Dzień: [1-2] [3-4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26-27-28]
Co tu robić? | Nad zbiornikiem Atatürka
Co zrobić z takim nadmiarem czasu? Dziś w nocy jedziemy na wschód słońca na Nemrut Dagi. Koszmar kilkunastu godzin w upalnym, zasyfionym mieście zamieniamy na wypoczynek nad zbiornikiem Atatürka. Oczywiście czekanie na powrót Darka z internetu po umówionej godzinie nie ma sensu, wyruszam więc z Beatą nad wodę. Idziemy, a raczej jedziemy, bo, po nieśmiałym geście z naszej strony, chłopak jadący wozem zaprzężonym do szkapy zaprasza nas na przejażdżkę do położonego w odległości kilku kilometrów jeziora. Częstuje nas winogronami i puszką pepsi. Niebywałe. Po ostatnich nieporozumieniach i obserwowanej powszechnie pazerności tubylców,
jestem zaskoczony, tym bardziej że chłopak nie chce od nas pieniędzy za drogę.
Schodzimy nad jezioro polną drogą, mężczyzna nas mijający uśmiecha się i podaje nam ogórko-kabaczki. Towarzyszący nam od chwili inny mały Kurd uczy nas miejscowych nazw warzyw i owoców. Nad wodą Beata wdzięcznie pozbywa się chłopca mówiąc: "Thanks, bye". Brzeg jest bardzo urwisty, ale odważnie rzucamy się na głębię. Najbliższe sześć godzin spędzamy kąpiąc się i opalając na przemian.
Powrotna droga przez pola daje nam wyobrażenie o tym, jak ciężkie jest życie bez wody. Gdy docieramy do publicznego ujęcia wody ledwo żyjemy. Jako białasy wzbudzamy sensację odrywając kobiety od prania. W dalszej drodze towarzyszy nam kilka tuzinów dzieciaków i czarnowłosych dziewcząt zainteresowanych stanem rodzinnym Beaty ("Are you children?").
Nasuwa mi się myśl o niesamowitych kontrastach cywilizacyjnych: bezproblemowy dostęp do internetu w Kahcie, a z drugiej strony stosy suszącego się przy drodze nawozu krowiego formowanego na kształt placków.
W mieście wymieniam 30 DEM schowanych na czarną godzinę. Kładziemy się spać dosyć wcześnie – pobudka jest przewidziana na godzinę 2:00 w nocy.