Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
Dziś zapowiada się nudny dzień. Nie mam pomysłu, gdzie by się samemu wybrać. Agnieszka zaciąga mnie na plażę. Pogoda od rana jest upalna, na niebie ani chmurki, nad morzem spędzamy dwie godziny. Ze względu na narastający żar postanawiamy wrócić do hotelu, by się ochłodzić.
Na co dzień posiłki spożywamy na zewnątrz, przy stolikach w restauracji. Chociaż w hotelu obowiązują maseczki, to poza obsługą praktycznie nikt ich nie nosi. Wyjątkiem jest kolejka po jedzenie, gdzie maseczki są wymagane. Podczas obiadu nakładamy sobie solidne porcje, choć przyznam, że czuję się zaniepokojony wizją przybrania na wadze. Mimo to, chcę spróbować wszystkiego, co jest dostępne, aby cieszyć się smakiem i różnorodnością potraw.
– Nie jesteś gruby! – pociesza Agnieszka.
– Jestem! – zaprzeczam, chwytając się za brzuch.
Od dwóch lat nie potrafię zredukować wagi do pożądanego poziomu, tłumaczę to sobie stresującą sytuacją w pracy.
Po obiedzie czeka nas druga tura plażowania, będzie już łatwiej, bo pojawiło się trochę chmur.
– Gotowa?
– Tak. Ale jeszcze zapalę.
Denerwuję się tym ciągłe.
– Idziemy? Możemy?
– Nie. Jeszcze siku.
Kiedyś ją zamorduję!
Do wieczora kąpiemy i opalamy się na przemian. Muszę przyznać, że Agnieszka jest strasznie zgrabna. No i lubi być fotografowana, przyznaję również.
Zbliżyła się 18:00. Wiatr się wzmógł, wieczorna bryza przyjemnie chłodzi. Nad Alanyą zawisło kilka pomarańczowo-szarych obłoków. Słońce zachodzi, kryje się za twierdzą Ehmedek. Idziemy na ostatni dziś spacer, wyznaczając sobie jako cel odległe molo. Wieczór po kolacji spędzamy przy piwie (Agnieszka) i kawie (ja).