 metry, jest więc całkiem spora. Byłaby być może jeszcze wyższa, ale inwestor przeliczył się z finansami. Dosztukowano w górnej części parę metrów muru z cegieł i odpuszczono dalszą budowę. Nota bene, została zaprojektowana przez Ebu Ali Reha z syryjskiego Aleppo. Dziś urządzono w niej muzeum etnograficzne.
Czas na twierdzę! By się tam dostać, musimy wspiąć się wąskimi uliczkami po zboczu. Mijamy sztuczny wodospad, przechodzimy pod kolejką linową wyciągającą w górę dla leniwych turystów i dochodzimy do bram fortu Alanya Kalesi zwanego również Ehmedek Kale, co w wymarłym już języku czagatajskim oznaczało ufortyfikowany zamek. Tutejsza twierdza została zbudowana w okresie Seldżuków na gruzach helleńskiej fortecy i szczęśliwie przetrwała burzliwe czasy Imperium Otomańskiego. Płacimy za wstęp po 30 lir i wchodzimy do środka.
[Opis zamku]
– Myślę, że już wszędzie byliśmy – stwierdzam – wracamy?
– Tak, wystarczy.
Schodzimy w kierunku górnej stacji kolejki. Tu przez moment obserwuję przy ścieżce igraszki dwóch dużych, 30-centymetrowych żółwi.
– Widziałaś!? – zwracam się do podchodzącej Agnieszki.
– Co takiego?
– No, żółwie tam są – pokazuję ręką. – Tam przy krzakach.
– Nie widzę!
Odwracam się. Faktycznie: uciekły. A mówi się, że to powolne zwierzęta.
– Może chciałabyś zjechać kolejką w dół? Nie musielibyśmy okrążać potem wzgórza w drodze na plażę.
– No może.
Nie ma tu jednak kasy, co podpowiada mi pewien pomysł, a jednocześnie rozgrzesza. Podchodzę do młodego Turka wpuszczającego do wagoników i tłumaczę, że zgubiliśmy bilety powrotne.
– Nie ma sprawy wsiadajcie mówi chłopak.
Podróż trwa kilka minut, ale widok z lotu ptaka na plażę i miasto jest atrakcyjny.
– Zobacz, jaka tam przepiękna woda – woła Agnieszka, wskazując niewielką zatoczkę, w której zacumowała łódź.
– Zdaje się, że tam jakaś ekipa nurkuje.
– No właśnie! Chciałabym troszkę popływać na rafie tak, jak na Karaibach w zeszłym roku.
Wysiadamy z wagonika i idziemy na plażę. Jest tłoczno gwarno i trudno kawałek miejsca o kawałek zacienionego miejsca. Chowamy się przed prażącym słońcem w niewielkiej grocie.
– Zdaje się, że nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł, żeby to się ukryć – stwierdzam, widząc rozłożonych w cieniu turystów.
Najbliższe dwie godziny spędzamy na opalaniu i kąpieli. W drodze powrotnej do miasta wstępujemy do ulicznej kawiarenki, bierzemy kawę i herbatę (2 x 5 lir).
– Podobają mi się te szklaneczki – mówię do Agnieszki, biorąc do ręki szklankę wielkości literatki.
– Chyba jej nie stąd nie zakosisz?! – upewnia się Agnieszka.
– E, nie… Ja potrzebuję kilka. Może będą na bazarze, zobaczymy.
Te słowa wyzwalają w Agnieszce potrzebę zakupów, a przynajmniej pooglądania ciuchów. Wchodzimy do paru sklepów, oglądamy sukienki i buty. Później w markecie kupuję 6 szklaneczek i wspaniałomyślnie ofiarowuję dwie Agnieszce.
Na bazarze, którego lokalizację Agnieszka sprawdziła przezornie jeszcze w Krakowie, długo chodzimy za butami. Większość ma logo renomowanych firm, co oczywiście sprzyja zainteresowaniu klientów z Polski i Rosji. Agnieszka znajduje w końcu coś dla siebie.
– Te mi się podobają – stwierdza po przymierzeniu dziesiątej pary. – Chyba je kupię.
– 30 euro – mówi Turek.
Teatralnie się krzywię i mówię do Agnieszki:
– Wychodzimy.
– Ale ja chciałam… – zaczyna Agnieszka.
– Teraz moja kolej – mówię i zawracam do sklepu.
Po chwili jestem z powrotem.
– Trzymaj – podaję jej paczkę.
– Ile zapłaciłeś?
– 20 euro.
– Dzięki, kochany jesteś! Ja kupiłabym drożej, nie targowałabym się.
Dziwne. Przecież jest w Turcji!
– No, ale teraz jakąś sukienkę sobie kupisz?
– Jeśli mi pomożesz...? – śmieje się dziewczyna.
Parę ulic dalej znajdujemy odpowiedni sklep. Tym razem zakupy idą szybciej i po chwili wychodzimy z całkiem ładną letnią kiecką.
– Mam nadzieję, że jesteś usatysfakcjonowana?
– No, na razie tak. Ale jeszcze coś kupię – zapowiada.
To tyle zwiedzania Alanyi. Miasto nie zrobiło na nas oszałamiającego wrażenia, ale twierdza i widoki z niej roztaczające się są godne uwagi. Po powrocie, w hotelu zjadamy spóźniony obiad.
– Masz ochotę jeszcze iść tutaj na plażę?
– Raczej nie, odpocznijmy tu.
Czas do wieczora spędzamy przyjemnie w pokoju. Po kolacji zaczyna się rozrywkowa część wieczoru. Animatorzy próbują rozruszać towarzystwo, są nawet występy jakiegoś miejscowego zespołu, ale generalnie słabo to wypada. Turecki wodzirej zachęca do tańca, kilka osób podrywa się z krzeseł.
– Popilnuj mi drinka – mówi Agnieszka, podając mi szklankę.
– Dobrze.
– Albo nie! – dopija resztę. – Przynieś mi jeszcze jednego – dodaje i idzie tańczyć.