Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
Dolce far niente | Zakupowy szał
Wtorek. To jest połowa naszego wyjazdu. Dziś znów dzień stacjonarny. Prawdę powiedziawszy, humor mi się znacznie pogorszył. Zapowiada się całodzienne plażowanie. Aż mi się nie chce wychodzić z hotelu. Pocieszam się jedynie myślą, że jutro pojedziemy gdzieś. Póki co idziemy na plażę i tu spędzamy czas do popołudnia, a urozmaiceniem jest jedynie obiad. Co prawda codziennie na obiad jest ta sama oferta, ale posiłek można sobie odmiennie komponować, nakładając potrawy w różnych proporcjach. No cóż. Nie nadaję się ani na all inclusive, ani na plażowanie. Nie żałuję decyzji o wyjeździe z Jolą do Tunezji, motywy przedstawiłem na początku. Ja potrzebuję ruchu, nowych wrażeń i doświadczeń, ale przecież nie każdy taki jest. Ładna opalenina i smaczny posiłek są niewątpliwie wartością dla wielu kobiet. Poza tym wiele osób potrzebuje wypoczynku od pracy, bez względu na to, czy jest ona lekka czy ciężka, stresująca czy nie. Muszę iść na kompromisy, równoważyć potrzeby swoje i bliskich osób. Ten wyjazd i tak jest dostosowany do moich oczekiwań: zrobiliśmy dwie wycieczki, a jutro będzie trzecia. Nie jest źle!
Późnym popołudniem wyciągam Jolę na spacer po mieście. W sklepie z pamiątkami jest wiele rzeczy, które bym chętnie kupił, ale muszę skupić się na tych tańszych przedmiotach Upatrzyłem sobie figurkę murzyńskiego wojownika. Bardzo mi się podoba i wiem, że ją kupię. Na razie dla niepoznaki przyglądamy się innym rzeczy. Wypytuję o ceny różnych towarów, za 10 dolarów kupuję dużą kobiecą maską z drewna i z ładnymi ozdobami z macicy perłowej. Jola oczywiście magnesy.
– Jeszcze tu wrócimy – proponuję, zobaczmy inne sklepy.
Wybór pamiątek jest olbrzymi. Jola dokupuję jeszcze różę pustyni, ja potem również decyduję się na taką pamiątkę – ale w lepszej cenie. Jola kupuje drewnianego wielbłąda, a ja duży elegancki kafelek arabskim napisem. Jola idzie w moje ślady – również kupuje ceramiczną płytkę, pomagam jej wynegocjować dobrą cenę. Kilka razy obracamy do kasy.
– Wiesz co? Zabrakło nam pieniędzy, muszę wymienić – stwierdzam podczas tych zakupowych szaleństw.
Sprzedaję 100 € w pobliskim w kantorze i wracam do Joli, która wybrała dla siebie dwa lampiony. Ja z kolei duży talerz, który dam komuś, Jola jeszcze bębenek, ja też jeszcze bębenek. Teraz już mogę wrócić do sklepu z figurkami. Zmiękczam sprzedawcę, który chce za figurkę 40 dolarów, ja oferuję 10. Ostatecznie kupujemy dwie figurki po 10 USD. Tyle naszego handlowania. A nie! Bierzemy jeszcze buteleczki z kolorowym piaskiem. Piasek musi być!
Wieczór. Słońce zachodzi na pomarańczowo, barwiąc chmury różnymi kolorami. Dłuższą chwilę stoję na balkonie, przyglądam się i fotografuję to kolorowe widowisko.