Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]


Alanya

piątek, 2 X 2020


Nie udało się, trudno | Jak cię widzą, tak cię piszą | Agnieszka tańczy


Piątek 2 października, Alanya. Przedostatni dzień wyjazdu. Bardzo żałuję, że nie udało mi się namówić Agnieszki na jeszcze jeden wyjazd w okolicy z Alanyi. Na 1200-kilometrowej Riwierze Tureckiej znajduje się wiele interesujących miejsc, oddalonych, jednakże od Alanyi. Choćby Yanar taş, czyli Ognie Chimery – miejsce, gdzie spod ziemi wydobywa się palny gaz złożony głównie z metanu i wodoru. Płonący od tysięcy lat stanowił ponoć naturalną latarnię morską dla starożytnych żeglarzy. Jak dla mnie – wątpliwe, gdyż wówczas unikano nocnego pływania pod żaglami. Widziałem podobne miejsce w Yanar Dagi koło Baku (Azerbejdżan), ale chętnie bym zobaczył i tureckie ognie, zwłaszcza, że są bardziej widowiskowe niż te azerskie. Niestety, miejscowości Çıralı, w której znajdują się Ognie Chimery, położona jest 75 kilometrów na zachód od Antalyi i w ciągu jednego dnia miałbym trudność w obróceniu tam i z powrotem (niemal 450 km). Ale może trzeba było pojechać nad jezioro Dimçayı leżące w górach 20 kilometrów na wschód od Alanyi? Nie jestem jednak na wyjeździe sam i nie chcę Agnieszki wciąż zostawiać samej. A nuż by ją ktoś zaczął podrywać? 😉

Dzień spędzamy na plaży i w... sklepach. Agnieszka, zgodnie z zapowiedzią, chce dziś kontynuować zakupy. Wymieniamy jeszcze trochę euro i „zwiedzamy” kilka centrów handlowych w okolicy. Dla mnie to okazja, by poprzyglądać się życiu współczesnych Turków. Po raz kolejny stwierdzam, że to całkiem nowoczesny kraj. Przynajmniej w jego bogatszej części. W pamięci wciąż mam obrazki z Kurdystanu z 2000 roku. Bez wątpienia Turcja się zmieniła i to na lepsze.

Łażąc za dziewczyną po sklepach krok w krok, namawiam ją na zakup wszystkiego z naiwną wiarą, że wydawszy wszystkie pieniądze, zakończy moją mękę. Po długich poszukiwaniach i przymierzeniu dziesiątków butów, Agnieszka w końcu jest usatysfakcjonowana: kupiła „markowe” adidasy. Chciała jeszcze sprawić sobie nowe okulary przeciwsłoneczne, koniecznie z jakiejś renomowanej firmy. Zdaje się, dla wielu osób jest to ważne, w czym się chodzi. Cóż, jak cię widzą, tak cię piszą. Ja niestety (lub na szczęście) nie znam się na okularach przeciwsłonecznych i nie umiem określić ich wartości. Ani poznać po okularach wartości człowieka, który je założył. Ostatecznie Agnieszka rezygnuje z zakupu okularów za 899 TRL. Żeby nie wyjść na totalnego krakowskiego sknerusa (za którego bez wątpienia jestem uważany), ulegam sugestiom Agnieszki i kupuję dwie koszulki. „Kosztują tyle co w Polsce, ale będę miał pamiątkę” – tłumaczę sobie. Na osłodę biorę jeszcze chałwę za parę lir.

Menu na śniadanie, obiad i kolację – bez zmian. Za to wieczór wygląda nieco inaczej. Od kilku dni zapowiadano tańce. Około 20:00 obsługa włącza muzykę i chociaż w pobliżu przy basenie kręci się sporo osób, nikt się nie kwapi, by wejść na scenę. Nikt – z wyjątkiem Agnieszki. Nie przejmując się nikim i niczym tańczy samotnie. Muszę przyznać, że wygląda bardzo atrakcyjnie. Niestety nie mogę do niej dołączyć.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej