Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]


Alanya – jaskinia Dim – Alanya

poniedziałek, 28 IX 2020


W drodze do jaskini | Jak tu pięknie! | | |


Dziś postanawiam przejść się do Jaskini Dim. Może nie jest największa i najładniejsza, niemniej jednak jest to cel osiągalny z mojego punktu widzenia (siedzenia) tutaj. Jaskinia Dim znajduje się na południowych zboczach Wschodniego Taurusa wchodzącego w skład potężnego tysiąckilometrowego pasma ciągnącego się równoleżnikowo w południowej Turcji. Co dla mnie najciekawsze, została odkryta stosunkowo niedawno, bo zaledwie 34 lata temu (1986). Kilkanaście lat później (1998) została udostępniona do zwiedzania. Z mapy wynika, że mam do pokonania około 9.5 kilometra.

Na obiad schodzimy stosunkowo wcześnie, już o 12:45. Szybko zjadam olbrzymie porcje, pakuję na drogę 4 gruszki, ciasteczko, litr wody i ruszam sam. Agnieszka nie jest zainteresowana wycieczką, woli spędzić popołudnie na plaży.

Droga prowadzi przez przedmieścia Alanyi, a potem skręci w góry. Dokładnie nie wiem, jak trasa wygląda, gdyż moja mapa (Maps.me) nie ma poziomic. Od czasu do czasu, jakby od niechcenia macham na samochody próbując złapać okazję. Nie udaje mi się. Przekraczam rzekę Dim (Dim Çayı), porzucam główną nadmorską drogę i skręcam do wsi Kestel. Wieś jak wieś: zwyczajna i zaniedbana. Po prostu mało ciekawa. Domy niby współczesne, niektóre pokryte czerwoną dachówką, ale liczne przybudówki, niedokończone budowy, rozwalone kamienne mury rozdzielające posesje i grunty orne – to wszystko sprawia wrażenie chaosu i nietrwałości. Przede mną w oddali wznosi się pasmo górskie. Zbocza pokryte są lasami sosnowymi, w wyższych partiach dominują skały wapienne. Pionowe skały są szare, nie przypominają lśniących bielą klifów Dover. Myślę, że wśród tych wapiennych turni, żlebów i kotlinek znajduje się jeszcze wiele nieodkrytych jaskiń. Idąc wiejską drogą niejednokrotnie dostrzegam owocujące drzewa: brzoskwinie i figi, a z werand porośniętych winna latoroślą zwisają grona winogron.

Skręcam ostro w lewo, to już ostatni etap, do przejścia pozostało około kilometra. Ruch samochodowy i na tym odcinku jest znikomy. Droga jest ślepa, jeżdżą nią tylko amatorzy speleologii. Kilkaset metrów od parkingu ulokowanego przy wejściu do jaskini (232 m n.p.m.) znajduje się punkt gastronomiczny z herbatką, kawą i jakimiś innymi produktami obsługiwany przez ojca z dzieckiem. Na stoliku stoją duże pojemniki z wrzątkiem, Turek urzęduje tu zapewne od rana do wieczora.

Dochodzę do parkingu, praktycznie nie ma tu ludzi. Płacę 16 lir, to niezbyt dużo, spodziewałem się wyższej ceny. Niska cena sugeruje, że nie można się spodziewać cudów. Obowiązkowy pomiar temperatury*/, dziwne, że jestem tak zimny: 31 stopni. W momencie, gdy wchodzę do środka jaskini, jest tam jeszcze kilku Rosjan. Potem oni wychodzą. Wewnątrz, korytarz prowadzi w dół po schodach i się rozdwaja. Pierwsza, krótsza odnoga liczy 50 metrów, druga 330 metrów. Te 380 metrów w sumie może wydawać się niewielkim dystansem do przejścia, ale wiem, że odległości i czas pod ziemią (i pod wodą!) inaczej się odczuwa. Wybieram najpierw odcinek krótszy, na prawo. Jaskinia w dalszym ciągu prowadzi wyraźnie w dół. Szata naciekowa jest w miarę bogata, sporo dużych stalaktytów, na razie nie widać tych drobnych, filigranowych. Na ścianach dominują sfalowane nacieki. Całość kończy się pozornie ślepą ścianą odgrodzoną barierką. Zauważam, że przy robieniu zdjęć obraz mam zasnuty jakby mgłą, niewidoczną wcześniej. Pojawia się dopiero w momencie robienia zdjęcia. Może to efekt podświetlenia pomarańczowym światłem, na które reaguje matryca w aparacie.

Jestem zdyszany, para paruje z mojej ręki.

[ciąg dalszy zwiedzania jaskini]

[powrót i wieczór]


*/ Przypominam, że opisuję czasy pandemii koronawirusa.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej