Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]


Alanya – (Antalya) – (Pyrzowice) – Kraków

sobota, 3 X 2020


Kto leci do Alanyi? | Beznadziejne blogi | Niech ta pandemia się już skończy!


Dziś wracamy do Krakowa. Nasz samolot odlatuje, co prawda, o 14:30, ale autobus, który ma nas zawieźć na lotnisko, będzie już o 10:00. Mając w pamięci różne perypetie fanów biur podróży z godzinami zakwaterowania i wykwaterowania z obiektu mogę się tylko cieszyć, że nie wygnano nas z pokoju o 4:00 rano. No i że możemy zjeść normalnie śniadanie.

Siadamy w holu i czekamy na wraz z innymi wczasowiczami na transport. Właściwie dopiero teraz zaczynam kojarzyć twarze osób spotykanych wcześniej przy posiłkach z polską grupką. Podczas tego krótkiego pobytu jakoś nie spieszyło mi się do nawiązywania znajomości z rodakami. Czasem na forach internetowych widzę zapytania typu „Kto leci do hotelu X w mieście Y z biurem Z”. Zastanawiam się wówczas nad przyczyną zamieszczania tych postów w sieci. Czy wynika to z chęci zwiększenia poczucia bezpieczeństwa podczas podróży? By nie pogubić się na lotnisku? Lub w drodze do hotelu? Czy też wynika to z potrzeby zapewnienia sobie towarzystwa przy stole, podczas plażowania lub spacerów po mieście? Nie wiem. Ale też nie rozumiem takiego szukania znajomości wśród Polaków na wyjeździe. Może ktoś mnie oświeci w tym zakresie? Ja przynajmniej wyjeżdżam po to, by zobaczyć coś innego ergo nie-polskiego. Jeżeli moją potrzebą byłoby bawić się wieczorem lub spędzać miło czas na plaży, to wybrałbym całkiem obce towarzystwo, choćby miejscowe.

Zbliża się 10:30, autobusu wciąż nie ma.

– Najwyżej zostaniemy tu jeszcze parę dni.

Krytycznie przyglądam się ustawionym w holu naszym bagażu. Mój plecak obok walizy Agnieszki wygląda jak Dawid przy Goliacie. Objętościowo wziąłem cztery razy mniej rzeczy. Nieważne. Przeczytałem na pewnym blogu podróżniczym idiotyczny wpis pod tytułem „Blondynka w Jordanii. Jak się ubierać, żeby nikogo nie wkurzać?”. Dziewczę proponuje wziąć między innymi dwie pary sportowych butów, dwie pary długich spodni (plus dres), trzy pary krótkich spodni, dwie sukienki i dwie spódnice. Nie, nie na miesiąc: na 10 dni! "Dobrą praktyką jest również przepranie rzeczy w hotelu – ja tak robiłam ze stanikami sportowymi oraz piżamką" – radzi blondynka – "Pranie spokojnie wyschnie przez noc, o ile nie śpicie przy włączonej klimatyzacji". Aż nie chce mi się komentować porad kogoś, kto (cytuję) „w plecaku ma zawsze sarąg (sic!)”. Uświadamiam sobie, że nie jestem w stanie prowadzić takich blogów, nie potrafię dostarczać takich pozornie niezbędnych, a w rzeczywistości banalnych i zwyczajnie głupich treści. Nie potrafię zaakceptować faktu, że powodzeniem w sieci cieszą się blogi lub kanały na YouTube pełne knajackiego języka, czy wręcz nasyconych wulgaryzmami. A przede wszystkim pozbawionych jakiejś sensownej treści. Ot, relacja z Laosu. Czego się dowiadujemy? Ano tyle tylko, że „wtranżalali makaron, a pogoda była skurwysyńska”.

Koniec narzekania, bo oto zjawia się mocno spóźniony autobus. W drodze na lotnisko w Antalyi oglądamy różne piękne "zamkowe” i "pałacowe" hotele, w których szczęśliwie uniknęliśmy pobytu.

Ponieważ w Katowicach jesteśmy już koło 17:00, możemy sobie pozwolić na kombinowany powrót do Krakowa (autobus śląskiego ZTM plus autobus z Katowic), co daje w stosunku do busa Matuszka oszczędność 50 złotych. I to tyle Turcji na ten moment. Wyjazd był poniekąd ukłonem w stronę Agnieszki, ale z drugiej strony cieszę się, że mogłem zobaczyć starożytne Side. Dobre wspomnienia mam również z wycieczki do jaskini Dim i spaceru po Alanyi.

Z niecierpliwością czekam na koniec pandemii.


Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej