Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
Co to za plaża?! | Spacer po Monastyrze | Tylko turystów brak
Wrześniowy poranek w Tunezji. Pogoda zapowiada się piękna. Temperatura około 20 stopni, kilka obłoczków na horyzoncie ozdabia prawie bezchmurne niebo. Tak tu powinno być! Stojąc na balkonie, jeszcze raz przeglądam się otoczeniu. Jest miło i ładnie.
– Co dzisiaj robimy? – pyta Jola przy śniadaniu. – Pójdziemy na plażę?
– Pójdziemy, pójdziemy – uśmiecham się. – Ale przejdziemy się też po miasteczku, dobrze?
Plaża, jak obiecano w ofercie, jest faktycznie blisko, jednakże jest stosunkowo mała. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że przez ostatnie dni pogoda była tu kiepska, były nawet burze, a niespokojne może wyrzuciło na brzeg mnóstwo roślinnych szczątków, wodorostów, liści i patyków. Właściwie nikt się nie kąpie, kilka osób wygrzewa się w słońcu.
– No i jaka woda? – pytam, widząc, że Jola zanurzyła stopę w morzu.
– Za zimno! – odkrzykuje.
Idziemy w stronę miejscowego fortu, obchodzimy go wkoło.
[opis fortu]
– Podoba ci się tu?
– Podoba – stwierdza Jola, ale bez przekonania.
– Dobrze. Przejdźmy się po mieście jeszcze.
Wciąż miasto wciąż wygląda na uśpione chociaż jest już 10:00. Najwyraźniej rytm życia jest dostosowany tu do przyzwyczajeń turystów, którzy lubią późno wstawać. Sklepy z pamiątkami i z ciuchami dopiero się otwierają, sprzedawcy wieszają na zewnątrz towary, lecz póki co nie mogą liczyć na klientów. Wędrujemy wzdłuż murów miejskich i ostatecznie zawracamy pod fort. Zaglądam do miejscowej medresy, tu interesująca biblioteczka z pięknymi wolumenami, w salce do nauki trochę dywanów. Obok znajduje się niewielki cmentarz muzułmański, jak zwykle wzbudza moje zainteresowanie. Robię parę fotek. Obchodzimy duży meczet, niestety jest zamknięty, o tyle dziwne, że przecież dziś piątek. Nieważne, zresztą wielokrotnie słyszałem, że turyści w Tunezji nie raczej nie są wpuszczani do meczetów.
[plażowanie]
Po kolacji wybieramy się znów na spacer. Zapadł zmierzch, miejskie latarnie uliczne zapłonęły żółtym światłem, a wiatr się wzmógł, szarpiąc palmowymi liśćmi. Meczety są podświetlone i inne ważniejsze budynki są podświetlone, atrakcyjnie to wygląda. Zaglądamy na dziedziniec meczetu jakiegoś tam potem wędrujemy opustoszałymi uliczkami mediny.
– Wiesz co? Naprawdę się dziwię, że tak mało ludzi chodzi po mieście o tej porze – mówię. – Przecież tu praktycznie nie ma turystów...
– Pewnie siedzą w hotelu.
Nie wiem. Być może szczyt sezonu minął, ale pamiętam, że w Marrakeszu czy Hurghadzie wieczorem ulice roiły się od ludzi, a tłumy turystów i miejscowych robiły zakupy nawet do północy. Inna rzecz, że Tunezja wciąż zmaga się z kryzysem w branży turystycznej po dwóch zamachach w 2015 roku. 18 marca terroryści zaatakowali muzeum Bardo w Tunisie, zabijając 22 osoby, głównie Europejczyków. Natomiast 26 czerwca miała miejsce masakra w pobliskim Sousse, a ofiarami stało się 38 osób w tym 30 turystów z Wielkiej Brytanii. Wydarzenia te spowodowały gwałtowny spadek liczby turystów w latach 2015–2016 o ok. 3 mln osób w porównaniu z okresem sprzed zamachów. A to oznaczało 40-procentowy spadek dochodów turystyki. W kolejnych latach władze podjęły wysiłki zmierzające do odzyskania zaufania gości zagranicznych. Utworzono turystyczne jednostki policyjne, zapoczątkowano patrole wojskowe wokół kurortów. Wzmocniono system kontroli granic, szczególnie z Libią i uruchomiono kampanie promocyjne („Visit Tunisia Safely”, „Ready & Safe”) skierowane do europejskich biur podróży. Chociaż statystyki pokazują wzrost liczby turystów, zwłaszcza z Rosji, Europy Środkowej i krajów arabskich, to nie jest to widoczne dziś na ulicy w Monastirze.