Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]


Kraków – (Pyrzowice) – (Antalya) – Alanya

sobota, 26 IX 2020


Niespełnione plany | Kierunek: Riwiera Turecka!


Nie powinienem pisać tej relacji z Turcji. Nie dlatego, że nic się nie działo i nie dlatego, że nie było fajnie lub interesująco. Po prostu trochę się wstydzę. Chociaż tyle razy się zarzekałem, że nie pojadę na wczasy all inclusive, to jednak tak się stało. Całą "winę" zrzucam na pandemię, która uniemożliwiła mi swobodne podróżowanie po świecie. Dalekosiężne plany z początku roku podboju Oceanii albo południowej Afryki spełzły za niczym, gdy kraj za krajem zamykał swoje granice. Z niepokojem czytałem informacje o turystach, którzy utknęli na Fidżi z powodu zawieszenia rejsów lotniczych. Dobrze, że ten cham, z którym korespondowałem na Globtroterze w sprawie wyjazdu do Oceanii odsłonił swoje prawdziwe oblicze. Dzięki temu zrezygnowałem z zakupu biletów, a w konsekwencji uniknąłem potencjalnych pandemicznych komplikacji.

Latem udało mi się dwukrotnie wyjechać na weekend do Tromso i do Bari – wskakiwałem w restrykcyjne okienka umożliwiające łatwy wyjazd. Niestety, w tym roku bez problemów można było wyjechać tylko do krajów, w których już byłem (na przykład Meksyk i Dominikana) lub, do których chętnie bym pojechał, ale nie miałem chętnego (na przykład Kenia). Agnieszka, z którą byłem w zeszłym roku na fantastycznym trampingu po Karaibach, jakiś czas temu zaczęła dopytywać, czy nie moglibyśmy gdzieś pojechać – najlepiej nad Morze Śródziemne.

Przez dłuższy czas rozpatrywałem którąś z greckich wysp (poza Kretą, którą już odwiedziłem). Mój wybór padł na Rodos. Niestety, jak na złość, ceny lotów były wysokie, dotyczyło to również wczasów kupionych w biurze. Ostatecznie padło na Turcję, a dokładniej jej południowe wybrzeże, na którym nigdy nie byłem. 1400 złotych za przelot, noclegi i wyżywienie przez 7 dni na miejscu uznałem za dobrą cenę. Mój wstyd, spowodowany zakupem opcji all inclusive, starałem się zmniejszyć, planując samodzielny objazd Riwiery Tureckiej. Zdawałem sobie sprawę z restrykcji związanych z kupowaniem biletów na autobusy w Turcji w tym czasie, ale uznałem, że uda mi się przynajmniej kilka razy wyjechać z Alanyi, w której był wykupiony nocleg. Tyle tytułem wstępu.

Odlot mamy z Katowic-Pyrzyc w sobotę po południu. Wsiadamy do busa firmy Matuszek i, jak zwykle w nerwach, czy nie utkniemy na korku na autostradzie, jedziemy na lotnisko. Agnieszka zaopatruje się w litrową butelkę negrity i, w oczekiwaniu na odlot o 16:05, napoczyna ją. Lecimy z Ryanair Sun.

Na lotnisku w Antalyi jesteśmy koło 21:00. Obywatele polscy na szczęście nie muszą już posiadać wiz, odbywa się więc bez zbędnych formalności. O tym, że panuje tu pandemia, świadczy tylko obowiązek noszenia maseczek na lotnisku i w autobusach. Do Alanyi docieramy po 23:00, autobus rozwozi turystów po kilku hotelach. Nasz hotel, jako że położony parę kilometrów od centrum (ale za to blisko plaży), jest jednym z ostatnich na trasie. Pokój mamy z balkonem, z którego rozpościera się widok na hotelowy basen.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej